Sensacja w Miami. Iga Świątek odpada już w drugiej rundzie, triumfuje Magda Linette
Na papierze wszystko było i nadal jest po stronie Igi Świątek – trzecie miejsce w rankingu WTA, 25 wygranych turniejów, w tym sześć tytułów wielkoszlemowych. Dziesięć lat starsza Magda Linette aktualnie zajmuje 50. miejsce i wygrała trzy turnieje, choć staż na kortach ma dłuższy (gra też debla). Ale statystyki nie grają, w Miami sporo się też działo poza kortem.
Iga, graj swoje!
Pierwszy set rozstrzygnął się prędko na korzyść wyżej notowanej Polki – Świątek wygrała 6:1. I do takich rezultatów zdążyła przyzwyczaić. Niestety powoli przyzwyczaja kibiców też do tego, że zalicza trudno wytłumaczalny spadek formy w drugich setach. Gdy ona obniżyła loty, Linette zaczęła lepiej serwować i skorzystała z okazji, by zakończyć to rozdanie przed dogrywką – przełamała rywalkę w ostatnim momencie, wygrała 7:5.
Igę Świątek wyraźnie to podminowało. Wyszła na przerwę, przebrała się, ale poziom napięcia nie opadł już do końca spotkania. Nerwowo spoglądała w stronę boksu, skąd ciągle spływały komunikaty. „Nie pokazuj, jak ci źle, graj dalej” – naciskał Maciej Ryszczuk, fizjoterapeuta i trener przygotowania fizycznego najlepszej polskiej tenisistki. „Trzymaj się planu, masz wszystkie narzędzia”, dopingowała psycholożka Daria Abramowicz. „Reset, następna piłka, dyscyplina”, dodała. Technicznych wskazówek udzielał ciągle trener Wim Fissette.
Ale nic to nie dało, posypały się błędy. Linette w połowie trzeciej partii przełamała Igę Świątek, zrobiło się 4:2. Bardziej utytułowana Polka wybroniła jeszcze dwie piłki meczowe i utrzymała podanie, ale przy stanie 5:3 Linette bezbłędnie sobie to zwycięstwo wyserwowała. W kolejnej rundzie zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą. Przed rokiem dotarła tu do ćwierćfinału, więc ma czego bronić.
Musiała widzieć niedomaganie Igi – druga strona kortu ponoć zawsze to czuje – i nie bała się skorzystać. Wygrała zasłużenie, znalazła sposób na moc uderzeń rywalki, poprawiła serwis, nie straciła wiary, że może jeszcze wygrać. Agnieszka Radwańska w jej boksie promieniała i chyba sama trochę nie dowierzała w taki przebieg wydarzeń. Polki grały przeciw sobie ostatnio w Pekinie (2023). Iga wygrała 6:1, 6:1.
Falowanie Igi Świątek
W zwyczajnych okolicznościach polsko-polski pojedynek musiałby kibiców cieszyć niezależnie od wyniku. Ale niemoc Igi Świątek, która do niedawna nie przegrywała pierwszych rund w turniejach dowolnej rangi, musi boleć. Mecz w Miami do złudzenia przypominał nie tak dawne starcie z Indian Wells, przegrane w trzech setach z fenomenalną w tym sezonie Eliną Switoliną. Rzecz w tym, że w Kalifornii Idze do tego etapu szło nieźle, zagrała niemal bezbłędne mecze z Marią Sakkari i Karoliną Muchovą. Ale nie minęła doba i musiała uznać wyższość Switoliny, której nieprzesadnie się postawiła, mnożąc błędy i gubiąc serwis po drodze. Co się stało w tak krótkim czasie?
Tamten mecz kosztował ją drugie miejsce w rankingu. Dominacja Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny w tourze robi się znacząca.
W rozmowach z reporterami Canal+ w Miami Iga Świątek przekonywała, że bilans z Indian Wells jest i tak dodatni: zrobiła większy krok w przód niż w tył, bo zagrała solidne mecze, zanim odpadła. Ale to chyba dobra mina do, nomen omen, złej gry.
Sezon nie rozpoczął się dla Polki najlepiej, żegna się z turniejami wcześniej niż rok temu, tym razem nawet sporo wcześniej (w 2025 dobrnęła w Miami do ćwierćfinału). Siedzi często na ławeczce z ręcznikiem na głowie i próbuje odzyskać koncentrację, ale blokada nie puszcza. Jak to ujął niedawno Dawid Celt, trener polskiej reprezentacji tenisa, Iga wytraciła zdolność odwracania meczów i trzymania nerwów na wodzy w kluczowych momentach. Gra w napięciu, to ono przejmuje kontrolę. Pytanie, czy zdoła to zmienić i czy wcześniej nie zmieni się coś w jej boksie.