Społeczeństwo

Zamiast uznania – agresja i groźby. Lekarze i pielęgniarki nie mają lekko

Odpłatne testy na koronawirusa w Poznaniu Odpłatne testy na koronawirusa w Poznaniu Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Zniszczenie samochodu, odmowa obsługi w sklepie, wybicie okien w mieszkaniu. Pracownicy służby zdrowia stali się adresatami niecodziennej, covidowej agresji.

Zofia Małas, przewodnicząca Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, wspomina, że pierwszą głośną ofiarą agresji wobec pracowników służby zdrowia była pielęgniarka ze Skarżyska-Kamiennej. Pod koniec marca stwierdzono u niej zakażenie koronawirusem, a ponieważ pracowała też w innym szpitalu – jak większość nisko opłacanych pielęgniarek – oskarżono ją o roznoszenie zarazy. Mieszkańcy Skarżyska nie poprzestali na internetowym hejcie, zaczęli utrudniać pielęgniarkom codzienne funkcjonowanie, nie obsługując ich rodzin w sklepach. „Czujemy się szykanowane” – Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych próbował zwrócić uwagę na ten problem, pisząc w tej sprawie apel.

W Gliwicach nie dalej jak dwa tygodnie temu oblano farbą i przebito opony w samochodzie należącym do pielęgniarki. „Ratowniku, precz. Nie roznoś zarazy” – kartkę z taką treścią zobaczył za wycieraczkami ratownik medyczny ze Szczecina. „Lekarzu, zamieszkaj w garażu. Mieszkańcy bloku” – taką wiadomość w skrzynce znalazł lekarz z tego samego miasta. W Poznaniu na drzwiach jednej z piekarń pojawiło się ogłoszenie: „Personel medyczny prosimy o powstrzymanie się od zakupów”. Kartka wisiała kilka tygodni, zniknęła, kiedy zdarzenie opisały media. Do Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie zgłosiła się ostatnio lekarka, kiedy przedszkole odmówiło zapisania jej dziecka do placówki w przyszłym roku.

Żeby przemoc nie eskalowała

Lokalne media codziennie raportują o podobnych incydentach. Ale skali agresji, tej bezpośredniej i dotkliwszej niż hejt w sieci – którego też jest więcej w ostatnich tygodniach – nikt jeszcze dokładnie nie zmierzył. Skargi dotyczące nieobsługiwania w sklepach, niszczenia samochodów, wybijania okien w mieszkaniach, oblewania drzwi wejściowych farbą wpływają regularnie do dr. Bartosza Fiałka, szefa grupy pracowniczej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. – W sumie dostałem ponad 20 zgłoszeń, ale myślę, że jest ich więcej. Żyjemy w społeczeństwie, w którym osoby doświadczające agresji czy przemocy wstydzą się tego i rzadko mówią o tym publicznie – mówi.

Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych nie prowadzi rejestru wszystkich przypadków, ale też notuje, że jest ich ostatnio więcej. – Kierujemy nasze koleżanki w takich sytuacjach do psychologa. W okręgowych izbach pielęgniarek i położnych działają stałe dyżury psychologów – mówi Zofia Małas. Skargi dotyczące ataków i mowy nienawiści docierają też do Adama Bodnara – rzecznik praw obywatelskich potwierdził, że w ostatnich tygodniach do jego biura wpływa ich coraz więcej. Poprosił prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie o przekazanie mu informacji o sprawach, które do niej trafiają.

Dla lekarzy, pielęgniarek i pozostałych pracowników medycznych powstała m.in. ogólnopolska akcja „Adwokaci dla medyków”. Kancelarie z całej Polski bezpłatnie oferują pomoc w różnych aspektach związanych z pracą w czasie epidemii. Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie uruchomiła też mail interwencyjny „Stop hejtowi”.

Dr Bartosz Fiałek uważa, że to nie wystarczy. 4 maja wysłał do ministra sprawiedliwości pismo z wnioskiem o powołanie specjalnych jednostek do zwalczania agresji wobec personelu medycznego. Miałyby funkcjonować na wzór działających w prokuraturach regionalnych i okręgowych komisji zajmujących się sprawami karnymi związanymi z błędami lekarskimi. – Komisje w sposób bardzo surowy i bardzo szybki – w ciągu 24 czy 48 godzin – mogłyby stawiać przed sądem osoby, które agresją i mową nienawiści utrudniają życie lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i innych pracowników służby zdrowia. Może dzięki temu te niedopuszczalne praktyki wobec nas nie będą eskalować – uważa dr Fiałek.

Propozycję OZZL jako „dobrą” oceniła Mariola Łodzińska, wiceprezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, i zapowiedziała jej poparcie.

Na razie pewne środki ochrony dla pracowników medycznych uwzględniono w specustawie koronawirusowej. Jeśli hejt spotyka ich w związku z wykonywaniem zawodu, mogą żądać dla sprawcy np. zakazu publikacji obraźliwych treści w internecie. Jeżeli sprawca złamie zakaz, może być nawet tymczasowo aresztowany. Specustawa nie wyczerpuje jednak wszystkich sytuacji, których doświadcza personel medyczny – a zwłaszcza nie dotyczy bezpośrednich, dotkliwych incydentów, które zdarzają się po dyżurze. W większości sytuacji lekarzom i pielęgniarkom pozostaje wejście na drogę cywilną, co oznacza długą walkę w sądzie albo zgłaszanie policji aktów wandalizmu.

Sądziliśmy, że to zniknie

Z opublikowanego w grudniu 2019 r. sondażu CBOS na temat zaufania społecznego do różnych zawodów płynęły dla pracowników medycznych optymistyczne wnioski: na szczycie rankingu stanęły pielęgniarki (89 proc. deklaracji dużego szacunku), za nimi lekarze (ufało im 80 proc. społeczeństwa). – Myśleliśmy, że epidemia utrwali to, jak ważne i potrzebne są te zawody oraz jak niebezpieczne jest ich wykonywanie – mówi Zofia Małas.

Covid-19 to nowa choroba, jest z nami od około pięciu miesięcy, a to w medycynie bardzo krótko. Z niewiedzy wynika lęk, także o społeczne czy ekonomiczne konsekwencje pandemii. I to jest motorem napędowym dla różnego typu agresywnych zachowań – tłumaczy zwiększenie agresji wobec pracowników medycznych dr Fiałek. – Polski rząd niestety nie przygotował planu epidemii. A takie działanie, wiedza na temat kolejnych ruchów decydentów – uspokoiłyby społeczeństwo. Na razie żyjemy od jednej do drugiej konferencji prasowej premiera i ministrów.

Czytaj też: Czy nauka podpowie nam, jak wychodzić z pandemii?

W wielu krajach codziennie w ustalonych godzinach mieszkańcy otwierali okna i bili brawa dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych. W Polsce było tak m.in. 7 kwietnia, w Światowy Dzień Zdrowia. Ratownik Piotr Chudy, który pracuje w szpitalu w Rawiczu, mówi, że takie gesty są zbędne: – Nie musicie bić braw. Wystarczy, że będziecie nas szanować. Kilka dni temu opublikował w mediach społecznościowych film, na którym pyta – i jest to pytanie do nas wszystkich – „Co się z wami dzieje?”.

Jego film udostępniono prawie 9 tys. razy. Z wiadomości, które komentujący pod nim zostawiają, najczęściej przebija zdziwienie, że można mieszkającym po sąsiedzku medykom uprzykrzać życie. Albo nie wpuścić do sklepu? Niektórzy też za tych „sąsiadów bez serca” przepraszają.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną