Iwona Hartwich: Protest wcale się nie skończył, walka trwa
1 lipca będziemy chodzili do placówek medycznych i rehabilitacyjnych. I będziemy chcieli dostać się szybko i bez kolejki – zapowiada liderka zawieszonego 27 maja sejmowego protestu.
Iwona Hartwich i jej syn Jakub
Adam Chełstowski/Forum

Iwona Hartwich i jej syn Jakub

ALEKSANDRA RUTKOWSKA: – Jak się pani czuje po opuszczeniu Sejmu?
IWONA HARTWICH: – Czuję się dobrze. Nie wiem tylko, w co ręce włożyć, bo jest tyle rzeczy do zrobienia. Na razie jest to nie do opanowania. (śmiech)

A Kuba?
Kuba też bardzo dobrze. Właśnie jadę po niego na rehabilitację.

Po 40 dniach protest został zawieszony. To było jedyne wyjście?
Tak. To była świadomie podjęta decyzja nas wszystkich, bez wyjątku. Tak naprawdę czarę goryczy przechyliło to, co się stało pod oknem. Jak zostałyśmy wyszarpane, skopane. Koleżanka do dziś cierpi, ma uraz nogi i ręki. Ja tak samo, mam rękę posiniaczoną. Wyszliśmy z Sejmu, bo naprawdę obawialiśmy się o zdrowie i życie naszych dzieci.

Ma dziś pani żal do marszałka Kuchcińskiego za to, co się tam stało?
Mamy ogromny żal. I mówię z całym przekonaniem: my tego tak nie zostawimy.

Co będzie dalej?
Przede wszystkim musimy się zregenerować, odpocząć. Będziemy się spotykać z rodzicami osób niepełnosprawnych i wspólnie zastanawiać, co dalej. Na pewno będziemy starali się wyegzekwować ustawę, która wchodzi w życie 1 lipca [Ustawa ma zapewnić niepełnosprawnym dostęp do lekarzy i fizjoterapeutów bez kolejki – red.].

A co z postulatem 500 zł w gotówce?
Będziemy dalej o to walczyć. Będziemy dalej o to prosić dlatego, że niepełnosprawni w dalszym ciągu potrzebują pomocy, problem się nie rozwiązał, bo nie mają nawet minimum socjalnego na życie. Rozmawialiśmy o tym z prezydentem, który był u nas. Osobiście zawiodłam się na panu prezydencie. Pamiętam film nagrany w kampanii wyborczej, puszczaliśmy go panu prezydentowi w Sejmie. Mowił, że zrozumiał. Rozumiał też potem, gdy spotkaliśmy się z panem Wojciechem Kolarskim [podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP]. On już wtedy wiedział, że protestujący po prostu potrzebują pieniędzy na życie. Wiedział, że chodzi o wsparcie pieniężne.

Rodzice, którzy protestowali, i rodzice, których znamy, z którymi protestujemy, mówią wprost, że nie mają dzisiaj swojego prezydenta. Zawiódł. Czy nie wie, że niepełnosprawni żyją za niecałe 900 zł? To ja mam pytanie do pana prezydenta: jak przeżyć za 900 zł? Jak ma przeżyć osoba niezdolna do samodzielnej pracy, samodzielnej egzystencji? Proszę go o to zapytać.

Czytaj także: Okupacja Sejmu była prawdziwym sukcesem

Protest RON spotkał się z falą dobrych, ale i złych emocji. Jak państwo sobie radzą z tym „hejtem”?
Uświadomiłam wszystkich protestujących, którzy nie byli z nami w 2014 r., że muszą być na to przygotowani. Kasię Milewicz, Anię Glinkę. Marzenka Stanewicz była ze mną, wiedziała, z czym to się wiąże. Byłyśmy na to przygotowane i przygotowałyśmy na to innych rodziców. Już w 2014 r. zbudowałam sobie mur na ten hejt. Nie śledzę tego. Wiem, że śledzi to mój syn Mikołaj. Bardzo się denerwował na początku, był zniesmaczony, zszokowany... Ale każdy z nas czuje – jak każdy normalny człowiek – i jeśli czytamy czy słyszymy, że np. jesteśmy przez kogoś opłacani, to jest nam przykro. Zwyczajnie przykro.

PFRON zapowiada kontrolę w fundacji, w której pracuje pani syn.
I bardzo dobrze. Powiem coś więcej: w 2014 r., kiedy protestowaliśmy, to tamten rząd zapowiadał, że zrobi wszędzie audyt. Wszystkich fundacji i stowarzyszeń. Dlaczego tego nie zrobić? Nie mamy niczego do ukrycia, więc nie musimy się obawiać żadnej kontroli.

Czuje dziś pani zmęczenie?
Czuję, ogromne. Ale rodzina na mnie liczy, przecież nie mogę siedzieć i nie robić nic. Cały czas jest coś do zrobienia. Tak wygląda nasze życie.

Czytaj także: Za Tuska traktowano nas humanitarnie

Skąd bierze się ta siła? Janina Ochojska powiedziała wprost: jesteście bohaterami.
Nie chcę się nazywać bohaterem. Mnie jest ciężko na sercu, nawet jeśli ktoś nazywa mnie liderem. Ja to robię dla dziecka, ale nie tylko swojego. Kiedyś już powiedziałam i powtórzę: żadna władza nie chce łożyć na osoby niepełnosprawne, chore. To jest słaba grupa. Nie jest pożądanym elektoratem, nie jest żadnym elektoratem. Jesteśmy cały czas lekceważeni. Musimy mieć siłę. Nasze życie to wielka walka.

Dziś 42. dzień walki?
Dokładnie. Dziś jest 42. dzień protestu. To nie jest koniec. Zapraszamy 1 lipca. My w Toruniu będziemy z innymi rodzicami chodzili do placówek medycznych, rehabilitacyjnych i będziemy chcieli dostać się szybko i bez kolejki. Zapraszamy.

ROZMAWIAŁA ALEKSANDRA RUTKOWSKA

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj