Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Sport

PSG znowu triumfuje w Lidze Mistrzów! Finał był dreszczowcem, zdecydowały rzuty karne

Puchar Ligi Mistrzów Puchar Ligi Mistrzów Adam Golec / Agencja Wyborcza.pl
Paris Saint Germain ponownie wygrywa Champions League. Po dramatycznym meczu, w którym trzeba było rzutów karnych do wyłonienia zwycięzcy, drużyna z Paryża pokonała Arsenal. Tym samym Paryżanie obronili tytuł najlepszej drużyny w Europie.

Zanim na boisko Puskas Arena w Budapeszcie wbiegli piłkarze, obejrzeliśmy efektowny show z rockmanami z The Killers w roli głównej. To była dobra rozgrzewka dla ponad 60 tys. widzów na stadionie i milionów przed telewizorami. Na trybunach zasiadło mnóstwo futbolowych oficjeli, a także premier Węgier Peter Magyar.

Finał Ligi Mistrzów. Pięknej piłki nie za wiele

Zaczęło się od ciosu zadanego przez Arsenal. Po przypadkowej „przebitce” do piłki dopadł Kai Havertz, podprowadził ją do pola karnego i z bliska huknął nad głową bramkarza PSG. 1:0 na początku 6 min. Wymarzony początek dla londyńczyków. Czy także zapowiedź wielkich emocji?

Po stracie bramki Paryżanie prawie nie oddawali piłki, ale pod bramką Arsenalu nie działo się właściwie nic niepokojącego, bo świetnie dawała sobie radę dobrze zorganizowana obrona Kanonierów. Pierwszy celny strzał Paryżan zobaczyliśmy dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Zachwycający wcześniej Khvicha Kvaratskhelia czy Ousmane Dembele byli skutecznie stopowani przez defensywę przeciwników. Tymczasem znacznie bliżej strzelenia kolejnego gola byli podopieczni Mikela Artety. Po zagraniu w trójkącie świetną piłkę dostał reprezentant Niemiec Havertz. Jego strzał zdołał zablokować Marquinhos.

W pierwszych 45 min pięknej piłki było niewiele. Czuło się olbrzymie napięcie, ale neutralny widz mógł poczuć niedosyt. Czy Luis Enrique przygotuje coś zaskakującego na drugą połowę?

Znów znacznie więcej czasu przy piłce było PSG. Co ciekawe, oba zespoły prawie nie ryzykowały rozgrywania piłki od bramkarza. Oglądaliśmy za to dalekie wykopy na połowę przeciwnika. Ożywił się gruziński skrzydłowy Kvaratskhelia i to właśnie on był adresatem podania od Ousmane Dembele. Gruzin został podcięty przez Cristiana Mosquerę w polu karnym, a sędzia nie miał wątpliwości: „jedenastka”. Dembele zupełnie zmylił Davida Rayę i w 65 min było 1:1.

Czytaj też: Lewandowski: misja zakończona, odchodzę z Barcelony. „Przybył jako gwiazda, odchodzi jako legenda”

Arsenal od tego momentu nie mógł już tylko bronić wyniku. Mecz się otworzył, szyki obronne rozluźniły. Świetną okazję miał reprezentant Gruzji. Jego strzał obił słupek. Pod obiema bramkami dużo się działo, ale do zmiany wyniku nie dochodziło. Blisko szczęścia był jeden z najlepszych w PSG – Vitinha, a później, tuż przed gwizdkiem oznaczającym dogrywkę, szansę miał Barcola.

Obaj trenerzy przeprowadzali zmiany, ale i tak zmęczenie zawodników było ogromne, łapały ich skurcze, dokuczał upał. Trzeba pamiętać, że piłkarze mają w nogach kilkadziesiąt meczów w sezonie. Pierwsza część dogrywki nie przyniosła zmiany wyniku. W kolejnym kwadransie oba zespoły przede wszystkim nie chciały popełnić błędu w defensywie i myślały raczej o rzutach karnych niż wcześniejszym rozstrzygnięciu. W ostatniej chwili zakotłowało się co prawda pod bramką PSG, ale bez efektu.

A więc rzuty karne! Zaczynają Paryżanie. Pierwsze strzały pewne. David Raya i Matwiej Safonow nie mają szans. Ale w drugiej kolejce chybił Eze z Arsenalu. Jest 2:1. Tylko na chwilę, bo Raya świetnie odbija piłkę po kopnięciu Mendesa. Kolejni strzelcy są bezbłędni. Jednak przy stanie 4:3 dla PSG pudłuje Gabriel. Paris Saint Germain znowu mistrzem!

Teraz pora na mundial

Finał Ligi Mistrzów oznacza zakończenie wielkiego sezonu klubowego w Europie. Nie oznacza jednak wakacyjnej przerwy dla kibiców, bo już 11 czerwca rozpoczynają się mistrzostwa świata w Kanadzie, Meksyku i USA.

W Budapeszcie spotkały się dwie wielkie futbolowe marki. Mistrz Anglii i mistrz Francji. Drużyna z Paryża to zwycięzca sprzed roku, Londyńczycy byli finalistami 20 lat temu. Można powiedzieć, że zespoły dotarły tak wysoko dzięki hiszpańskiej myśli szkoleniowej, bo obaj trenerzy to Hiszpanie.

Sięgnięcie po trofeum UEFA Champions League jest olbrzymim osiągnięciem. Powtórzenie tego wyczynu rok po roku udało się w historii tylko madryckiemu Realowi i teraz PSG. Co ciekawe, Paryżanie nie triumfowali w czasach, gdy obok siebie w koszulkach tego klubu biegali Neymar, Leo Messi i Kylian Mbappe. Arabscy właściciele klubu zrozumieli, że nie wystarczy wydawać absurdalnie wielkich pieniędzy na gwiazdy, żeby stworzyć wielką drużynę. Ten sezon w Lidze Mistrzów zaczął się przeciętnie, ale w fazie pucharowej było już świetnie. Wszyscy kibice na długo zapamiętają pierwszą półfinałową potyczkę na własnym stadionie z Bayernem Monachium. To był szalony mecz zakończony wynikiem 5:4 (w rewanżu w Monachium 1:1). Widowisko było godne finału.

Arsenal od początku spisywał się świetnie. I w Premier League i Champions League nawiązywał do czasów, gdy menedżerem Kanonierów był legendarny Arsene Wenger. Półfinałowe boje z Atletico Madryt były mniej efektowne (1:1 i 1:0), ale podopieczni Mikela Artety zasłużenie awansowali do decydującego meczu. Na ostateczny sukces muszą jednak poczekać.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Świecka komunia. Bez mszy, Kościoła i katechezy. Nowy rytuał klasy średniej

„Świecka komunia”, choć terminologicznie sprzeczna, staje się odpowiedzią dla rodzin, które pragną celebrować dorastanie swoich dzieci bez obrzędów Kościoła.

Zbigniew Borek
19.05.2026
Reklama