Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

Lewandowski raz, Zieliński dwa. I gramy dalej o mundial

Robert Lewandowski strzela wyrównującą bramkę w barażowym meczu o mundial z Albanią. 26 marca 2026 r. Robert Lewandowski strzela wyrównującą bramkę w barażowym meczu o mundial z Albanią. 26 marca 2026 r. Kacper Pempel / Forum
Dzięki liderom jesteśmy bliżej mistrzostw świata w piłce nożnej, które rozgrywane będą w USA, Kanadzie i Meksyku. Polska pokonała w Warszawie Albanię 2:1.

To była pierwsza część baraży o mundial (musimy je grać, bo w grupie eliminacyjnej byliśmy drudzy). I nie ma tu miejsca na rewanż, kto przegrywa, odpada. Na wysokości zadania stanęli więc w czwartek nasi liderzy: Robert Lewandowski i Piotr Zieliński, bo to ich gole przeważyły szalę.

Na wysoką ocenę zasłużył na pewno też Sebastian Szymański. A już w najbliższy wtorek część druga i to na wyjeździe: decydująca rozgrywka ze Szwecją, która pokonała dzisiaj Ukrainę 3:1.

Najpierw wpadka

Przed pierwszym gwizdkiem Anthony’ego Taylora mieliśmy oczywiście nadzieję, że będzie to przedostatni krok na drodze do mundialu, ale pamiętaliśmy nie tak dawne spotkania z Albanią, które były dla Polaków bardzo trudne. Zwycięstwo w czwartek przyszło, chociaż po emocjach, których chcielibyśmy uniknąć.

Zaczęło się od wpadki przy hymnach. Orkiestra Straży Granicznej, niewłaściwie nagłośniona, prawie nie była słyszalna. Za to gwizdy publiczności już tak.

Czytaj także: Mundial w skali MAGA. Gospodarzy będzie trzech, ale warunki dyktuje Trump

Zgodnie z przewidywaniami to polska drużyna przejęła inicjatywę i straszyła gości szybkimi akcjami. Pachniało golem, ale na zapachu się skończyło, a już po chwili zakotłowało się przed bramką Kamila Grabary. Na szczęście bez konsekwencji.

Tych kilka błędów wybiło jednak Polaków z rytmu. Gra straciła płynność, stała się szarpana. Minuty upływały, a ciągle brakowało celnych strzałów po obu stronach. Aż nastąpiła nieszczęsna 42. minuta. Okropny błąd Jana Bednarka sprawił, że sam na sam z Grabarą znalazł się Arber Hoxha. I było 0:1. Biorąc pod uwagę wszystkie pozytywne sygnały, musimy uznać to za spore zaskoczenie.

Czy Urban jest w stanie coś zmienić w drugiej połowie? – zastanawialiśmy się. Zaczął od wprowadzenia niespełna 18-letniego Oskara Pietuszewskiego, wschodzącej gwiazdy portugalskiego FC Porto. I coś zaczęło się dziać. Choć znowu z poważnymi błędami po naszej stronie. Było już naprawdę blisko katastrofy, gdy w czystej sytuacji albański napastnik fatalnie spudłował. Gdyby tego nie zrobił, mogło już być po marzeniach o mundialu po drugiej stronie Atlantyku.

Co nie udało się Albańczykom… nie udało się także Robertowi Lewandowskiemu, który minął się z piłką tuż przed bramką rywala. Ale RL9 jest jeden, a dwa razy w tym meczu się nie mylił. W 63. minucie po rzucie rożnym nasz kapitan z najbliższej odległości głową wpakował futbolówkę, przechytrzając i obrońcę, i albańskiego bramkarza. Remis, wracamy do życia.

Nie tak to sobie wyobrażaliśmy, ale to już coś. Gol wyrównujący dodał wiary Polakom w pozytywne zakończenie potyczki, choć znów czekały nas trudne i wielkie emocje. Bo najpierw Grabara uchronił Polskę przed utratą gola, a dopiero potem Piotr Zieliński prawą nogą z dystansu posłał pocisk, który wpadł do siatki przeciwników. Wynik: 2:1.

Czytaj także: Męki z Maltą. O wyjeździe na mundial zdecydują baraże

Liderzy nie zawiedli

Tak więc to najbardziej doświadczeni – Lewandowski i Zieliński – skutecznie wzięli na siebie odpowiedzialność. A trzeba oddać sprawiedliwość podopiecznym brazylijskiego trenera Sylvinho, że nie załamali się i przez długie momenty oblegali okolice polskiego pola karnego. Było gorąco, a nasza obrona dość chaotyczna. Pod koniec zamieniliśmy się w złodziei czasu, przedłużaliśmy, zwalnialiśmy i wynik się nie zmienił.

Albańczycy nie przyjechali do Warszawy w roli skazanych na porażkę. Niespełna trzy lata temu w eliminacjach do mistrzostw Europy pokonali u siebie Polaków 2:0. Mają w swoim składzie sporo klasowych piłkarzy, którzy chcieli poprowadzić swoją reprezentację do historycznego, pierwszego awansu na mundial. Jeszcze nie tym razem.

Jan Urban z Jackiem Magierą i całym sztabem mieli prawie idealne warunki do pracy w ostatnich miesiącach. Z piłkarzy, którzy na poważnie wchodzili w rachubę do występu na PGE Narodowym, tylko Łukasz Skorupski i Nicola Zalewski z powodu kontuzji lub żółtych kartek nie mogli być brani pod uwagę. Reszta nie dość, że była gotowa do gry, to jeszcze często pokazywała się z dobrej strony, głównie w zagranicznych ligach. Nie wszystko to potwierdziło się w czwartek wieczorem w Warszawie, ale się udało.

Większość komentatorów domagała się na boisku Oskara Pietuszewskiego. Ostatecznie nastolatek z Porto pojawił się na zgrupowaniu, ale od pierwszej minuty wystąpił inny (prawie) debiutant Filip Rózga. Obaj zamienili się w przerwie i to była dobra zmiana.

Można powiedzieć, że baraże to nasza specjalność. Oby 31 marca polska reprezentacja potwierdziła opinię umiejącej się przez nie przebić.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną