Słowa Biedronia o „tresowaniu” Nowackiej – cios poniżej pasa
Ale Nowacka też nie jest święta. Odmawia lewicy politycznej sprawczości, a stwierdzenia, że nikt nie słuchał jej argumentów, graniczą z manipulacją.
Od lewej: Robert Biedroń, Barbara Nowacka, Joanna Scheuring-Wielgus, Borys Budka, Joanna Mucha. IX Ogólnopolski Kongres Kobiet
Agencja Gazeta

Od lewej: Robert Biedroń, Barbara Nowacka, Joanna Scheuring-Wielgus, Borys Budka, Joanna Mucha. IX Ogólnopolski Kongres Kobiet

Nic nie usprawiedliwia Roberta Biedronia. Użycie dehumanizującego słowa „tresowana” w odniesieniu do Barbary Nowackiej było po prostu nie do przyjęcia.

Ale Nowacka też nie jest święta. Odmawia lewicy politycznej sprawczości, a stwierdzenia, że nikt nie słuchał jej argumentów, graniczą z manipulacją. Owszem, słuchano ich uważnie. Po prostu nie przekonały.

Zachowanie Roberta Biedronia było okrutne. I dziwaczne. Nie wiem, jak można być politykiem walczącym o równość, a zarazem pozwalać sobie na sformułowania w rodzaju „tresowana polityczka”.

Rzecz ma w dodatku kontekst osobisty, gdyż Nowacka wielokrotnie w wywiadach zaznaczała, że dopóki w polskim prawie nie każdy ma prawo zawrzeć małżeństwo, ona sama ze swoim partnerem nie będą przykładać ręki do takiej niesprawiedliwości i nie skorzystają z takiego „przywileju”.

Cios Biedronia poniżej pasa

Sytuacja w Lublinie musiała być dla Nowackiej druzgocząca – cios Biedronia był poniżej pasa i słusznie spotkał się z powszechnym niesmakiem. A w tym konkretnym kontekście był też wyrachowanie okrutny. Nie tego oczekujemy po politykach. Ale odpowiedź Barbary Nowackiej też uderzyła w tony, których byśmy nie kojarzyli z tą zwykle opanowaną i taktowną polityczką.

W wywiadzie dla TOK FM, obok wielu słusznych i sensownych przemyśleń, stwierdziła między innymi: „W ciągu ostatnich kilku tygodni usłyszałam wiele gorzkich słów, nie tylko od niego. Nikt z atakujących nie pofatygował się spytać lub choćby zrozumieć motywy. Lewicę stać było na potępienie wyborów innych niż ich”. Tymczasem od momentu ogłoszenia aliansu z Koalicją Obywatelską Nowacka udzieliła kilkudziesięciu wywiadów, w których nie pytano jej właściwie o nic innego, tylko o powody jej decyzji.

Wywiady te były uważnie czytane (słuchane, oglądane) i drobiazgowo analizowane. Nowacka, która nigdy nie chciała wejść do grona piszących polityków, zyskała nieporównywalną do tego, co dostają inni, platformę medialną, by swoje powody wyłuszczyć. Mówienie, że „nikt się nie pofatygował spytać czy zrozumieć” jest nadużyciem, jeśli nie świadomą manipulacją. Lub jeszcze gorzej: oderwaniem od realiów, życiem w świecie wyobrażeń a nie faktów, świecie, w którym „niewyrozumiała lewica” jest większym wrogiem niż wszechogarniający konserwatyzm prawicy.

Komuś musiały puścić nerwy

Można się było spodziewać, że komuś w końcu puszczą nerwy. Dalej Barbara Nowacka upomina: „trzeba będzie odbudować Polskę po PiS i trzeba będzie zrobić to razem. Dlatego nie rozumiem tych personalnych ataków wewnątrz obozu prodemokratycznego. Lepiej byłoby, gdyby takie wypowiedzi nie padały, skoro potem i tak będzie trzeba usiąść i rozmawiać przy jednym stole”. Mówi to niedawna pełnomocniczka komitetów „Ratujmy Kobiety” – politycznych akcji za liberalizacją przepisów o przerywaniu ciąży, których ogromny oddźwięk uwiarygodnił ją jako pierwszoligową polityczkę po tym, jak przemknęła niczym meteoryt na czele Zjednoczonej Lewicy – dziś stojąca u boku Grzegorza Schetyny, który z góry wyklucza poparcie dla legalnej aborcji. Zapraszanie w takiej sytuacji do wspólnego stołu między innymi działaczek „Ratujmy Kobiety” przywodzi na myśl Danutę Stenkę w „Poskromieniu złośnicy” Kleczewskiej, a zwłaszcza jej pełną dramatyzmu interpretację finałowego monologu Kasi – prototypowej feministki, którą „naprostowało” przemocowe małżeństwo:

Dziś widzę, lance nasze są ze słomy,
Siła tym mniejsza, im większe pozory: Niech was mój przykład nauczy pokory,
Ugnijcie czoła, bezsilne niebogi...

Trudne to do przełknięcia. Niemal równie trudne, jak „tresury” Roberta Biedronia, a także upór tego ostatniego, by nie podpisywać Deklaracji Brukselskiej, zobowiązującej sygnatariuszy do działania na rzecz legalizacji przerywania ciąży. Ten sezon polityczny ratowaniu kobiet jakoś nie sprzyja.

***

„Poskromienie złośnicy” w przekładzie Leona Ulricha, www.wolnelektury.pl

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj