Dlaczego futbol, jak żadna inna dyscyplina, powoduje największe patriotyczne wzmożenie?

Naród na murawie
Rozmowa z prof. Krzysztofem Jaskułowskim o tym, jak piłka nożna wpływa na poczucie tożsamości narodowej.
Na rozgrywki piłkarskie można też spojrzeć jako na przygotowanie do bardziej gorących konfliktów.
Kamil Piklikiewicz/EAST NEWS

Na rozgrywki piłkarskie można też spojrzeć jako na przygotowanie do bardziej gorących konfliktów.

Krzysztof Jaskułowski – historyk i socjolog, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie SWPS.
Miłosz Poloch

Krzysztof Jaskułowski – historyk i socjolog, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie SWPS.

JOANNA PODGÓRSKA: – Dlaczego to akurat futbol, jak żadna inna dyscyplina sportu, powoduje największe patriotyczne wzmożenie?
KRZYSZTOF JASKUŁOWSKI: – Częściowo wynika to z tego, że same państwa były zainteresowane promocją piłki nożnej, bo dostrzegły w niej szansę na propagowanie tożsamości narodowej poprzez sport. Jest to uwarunkowane historycznie, bo masowy futbol pojawił się mniej więcej w tym samym czasie co państwa narodowe. To gra rywalizacyjna doskonale wpisująca się w retorykę konfliktu między narodami.

Ale nie tylko piłka nożna ma taki narodowy charakter. Rzecz zależy od kontekstu kulturowego. W Wielkiej Brytanii takie znaczenie ma również krykiet. Prawicowi politycy używają tam pojęcia „testu patriotyzmu” – jeśli ktoś kibicuje innej drużynie krykietowej niż angielska, to znaczy, że nie do końca jest Anglikiem, bo to dowód na lojalność wobec dawnej ojczyzny, np. Indii czy Pakistanu.

Ale chyba wobec żadnej innej dyscypliny nie używa się tak „zmilitaryzowanego” języka.
To prawda. Język futbolu jest bardzo zmilitaryzowany. Gdy czyta się komentarze sportowe, można odnieść wrażenie, że to relacja z kampanii wojennej: ostrzał bramki, bombardowanie, zmasowany atak, ofensywa na pole przeciwnika. W 1978 r. trener Jacek Gmoch wprost zapowiadał, że „biało-czerwoni jadą na futbolową wojnę”. Gra zespołowa przypomina w pewnym sensie działania armii. Łatwo porównać drużynę do oddziału wojskowego.

Może to też nawiązanie do popularnej teorii, że mecze międzynarodowe, jako substytuty bitew, prowadzą do bezkrwawego rozładowania emocji?
Bywa to tak interpretowane. Futbol jest w tym kontekście bezpiecznym przeżywaniem rywalizacji między narodami. Jako symboliczna wojna pełni funkcję pozytywną, bo agresja jest kumulowana w działaniach, które są akceptowane społecznie. Chociaż z drugiej strony nie do końca tak jest, bo futbolowa gorączka dość łatwo przekształca się w realną przemoc. I nie mam tu na myśli jedynie bijatyk między kibicami. Drastycznym przykładem jest wojna w byłej Jugosławii, kiedy kibice niektórych drużyn, na przykład serbskiej Crvenej Zvezdy, tworzyli bojówki paramilitarne i dokonywali rzezi na ludności cywilnej.

Na rozgrywki piłkarskie można też spojrzeć jako na przygotowanie do bardziej gorących konfliktów. Podtrzymują przekonanie, że naród to grupa najważniejsza i w jego imieniu warto wszystko poświęcić. W tym kontekście trzeba sproblematyzować pojęcie narodu, bo ono ludziom wydaje się czymś oczywistym i naturalnym, a powstało stosunkowo niedawno, jako efekt inżynierii społecznej na ogromną skalę, a nie powolnego, organicznego wzrostu. Mówiąc o narodach, użyłbym raczej słowa „wytwarzanie”; narody nie rosną jak drzewa, ale są produkowane jak T-shirty. Ich istnienie musi być stale podtrzymywane i mistrzostwa piłkarskie temu służą. To jeden z elementów, który wpaja ludziom przekonanie, że świat społeczny składa się przede wszystkim z narodów, a to, co się liczy, to przede wszystkim lojalność wobec własnego narodu.

Czy dlatego u podłoża kibicowania sytuuje pan idee nacjonalistyczne? Czy naprawdę w grupie ludzi pomalowanych w barwy narodowe, szalejących na trybunach czy w pubie jest coś groźnego?
Z potocznym językiem polskim mamy ten problem, że funkcjonują w nim dwa określenia o skrajnie odmiennym nacechowaniu emocjonalnym: nacjonalizm, jako coś negatywnego, i patriotyzm, który kojarzy się pozytywnie. Z tego punktu widzenia patriotyzmu może być jedynie za mało, bo jest postrzegany jako coś, co łączy. Ja w kontekście kibicowania użyłem pojęcia nacjonalizmu w sensie neutralnym i szerokim. Wychodzę z założenia, że to, co potocznie określa się mianem patriotyzmu i nacjonalizmu, ma ze sobą wiele wspólnego: przekonanie, że podstawową grupą społeczną jest naród, a to wcale nie jest takie oczywiste. Nie oceniam, czy to jest dobre czy złe; interesuje mnie efekt tej potocznej oczywistości.

Czy takie narodowe kibicowanie ma jakieś trwałe skutki społeczne?
Wiemy, że na krótką metę zwiększa emocjonalną identyfikację i zwiększa niechęć do innych narodów. Tak wynika z niedawno przeprowadzonych eksperymentalnych badań psychologicznych, które miały pokazać, jaki wpływ na widzów ma oglądanie meczu własnej reprezentacji. Był to akurat mecz zwycięski. Skutków długotrwałych nie badano. Nie wiemy także, jakie konsekwencje miałby mecz przegrany. Wynikiem nie da się manipulować. To znaczy niektórzy pewnie próbują, ale akurat prowadzący eksperyment nie mieli na to wpływu.

Kiedyś pojęcie tożsamości narodowej kojarzyło się z kulturą wysoką. Pan twierdzi, że dziś o wiele efektywniejszym, choć niedocenianym pasem transmisyjnym tej tożsamości jest kibicowanie.
To jeden z sukcesów ideologii narodowej, że potrafi organizować wielkie grupy ludzi w bardzo prosty sposób. Nie trzeba znać „Pana Tadeusza” czy słuchać Chopina, żeby się czuć Polakiem. Wystarczy tożsamość zorganizowana wokół kilku prostych symboli – barw narodowych i godła – eksponowanych na trybunach i na koszulkach zawodników, by ktoś odczuwał więź z narodem silniej niż ktoś świetnie wyedukowany w kulturze wysokiej. Efekt potęguje jeszcze to, że komercja podsuwa coraz więcej „niezbędnych” dla kibica gadżetów. Uczucia narodowe stają się okazją, by sprzedać produkt w otoczce patriotycznej atmosfery. Te symbole są proste, zrozumiałe dla każdego, silnie nacechowane emocjonalnie i w pewien sposób zwalniają z myślenia, wywołując efekt wzmożenia. Sugerują, że naród jest czymś bliskim ludzkiemu doświadczeniu. A przecież naród to pojęcie abstrakcyjne: wielka grupa ludzi, których w większości nie znamy i nigdy nie zobaczymy.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną