Poseł Łukasz Zbonikowski „tylko” szarpał żonę
Sąd orzekł prawomocnie, że szkodliwość społeczna szarpaniny i wykręcania żonie rąk, których dopuścił się poseł PiS, jest co najwyżej znikoma. Umorzył postępowanie.
Łukasz Zbonikowski – poseł PiS od czterech kadencji
Tomasz Kwasek/Reporter

Łukasz Zbonikowski – poseł PiS od czterech kadencji

Monika Zbonikowska w prywatnym akcie oskarżenia zarzuciła mężowi, że dwukrotnie naruszył jej nietykalność. Trzy lata temu w domu jej matki poseł wyrwał jej telefon komórkowy. Rok później miał ją szarpać i wykręcać jej ręce.

Najpierw sąd w Chełmnie wydał wyrok, że w pierwszym przypadku doszło do szarpaniny, ale Zbonikowski – wbrew temu, co twierdziła jego małżonka – nie uderzył jej. A jeśli chodzi o drugą awanturę, to zdaniem sądu pierwszej instancji w ogóle nie doszło do użycia siły. Sąd umorzył wtedy warunkowo postępowanie na rok, co oznaczało, że uznał winę Zbonikowskiego, ale nie będzie ukarany, jeśli przez rok nie popełni innego przestępstwa. Miał też wpłacić tysiąc złotych na cele społeczne.

Sąd drugiej instancji inaczej ocenił tę sprawę. Prawomocnie orzekł, że Zbonikowski w obu sytuacjach dopuścił się szarpania żony i wykręcał jej ręce. Jednak ostatecznie umorzył postępowanie – ze względu na znikomą szkodliwość czynu.

Sądy łaskawe dla PiS

Sąd – tak jak PiS – okazał się dla posła niezwykle łaskawy. Przypomnijmy, że Zbonikowski, poseł od czterech kadencji, romansował ze swoją asystentką. Dowodem zdrady była bielizna polityka, na której wykryto DNA innej kobiety. Potem żona (są w trakcie rozwodu) oskarżyła go o naruszenie nietykalności. To było w kampanii wyborczej, PiS właśnie zarejestrował listy do Sejmu, a jedno z miejsc przypadło toruńskiemu posłowi. Partia święcie oburzona jego zachowaniem apelowała, by nie startował, ale on nie posłuchał. Sam Kaczyński mówił na ostatniej prostej kampanii, że rządy PiS będą wyróżniały wysokie kompetencje moralne posłów. I wspomniał o pewnej osobie, „która nie powinna się znaleźć” na konwencji wyborczej. Zbonikowski uznał, że nie o niego prezesowi chodziło. Został zawieszony w prawach członka PiS, ale szybko okazało się, że to była tylko kampanijna zagrywka. Już kilka miesięcy po wyborach na wniosek samego Jarosław Kaczyńskiego (!) ponownie został przyjęty w szeregi partii.

Kto tu się ma opamiętać?

Monika Zbonikowska po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku podejmie decyzję, czy złoży kasację. Poseł PiS już obwieścił na Facebooku wielkie sądowe i moralne zwycięstwo. Proces nazwał absurdalnym i pyta: „Kto przeprosi za tysiące niesprawiedliwych i krzywdzących mnie komentarzy?!? Kto zrehabilituje za degradacje mnie w pracy i partii?!?”. Za to on nikogo przepraszać nie zamierza. Co więcej, obraża wciąż jeszcze żonę, sugerując, że jest chora psychicznie. „Kto pomodli się za moją żonę o jej zdrowie psychiczne i by się opamiętała?” – pyta publicznie.

Ale czy poseł się opamiętał? To on streścił w odręcznej notatce, przez nią ujawnionej, wymagania wobec swojej żony. Już sama ta notatka powinna go jako polityka skompromitować. Napisał, że najlepiej byłoby, gdyby małżonka była „ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy, w co trzeba”. Monika Zbonikowska naiwna nie jest. To dobrze wykształcona kobieta – doktorat z nauk ekonomicznych, Europejskie Studia Specjalne, podyplomowe studia rolnicze. Poseł mówi o niej, że zachowuje się jak prosta kobieta. Ale to on zachowuje się jak prostak.

Jeśli poseł może, to inni też?

Trudno przyjąć ze spokojem to, że dla sądu i dla prezesa partii czyny posła Zbonikowskiego mają znikomą szkodliwość. Z drugiej strony to wyjaśnia, dlaczego PiS wciąż sprzeciwia się ratyfikowaniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej. Widzi w niej tylko wprowadzanie tylnymi drzwiami rewolucji obyczajowej, strasznego gender, który uderza w tradycyjną rodzinę. Tego, że może ochronić kobiety przed przemocą domową, PiS już nie zauważa. Tak jak Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, nie dostrzega potrzeby finansowania Niebieskiej Linii czy działalności Centrum Praw Kobiet, które niosą pomoc kobietom maltretowanym fizycznie i psychicznie w ich własnych domach przez ich własnych mężów i partnerów.

Decyzja sądu w sprawie Zbonikowskiego niepokoi. Jeśli sąd był tak łaskawy dla osoby ze świecznika, z partii, której prezes – jak sam mówił – stawia na wysokie kompetencje moralne, to inni domowi przemocowcy też mogą czuć się bezkarni, a ich ofiary bezradne.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj