Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Palenie, picie i pełnoletni uczniowie. Studniówki okiem nauczyciela

Studniówka VI LO w Kielcach Studniówka VI LO w Kielcach Paweł Małecki / Agencja Gazeta
W wielu szkołach przyjęło się, że studniówka składa się z dwóch imprez. Pierwsza to bal oficjalny, który trwa od poloneza do przedstawienia parodiującego zachowania nauczycieli, czyli zwykle do północy.

Wśród nauczycieli trwa spór, czy studniówka to impreza szkolna, na której pracujemy, czy organizowana przez rodziców, na której jesteśmy gośćmi i za nic nie odpowiadamy. Żeby rozwiać nasze wątpliwości, dyrekcja zarządziła, że kto przyjął zaproszenie, nie przychodzi tego dnia – w piątek – do szkoły. Pracuje na studniówce. Pozostali nauczyciele nie mają wolnego.

Studniówkowe kartki bezpieczeństwa

Jak się jest w pracy, to ma się jakieś zadanie do wykonania. Moje polegało na opiece nad przedstawicielami drugoklasistów – po parze z każdej klasy – którzy są zapraszani na studniówkę, aby zobaczyć, jak to jest. Przyda im się ta wiedza, gdy będą organizować bal dla siebie. Zgodnie z tradycją szkoły poprosiłem, aby przynieśli pisemną zgodę rodziców. „Czy jak ktoś jest pełnoletni, to też?”. Wyjaśniłem, że wszystkich obowiązują jednakowe zasady. Bez zgody rodziców nikt nie zostanie wpuszczony na salę.

Po paru dniach miałem komplet kartek. Ale to nie wszystko. Potrzebne były też zgody na wyjście dzieci ze studniówki. Każdy przyniósł mi więc pisemne oświadczenie rodziców, o której godzinie może wyjść z balu. Starzy oświadczyli, że biorą pełną odpowiedzialność za przyjazd i bezpieczny powrót dziecka do domu. Znowu ktoś zapytał, czy pełnoletni też mają przynieść takie kartki. Oczywiście, odpowiedziałem, prawo szkolne się nie zmienia. Dorosły jesteś dla świata, ale dla nauczyciela każdy uczeń jest dzieckiem.

Komplet kartek przekazałem rodzicom, którzy na studniówce będą pilnować bezpieczeństwa uczniów. Wpuszczać i wypuszczać mogą tylko na podstawie tych oświadczeń. Kilka lat temu mój wychowanek „uciekł” ze studniówki, czyli zachował się wbrew temu, co było oświadczone na papierze. W środku nocy dzwoniono do rodziców chłopca, ale nie odbierali. Zadzwoniono więc do mnie, abym jako wychowawca – tamtego roku nie byłem na studniówce – ratował dziecko. „Ale on jest pełnoletni” – zauważyłem przytomnie. „Nic nie szkodzi. Jak coś mu się stanie, odpowiedzialność spadnie na szkołę”.

Kartki obowiązują nie tylko drugoklasistów. Także maturzyści – niektórzy już 19-letni – muszą przynieść podobne oświadczenia. Jeden z nich zwrócił mi uwagę, że kartki nie mają żadnej mocy prawnej, gdyż rodzice nie mogą ponosić odpowiedzialności za zachowanie pełnoletnich osób. Nie można też więzić 18-latka na imprezie, którą chce opuścić np. o 3:00, ale nie może, ponieważ jego rodzic oświadczył, że dziecko ma się bawić do 6:00. Szkoła łamie prawo – podkreślił uczeń. „Nie znam się na prawie – wyjaśniam – ale znam się na tradycji naszego liceum. Pisemne zgody rodziców są od niepamiętnych czasów i nadal będą. Nie podoba się, róbcie sobie studniówkę bez nauczycieli”.

Czytaj także: Studniówka z perspektywy osób homoseksualnych

Alkohol, papierosy i inne przyjemności

W szkole prywatnej, w której pracowałem parę lat temu, były inne zasady. Dziwnym trafem prawo szkolne zgadzało się z prawami człowieka. Jak uczeń był pełnoletni, sam decydował o sobie. Kartek nie było. Pełnoletni negocjowali też z dyrektorem, jaki alkohol będzie na studniówce (ustalano, że szampan i wino z umiarem) oraz że palarnia jest niezbędna. Trzeba znaleźć taki lokal, który umożliwia palenie. Ustalano też, że wystarczy jedno miejsce dla palaczy. Nauczyciele i uczniowie będą korzystać z tej samej palarni.

W tej szkole był też zwyczaj, że alkohol dla nauczycieli uczniowie przekazują oficjalnie podczas balu. Przedstawiciele samorządu szkolnego dziękują za naukę i wychowanie, życzą dobrej zabawy i proszą o przyjęcie tych kilku butelek. Kelnerzy biorą i za zgodą dyrektora stawiają wina na stołach. Na stołach, przy których siedzieli uczniowie, też było wino, ale raczej symbolicznie. Nie przyglądałem się temu, gdyż nie było zwyczaju patrzeć uczniom na ręce i kontrolować ich na każdym kroku. Są dorośli, mają prawo, więc nauczycielom nic do tego. Trzymanie pełnoletnich uczniów pod kontrolą i zmuszanie, aby rzeczy dla ludzi robili po kryjomu, to zwyczaj szkół publicznych.

A zatem byłem w tym roku na studniówce jako pracownik, a nie gość. Zobaczyłem, że rodzice zapewnili nauczycielom alkohol. Parę butelek wina postawili na stołach. OK, chętnie bym się napił do kolacji lampki wina, ale czy mogę? Przecież jestem w pracy. Miałem wolne w szkole, a teraz mam ciężko pracować na studniówce. Moim zadaniem jest pilnować uczniów, aby nie przyszło im do głowy, że mogą bawić się jak dorośli ludzie. Czyli mam pilnować, aby 18–19-latkowie nie pili, a sam będę pod wpływem alkoholu?

Zapewne tradycja liceum pozwala nauczycielom pić wino na studniówce i nie pozwalać uczniom, ale co na to prawo pracy? Czy jak coś się stanie, np. jakiś maturzysta zbiegnie z balu i w drodze do domu przytrafi mu się wypadek, to czy nauczyciela obciąży ta lampka wina? Czy też bycie pod wpływem alkoholu nie będzie miało żadnego znaczenia? W końcu to bal, a nie lekcja. Nie chcę się domyślać, chcę wiedzieć na 100 proc., czy na studniówce pracuję, więc nie piję, czy nie pracuję, lecz bawię się i sam podejmuję decyzję, czy z alkoholem, czy bez.

Dwie studniówki w ramach jednej

W wielu szkołach przyjęło się, iż studniówka składa się z dwóch imprez. Pierwsza to bal oficjalny, który trwa od poloneza do przedstawienia parodiującego zachowania nauczycieli, czyli zwykle do północy. Do tej godziny młodzież powinna trzymać fason, czyli nie pić, nie palić i nie robić żadnej rzeczy, która mogłaby rzucić cień na placówkę. Większość nauczycieli po północy idzie do domu, a wtedy zaczyna się druga część studniówki, impreza bez żadnej kontroli. Teraz młodzież może się wyszaleć. Co się wtedy dzieje, nie mam pojęcia, ponieważ od lat po przedstawieniu studniówkowym wolniej lub szybciej, ale się zbieram. Po wyjściu większości belfrów za bezpieczeństwo odpowiadają rodzice, którzy mieli odwagę zgłosić się do komitetu studniówkowego. Drugi raz nie popełnią tego błędu.

W tym roku polonez zaczął się pół godziny później, a przedstawienie o nauczycielach dwie godziny wcześniej (natychmiast po kolacji). Niektórzy odebrali to jako znak, że od 22:00 uczniowie zaczną szaleć, więc bardziej konserwatywni pedagodzy powinni się zbierać. Ponieważ przegapiłem ten moment i zostałem nieco dłużej, parę niepokojących rzeczy zaczęło mi się majaczyć. Brwi samoczynnie się podniosły. Parę dni później, już w szkole, uczniowie zapewniali mnie, że ich zachowanie nie wynikało z upojenia alkoholowego, tylko z czystej radości. Nie wątpię, moi drodzy, nie wątpię. Do głowy mi nie przyszło, że mogło być inaczej. I wam też niech nigdy nie przyjdzie do głowy, że nauczyciel mógłby w pracy naruszyć choćby najmniejszy punkt regulaminu. Wspierajmy się, bo licho nie śpi.

Nauczyciel nie widzi, nie słyszy

Studniówka 2020 przechodzi do historii liceum jako kolejna bezpieczna impreza. Szczęście nas nie opuszcza. W internecie jakiś fotograf zapewnia, że nigdy więcej nie przyjmie zlecenia na studniówce, gdyż młodzież pije, bije się, uprawia seks, ogólnie jest gorzej niż na weselach. No cóż, fotografom pracującym z uczniami brakuje przygotowania pedagogicznego. Powinno być obowiązkowe. Gdyby je mieli, radziliby sobie z trudnymi zachowaniami dzieci albo po prostu niczego by nie widzieli. Byłem na ponad 30 studniówkach i, odpukać w niemalowane, niczego naprawdę strasznego jeszcze nie widziałem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną