Szpital odmówił legalnej aborcji. Zadzwonili po Godek. Prawo prawem, ale kto głośniejszy, ten rządzi
W tym samym czasie, kiedy posłowi Grzegorzowi Braunowi stawiano prokuratorskie zarzuty znieważenia, pomówienia, naruszenia nietykalności cielesnej i bezprawnego pozbawienia wolności lekarki Gizeli Jagielskiej, w jej nowym miejscu pracy na wrocławskim Brochowie antyaborcjoniści znów terroryzowali szpitalny personel.
Antyaborcjoniści pod szpitalem
Jagielska to lekarka symbol naszych czasów. Jedna z niewielu, które mają odwagę przestrzegać w Polsce prawa. Zamiast odsyłać albo okłamywać pacjentki, przeprowadza te procedury medyczne, które są legalne. Ale przestrzeganie prawa wciąż jest w Polsce komfortem, z kolei jego łamanie – dobrą strategią na forsowanie swojego światopoglądu.
Historia z Oleśnicy sprzed dwóch lat skończyła się porażką państwa prawa. W tamtym przypadku szpital przyjął kobietę w poważnie uszkodzonej ciąży ze wskazaniami do legalnej aborcji w 37. tygodniu. I zaczęło się. Antyaborcjoniści pikietowali pod szpitalem, poseł Braun terroryzował personel medyczny, uwięził lekarkę w gabinecie, a potem zaczęło się zaszczuwanie lekarki. Prawo prawem, ale kto głośniejszy, ten rządzi. Dyrekcja szpitala w Oleśnicy nie przedłużyła umowy z doktor Jagielską. Notabene wraz z mężem przez lata tworzyła oddział, który musiała opuścić.
Przerobiliśmy to w Oleśnicy
Gdy prokuratura stawiała pierwsze zarzuty w tej sprawie, lekarka pracowała już we Wrocławiu. A pod szpitalem znów stali terroryzujący personel antyaborcjoniści. Gdy i do tej placówki trafiła pacjentka w zaawansowanej ciąży i ze wskazaniem do jej przerwania, ktoś z pracowników zadzwonił po Kaję Godek. Zaczęło się niemal to samo, co już przerabiano w Oleśnicy.
I w tej sprawie pewnie padną prokuratorskie zarzuty. Osoba, która złamała prawo, udzielając informacji o pacjentce antyaborcjonistom, zapewne odpowie karnie. Ale zanim to się stanie, znów minie rok, może dwa.
Zamiast kazać znów przeprowadzać się lekarce, może tym razem państwo powinno zająć się profilaktyką? Nie, nie ciąż. Tutaj nic więcej zrobić się nie da. Uszkodzone płody będą się zdarzały, późne ciąże, które trzeba przerwać, również. Ale nie ma żadnego powodu, żeby wolność jednych oznaczała łamanie praw innych. Protesty – proszę bardzo, ale nie pod szpitalami. Poglądy – oczywiście, ale fanatyzm, który każe stawiać własne przekonania ponad wspólne prawo.