Kiedy oglądamy w muzeach czaszki naszych przodków, widzimy coś, co dziś jest rzadkością: równe łuki zębowe i – z reguły – brak wad zgryzu. Tymczasem współczesne dane są niepokojące.
„Według badań archeologów tylko kilka procent osobników z tamtych czasów miało wady zgryzu.”, mówi dr Rafał Brandt w rozmowie z dr Emmą Kiworkową w podcaście Dr Emma’s Lab. “A dzisiaj 90% dzieciaków rasy białej ma wadę zgryzu, a 50% dzieci wymaga leczenia ortodontycznego” – podkreśla dr Emma Kiworkowa,
Dr Rafał Brandt, nie ma wątpliwości, gdzie leży przyczyna.
Ewolucyjny dysonans
„Nasi praprzodkowie funkcjonowali w zupełnie inny sposób niż my. Nie mieli tak przetworzonej żywności. Mogli raz dziennie na przykład złapać kawałek mięsa, który musieli żuć, przeżuwać. Wszystko trzeba było rozdrabniać zębami, a zęby są połączone z kością i kość z mięśniami. Czyli to są jak codzienne ćwiczenia naszych mięśni na siłowni. Mięśnie pociągają kości i tym samym je rozbudowują” – tłumaczy dr Brandt.
Dziś dieta jest „leniwa” – papkowata, przetworzona, rzadko wymagająca wysiłku. Mięśnie pracują mniej, kości rozwijają się wolniej, a wielkość zębów – które ewolucyjnie nie „zmniejszyły się” w tym samym tempie – pozostaje niezmieniona.
„W dzisiejszych czasach dieta jest taka leniwa, papkowata, gdzie dziecko od rana do wieczora albo je jakieś papki, jogurty, albo jakieś przetworzone pokarmy (.)… Rzadko kiedy spotkamy obecnie dziecko, które codziennie zje sobie jabłko, czy marchewkę, czy mięso musi przeżuć. Mięśnie, jeżeli mniej pracują, mniej rozwijają nasze kości; kości wolniej się rozwijają, wolniej się rozszerzają; mamy węższe łuki zębowe, a wielkość zębów zostaje taka sama. Więc siłą rzeczy te zęby się nie mieszczą tak naprawdę w naszych kościach i to powoduje od razu wady zgryzu, co widzimy na co dzień u naszych pacjentów” – mówi ortodonta
Dr Brandt podkreśla, że różnice są uderzające, gdy porównamy przeszłość z teraźniejszością.
„I to widzimy też właśnie w muzeach. Bardzo często w muzeach widzę czaszki z pięknymi łukami od ósemki do ósemki, co rzadko dziś się zdarza.. Większość pacjentów musi mieć usuwane ósemki, bo nie ma na nie miejsca”
Choć statystyki dotyczą dzieci, dr Brandt zauważa, że wady zgryzu to problem także dorosłych – i to w coraz większym stopniu.
„Dzisiaj dzięki rozwojowi medycyny żyjemy dłużej, więc też musimy pamiętać, że zęby muszą nam wystarczyć na dłużej. Dlatego np. sporo pacjentów, których ja przyjmuję, to nie są dzieci, nastolatkowie, to są często osoby po pięćdziesiątce, po sześćdziesiątce, które widzą potrzebę wyprostowania zębów, przygotowania zębów na przykład do odbudowy protetycznej.”
„Obecnie w każdym wieku jesteśmy w stanie zaproponować leczenie pacjenta. Wśród moich pacjentów najmłodszego mam 3-latka, a najstarsi mają między 70 a 80 lat, więc jest to cały wachlarz wiekowy” – dodaje.
Kiedy interwencja jest konieczna?
Dr Brandt wskazuje konkretny wiek pierwszej wizyty: około 5–6 roku życia, gdy zaczyna się wymiana zębów mlecznych na stałe. Ale są sytuacje, w których nie można czekać.
„Jest taka stara maksymum ortodontyczna, kiedy rozpoczynamy leczenie zgryzu krzyżowego? Tego dnia, kiedy to zobaczymy, czyli od razu działamy”.
Dlaczego? Bo to są asymetrie, które tak naprawdę mogą być później widoczne w rysach twarzy, więc im później rozpoczniemy leczenie, tym trudniej jest to skorygować.” - wyjaśnia ekspert
Funkcja przed estetyką
Dr Kiworkowa zwraca uwagę, że wśród jej pacjentów dominuje pragmatyczne podejście.
„Bardzo często słyszę od pacjentów, że im zależy najbardziej na funkcji, na tym, żeby zęby długo wytrzymały i mogli ich długo używać, żeby ich zęby funkcjonowały. A estetyka jest gdzieś tam trochę na końcu.”
Dr Brandt dodaje:
„Funkcja z estetyką zawsze idzie w parze. Czyli coś, co jest funkcjonalne, będzie wyglądało ładnie. Coś, co brzydko wygląda, też nie ma szans, żeby było w jakikolwiek sposób funkcjonalne.”
Z danych wynika jedno: wady zgryzu nie są wyłącznie kwestią genów. Są efektem stylu życia, diety, nawyków oddechowych i – często – zbyt późnej interwencji. 90 proc. dzieci z wadami zgryzu to nie statystyka, która ma straszyć. To sygnał, że ortodoncja powinna być traktowana jako element podstawowej opieki zdrowotnej, a nie „fanaberia”, jak często bywa określana.
Cała rozmowa w podcaście „Dr Emma’s Lab”
Materiał przygotowany przez Villa Nova.