Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Mundial nie dla Polaków. Szwecja lepsza, trudno pogodzić się z tą porażką

Szwecja - Polska 3:2. Decydujący mecz barażowy o zakwalifikowanie się na piłkarskie mistrzostwa świata. Szwecja - Polska 3:2. Decydujący mecz barażowy o zakwalifikowanie się na piłkarskie mistrzostwa świata. Joel Marklund / Forum
Mimo świetnej gry, na pewno najlepszej w ostatnim czasie, polska reprezentacja nie pojedzie na mundial. Przegraliśmy ze Szwedami w Sztokholmie 2:3. Wszyscy pamiętali, że drużyna Urbana nie schodziła jeszcze pokonana z boiska. Teraz to już nieaktualne, ale nie przekreśla to wszystkiego dobrego, co zostało zbudowane.

Wielka szkoda, bo oglądaliśmy drużynę Jana Urbana, która pokazała, że miałaby szansę na coś więcej podczas mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku niż tylko gra o honor. Zaważyły jednak błędy w obronie.

Teraz najważniejsze, żeby nie zepsuć tego kapitału, który zdołał zgromadzić Urban ze swoim sztabem i piłkarzami. Ta porażka to nie koniec świata, choć trudno ją przełknąć, bo wreszcie widzieliśmy zespół, który chce i umie grać w piłkę.

Aż nie chciało się wierzyć

Pierwszy kwadrans to był wyrównany przebieg gry. Obie drużyny zdyscyplinowane taktycznie, skoncentrowane. Aż do 19. minuty, gdy dość beztrosko ustawieni nasi obrońcy patrzyli na składną wymianę piłek przez Szwedów. Przy kopnięciu Elangi w „okienko” bramkarz Kamil Grabara nie miał szans. Po kilku minutach o mało nie odrobił strat Karol Świderski, ale szwedzki bramkarz wykazał się naprawdę świetnym refleksem.

Kolejne minuty to coraz energiczniejsze starania o zmianę wyniku naszych reprezentantów. I wreszcie w 33. minucie Nicola Zalewski pokazał, jak bardzo jest potrzebny: zmylił Szwedów i sprytnym strzałem z kozłem pokonał bramkarza przeciwników z narożnika pola karnego. A więc gra zaczynała się od początku.

Polacy, uskrzydleni powodzeniem, ruszyli do falowych ataków. Pachniało kolejnym golem. I padł, ale znów dla Szwedów. Po dyskusyjnym faulu na wysokości pola karnego Lagerbielke wyskoczył do dośrodkowania przez nikogo nieniepokojony i głową z najbliższej odległości dał prowadzenie swojej drużynie w 44. minucie. Tuż przed przerwą była jeszcze szansa na wyrównanie.

Mieliśmy powody do optymizmu przed drugą połową, patrząc na Polaków w ofensywie, niestety znacznie gorzej było w obronie. W sumie byliśmy lepsi, ale liczą się gole, a nie wrażenia. Po powrocie z szatni nic się nie zmieniło, Polacy znów przeważali. Pomysłowo atakowali, podobały się długie przerzuty, indywidualne pojedynki. I to wreszcie znalazło odzwierciedlenie na tablicy wyników. Cash do Zalewskiego, a ten do Świderskiego, który przyłożył nogę i trafił do pustej bramki. 2:2 i coraz większe emocje.

Aż nie chciało się wierzyć, że przy tak dobrej grze Polacy mogą przegrać. Zmęczenie obu stron było wyraźne, ale w ostatnich minutach mało widoczny do tej pory as gospodarzy Gyorekes wcisnął piłkę do bramki Grabary. Cudu nie było, trzeci raz nie udało się wyrównać.

Urban coś zbudował

Jan Urban nie zaskoczył składem. Słuchał różnych podpowiedzi, spokojnie odpowiadał na zarzuty i robił swoje. Nie wykonywał też nerwowych ruchów i stawiał na ludzi, którym wierzył od początku. Nie przekreślał nikogo po jednym błędzie. A jednak wprowadził trzy zmiany w porównaniu z meczu z Albanią i każda miała uzasadnienie. Co z tego jednak, że miał rację, skoro tym razem on i zawodnicy nie mieli szczęścia.

Obie reprezentacje wychodziły na sztokholmskie boisko po bardzo różnych doświadczeniach. Szwedzi po fatalnym ubiegłym roku, prowadzeni przez Anglika Grahama Pottera, bezdyskusyjnie pokonali w półfinale baraży Ukraińców. Dla Polaków potyczka z Albanią nie była spacerkiem. Mogła się zresztą skończyć katastrofą, gdyby nie przebudzenie w drugiej połowie i duże szczęście pod własną bramką. Najwyraźniej limit szczęścia został wyczerpany.

Cztery lata temu przy podobnej okazji Polska pokonała Szwecję w Chorzowie i znaleźliśmy się na katarskim mundialu. Wtedy jednak byliśmy gospodarzami finałowego barażu. Najstarsi kibice nie pamiętają 1930 r. i ostatniego polskiego sukcesu na boiskach Szwecji. Wszyscy pamiętali, że reprezentacja Urbana nie schodziła jeszcze pokonana z boiska. Teraz to ostatnie już nie jest aktualne. Ale nie przekreśla to wszystkiego dobrego, co zostało zbudowane przez piłkarzy i trenerów.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną