Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Cudownej przemiany nie było. Iga Świątek odpada w ćwierćfinale w Stuttgarcie

Iga Świątek w Stuttgarcie, 17 kwietnia 2026 r. Iga Świątek w Stuttgarcie, 17 kwietnia 2026 r. mat. pr.
Można szukać pozytywów, ale trudno powiedzieć, że porażka jest pechowa. Przed parą Świątek–Roig dużo pracy, na którą nie ma zbyt wiele czasu.

Pierwszy wspólny turniej Igi Świątek i trenera Francisco Roiga zakończył się po drugim meczu, w ćwierćfinale zawodów WTA 500 w Stuttgarcie. Polka przegrała z Mirrą Andriejewą 1:2 (6:3, 4:6, 3:6). W ubiegłym sezonie często nie mogła przebrnąć półfinałów. Oby w tym sezonie nie kończyła stopień niżej. Można szukać pozytywów w postawie Świątek, ale trudno powiedzieć, że porażka jest pechowa.

Opromieniona Andriejewa

Po planowym zwycięstwie w pojedynku drugiej rundy (wolny los w pierwszej) z Laurą Siegemund wiadomo było, że w ćwierćfinale skala trudności gwałtownie wzrośnie. Jelena Ostapenko – wiadomo, od zawsze zmora Polki, która nigdy nie znalazła sposobu na Łotyszkę. W zeszłym roku właśnie z nią w ćwierćfinale zakończyła występy w Stuttgarcie. Marnym pocieszeniem było to, że jej pogromczyni wsiadła na koniec do błyszczącego Porsche.

No, ale tym razem to Mirra Andriejewa okazała się lepsza od Jeleny i to ona po kolejnym sukcesie w meczu przeciwko Alycii Parks stanęła na drodze Świątek. Lepiej to czy gorzej? Przecież niemal 19-letnia Rosjanka do piątku zdążyła dwa razy z nią wygrać i tylko raz przegrać. Jest światową „dziewiątką”. Swoją drogą w ostatnich czasach niebezpiecznie namnożyło się tzw. niewygodnych przeciwniczek Warszawianki (niedawno kupiła mieszkanie w stolicy).

Mirra Andriejewa przyjechała do Niemiec opromieniona sukcesem w „pięćsetce” w Linzu. Z drugiej strony wiadomo, że zdarzają się jej kryzysy i wybuchy frustracji. Pamiętamy jej popis kilka tygodni temu w Indian Wells. Jak pokaże się tym razem w Stuttgarcie?

Początek Igi nerwowy

Z polskiego obozu dochodziły pozytywne wieści. Były intensywne treningi z Francisco Roigem, podczas których obserwatorzy wyczuwali dobre wibracje. Z drugiej strony ktoś przytomnie zauważył, że pierwsze tygodnie po poprzedniej zmianie szkoleniowca wyglądały podobnie.

Początek nerwowy. Iga Świątek nie potrafi wykorzystać swojego podania, ma kłopoty z pierwszym serwisem. Kolejne partie są już wyrównane. Wreszcie w czwartym gemie Polka wykorzystuje szansę na rebreak i od tej pory wynik mozolnie, ale jest coraz korzystniejszy. O zaciętości pojedynku świadczy choćby piąty gem, w którym Polka potrzebowała aż 18 piłek do zwycięstwa. Iga, skupiona, zbierała kolejne punkty mimo świetnych obronnych slajsów przeciwniczki (chociaż klasyczny forhend często ją zawodzi). Wreszcie popisowo kończy seta akcją serwis plus winner. 6:3. Oby tak dalej.

I znów dwa pierwsze gemy padają łupem Rosjanki. Jej kolejny gem serwisowy to popis dokładności Polki i w konsekwencji dość łatwe odrobienie strat. Ale tylko na chwilę, bo jesteśmy świadkami serii przegranych gemów przez stronę serwującą. Poziom trochę niższy niż w pierwszym secie. Pojawiają się błędy, niewykorzystane szanse, niestety częściej po stronie naszej tenisistki. W efekcie wyrównanie stanu meczu, bo set dla Andriejewej 6:4.

Niewiele robi różnicę

Decydująca rozgrywka zaczyna się dobrze. W trzecim gemie brakuje jednej piłki do podwójnego przełamania i wyniku 3:0. Niewiele zabrakło, ale to niewiele robi różnicę. Trenerka Rosjanki Conchita Martinez niepotrzebnie obgryza paznokcie, bo jej podopieczna najpierw wyrównuje, a potem buduje przewagę. Ciągle robią wrażenie obronne slajsy jej podopiecznej.

Iga pomaga nieudanymi serwisami, a drugie są często bezwzględnie traktowane przez zawodniczkę rozstawioną z szóstką. Teraz młodsza z tenisistek jest swobodniejsza, popełnia mniej błędów i to ona podnosi triumfalnie ręce po ostatniej piłce. W trzecim secie 6:3 dla Andriejewej i to ona awansowała do półfinału. Teraz jest trochę bliżej tego, żeby wsiąść za kierownicę żółtego Porsche Carrera w niedzielę.

Polka miała dobre momenty i przez długi czas wydawało się, że ma więcej atutów w rękach. Okazało się, że tym razem następna runda to za wysokie progi. I nie pomogła czerwona rakieta, której używała w Porsche Arena. Przed parą Świątek–Roig dużo pracy, na którą nie ma zbyt wiele czasu, bo sezon na kortach ziemnych na dobre się rozkręca.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną