Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Szpital odmówił legalnej aborcji. Zadzwonili po Godek. Prawo prawem, ale kto głośniejszy, ten rządzi

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Różaniec przed szpitalem na Brochowie Różaniec przed szpitalem na Brochowie Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl
Nie ma żadnego powodu, żeby wolność jednych oznaczała łamanie praw innych. Protesty – proszę bardzo, ale nie pod szpitalami. Poglądy – oczywiście, ale nie fanatyzm, który każe stawiać własne przekonania ponad wspólne prawo.

W tym samym czasie, kiedy posłowi Grzegorzowi Braunowi stawiano prokuratorskie zarzuty znieważenia, pomówienia, naruszenia nietykalności cielesnej i bezprawnego pozbawienia wolności lekarki Gizeli Jagielskiej, w jej nowym miejscu pracy na wrocławskim Brochowie antyaborcjoniści znów terroryzowali szpitalny personel.

Antyaborcjoniści pod szpitalem

Jagielska to lekarka symbol naszych czasów. Jedna z niewielu, które mają odwagę przestrzegać w Polsce prawa. Zamiast odsyłać albo okłamywać pacjentki, przeprowadza te procedury medyczne, które są legalne. Ale przestrzeganie prawa wciąż jest w Polsce komfortem, z kolei jego łamanie – dobrą strategią na forsowanie swojego światopoglądu.

Historia z Oleśnicy sprzed dwóch lat skończyła się porażką państwa prawa. W tamtym przypadku szpital przyjął kobietę w poważnie uszkodzonej ciąży ze wskazaniami do legalnej aborcji w 37. tygodniu. I zaczęło się. Antyaborcjoniści pikietowali pod szpitalem, poseł Braun terroryzował personel medyczny, uwięził lekarkę w gabinecie, a potem zaczęło się zaszczuwanie lekarki. Prawo prawem, ale kto głośniejszy, ten rządzi. Dyrekcja szpitala w Oleśnicy nie przedłużyła umowy z doktor Jagielską. Notabene wraz z mężem przez lata tworzyła oddział, który musiała opuścić.

Przerobiliśmy to w Oleśnicy

Gdy prokuratura stawiała pierwsze zarzuty w tej sprawie, lekarka pracowała już we Wrocławiu. A pod szpitalem znów stali terroryzujący personel antyaborcjoniści. Gdy i do tej placówki trafiła pacjentka w zaawansowanej ciąży i ze wskazaniem do jej przerwania, ktoś z pracowników zadzwonił po Kaję Godek. Zaczęło się niemal to samo, co już przerabiano w Oleśnicy.

I w tej sprawie pewnie padną prokuratorskie zarzuty. Osoba, która złamała prawo, udzielając informacji o pacjentce antyaborcjonistom, zapewne odpowie karnie. Ale zanim to się stanie, znów minie rok, może dwa.

Zamiast kazać znów przeprowadzać się lekarce, może tym razem państwo powinno zająć się profilaktyką? Nie, nie ciąż. Tutaj nic więcej zrobić się nie da. Uszkodzone płody będą się zdarzały, późne ciąże, które trzeba przerwać, również. Ale nie ma żadnego powodu, żeby wolność jednych oznaczała łamanie praw innych. Protesty – proszę bardzo, ale nie pod szpitalami. Poglądy – oczywiście, ale fanatyzm, który każe stawiać własne przekonania ponad wspólne prawo.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polskie tabu. Samotne matki nie mają już siły. Umierają w biegu, ale po kawałku, żeby dzieciom nie było smutno

Samotne matki na wizytach w poradni albo na konsultacjach na SOR nie mówią wszystkiego, bo boją się, że lekarz je zamknie na oddziale. I dlatego nie mówią o myślach samobójczych.

Aleksandra Grabowiecka
16.10.2026

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama