Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1690. dzień wojny. A jeśli Ukraina wpadnie w rosyjską strefę wpływów? To jedno musimy zrobić

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Moskwa. Słupy dymu z pożarów w rafinerii ropy naftowej po ataku ukraińskich dronów. 20 sierpnia 2026 r. Moskwa. Słupy dymu z pożarów w rafinerii ropy naftowej po ataku ukraińskich dronów. 20 sierpnia 2026 r. Stringer / Reuters / Forum
Europa musi podzielić swoje wysiłki między pomoc dla Ukrainy a budowanie własnej odporności na agresję. Wspieranie Kijowa to jednoczesne degradowanie rosyjskiej machiny wojennej i jej fundamentów gospodarczych. Ale musimy też wzmocnić obowiązek kolektywnej obrony.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił zawarcie porozumienia z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w sprawie masowych dostaw rosyjskiego oleju napędowego (diesla) na rynek amerykański oraz globalny. Informacja ta została przekazana przez Trumpa wczoraj wieczorem na jego platformie społecznościowej Truth Social po rozmowie, którą określił jako „niezwykle udaną”. Głównym celem tej umowy jest natychmiastowe obniżenie drastycznie rosnących cen paliw, które stały się poważnym obciążeniem dla gospodarki oraz kluczowym tematem politycznym w USA przed zbliżającymi się listopadowymi wyborami do Kongresu. 300 tys. ton oleju napędowego ma trafić na rynek natychmiast, zaś już w listopadzie kolejne 500 tys. ton. Później Rosja ma dostarczyć okrągły milion ton, już w nieokreślonej perspektywie czasowej, ale jest jeszcze opcja kolejnych 3 mln ton oleju napędowego, zależnie od stanu technicznego rosyjskich rafinerii.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski skrytykował porozumienie, nazywając je „oczywistą słabością” i dawaniem Putinowi prezentów w postaci łagodzenia sankcji, i trudno się z nim nie zgodzić. To właśnie atakiem na Iran wywołano kryzys, którego Stany Zjednoczone nie potrafią rozwiązać. Dodatkowe miliardy dolarów z legalnego eksportu paliw trafią bezpośrednio do rosyjskiego budżetu federalnego, z którego blisko 40 proc. jest obecnie przeznaczane na armię, produkcję amunicji, rakiet oraz żołd dla poborowych. Dlatego wpłynie to jedynie na wzmocnienie Rosji i jej machiny wojennej, czyli w istocie może nie tylko wydłużyć wojnę w Ukrainie, ale realnie przyczynić się do osłabienia naszego własnego bezpieczeństwa. Ale jak wiadomo, w polityce nie ma sentymentów, a to kolejny przykład na to, że interesy Stanów Zjednoczonych i Europy coraz bardziej się rozjeżdżają.

Były specjalny wysłannik USA ds. Ukrainy i Rosji gen. Keith Kellogg powiedział w wywiadzie dla Fox Business, że Władimir Putin nie dostarcza oleju napędowego Amerykanom z dobroci serca. Twierdzi, że to próba zmniejszenia presji na niego. Dodaje, że Kijów powinien kontynuować ataki na legalne cele wojskowe w Rosji. „To wojna, oni atakują poprawnie”.

Ukraińskie drony przeprowadziły skuteczny atak na terminal przeładunkowy ropy naftowej NZNP (dawniej znany jako „Jug Rusi”) w Rostowie nad Donem, który jest powiązany z Rafinerią Ropy Naftowej w Nowoszachtyńsku. Świadkowie mówią o serii potężnych wybuchów w dzielnicy Żeleznodorożnyj, po których wybuchł rozległy, widoczny z wielu kilometrów pożar.

W pierwszej połowie października 2026 r. ukraińskie siły przeprowadziły serię niezwykle skutecznych i niszczycielskich ataków na Liniową Stację Produkcyjno-Dyspozytorską (LSPD) „Samara” w miejscowości Proswiet (obwód samarski). Jest to największa baza magazynowania ropy naftowej w Europie oraz kluczowy węzeł logistyczny rosyjskiego giganta Transneftu. Cały kompleks zajmuje ponad 216 ha i posiadał przed atakami 71 zbiorników o łącznej pojemności ponad 1,6 mln m sześc. Zbiegają się tu cztery główne rurociągi magistralne transportujące ropę z Zachodniej Syberii, Tatarstanu, Kazachstanu i obwodu orenburskiego. Pierwszy atak miał miejsce w nocy z 1 na 2 października, drugi w nocy z 7 na 8 października. Łączna objętość zniszczonej infrastruktury magazynowej pozwalała pomieścić setki tysięcy ton paliwa. Straty Rosji mogą sięgać 200 mln dol.

Na froncie bez dużych zmian

Rosja zaatakowała Zaporoże bombami KAB, osiem osób, w tym troje dzieci, zginęło, 16 zostało rannych, w tym dwoje dzieci. Rosjanie zrzucili całą serię bomb szybujących. Jedna z nich uderzyła bezpośrednio w pięciopiętrowy blok mieszkalny, powodując zawalenie się konstrukcji wyższych kondygnacji. Łącznie uszkodzonych zostało co najmniej 26 budynków mieszkalnych w dwóch dzielnicach miasta.

Ukraińcy utrzymali pozycje na północ od Łymania (m.in. Ridkodub i Kołodiazi) mimo wściekłych rosyjskich kontrataków w tym rejonie. Nadal utrzymywane są też pozycje na wschód od Słowiańska i Kramatorska, a ukraińskie wojska paraliżują rosyjską logistykę, uniemożliwiając pełne wykorzystanie ściągniętych tam rezerw. Na froncie południowym też dochodzi do lokalnych zmian linii frontu na korzyść Ukrainy. Ukraińskie jednostki, w tym Wojska Aeromobilne, z powodzeniem przeprowadziły serię uderzeń, posuwając się naprzód na wschód od Aleksandriwki oraz odzyskując kontrolę nad kilkoma mniejszymi miejscowościami. Ogólnie jednak linia frontu nie ulega większym zmianom i trwa nadal krwawa wojna na wyniszczenie.

Co dalej z Ukrainą?

Zmęczenie długotrwałą wojną oraz opór oligarchów zrobiły swoje. Perspektywa integracji Ukrainy z Unią Europejską i Zachodem oddala się z wielu powodów. Z jednej strony rządząca partia Sługa Narodu wyraźnie podzieliła się na dwa obozy: liberalno-europejski oraz coraz silniejszy obóz narodowo-suwerennościowy. To naturalne, że twarde wojenne warunki i ciągły stres owocują radykalizacją postaw. Ten drugi nurt wyznaje zasadę, że zależność od Brukseli to również zło, podobnie jak potencjalna podległość wobec Moskwy.

To zupełnie nieracjonalne. Zależność od Moskwy oznacza budowę niepraworządnego państwa mafijnego, opartego na układach siłowo-biznesowych i korupcji, gdzie władza nie liczy się z obywatelami. Z kolei dobrowolna integracja z Brukselą wymusza trzymanie standardów praworządności, poszanowanie praw człowieka, ograniczanie korupcji oraz eliminację wpływów oligarchicznych. Chociaż UE jest daleka od ideału, pozostaje dobrym miejscem do życia. Jednak liczne grupy wpływów w Ukrainie nie chcą rezygnować z posiadanych przywilejów kosztem ogółu. Prezydent Wołodymyr Zełenski, będący zakładnikiem tych powiązań, chcąc zachować spójność państwa, musi ulegać postulatom obu skrzydeł. Stąd biorą się budzące wątpliwości decyzje, takie jak nadawanie jednostkom wojskowym kontrowersyjnych patronów, co nakłada się na wschodni styl dyplomacji prowadzony z pozycji siły i żądań.

Niestety, taka sytuacja to już częściowa wygrana Rosji. W Europie nie powinniśmy dopuścić do pozostawienia Ukrainy samej sobie, by nie powtórzył się scenariusz turecki. Ankarze przez dekady odmawiano unijnego członkostwa, aż w końcu sama zboczyła z obranego kursu, dryfując ku autorytaryzmowi i lawirując między Wschodem a Zachodem. Istnieje realna groźba, że oddalająca się od Brukseli Ukraina siłą rzeczy zacznie zbliżać się do Moskwy, nie widząc sensu w dalszym oporze. Oczywiście Ukraińcy dobrze wiedzą, w imię czego walczą, mówimy tu o kalkulacjach rządzących elit.

Stajemy przed dylematem, co robić dalej. Ideałem byłoby dalsze reformowanie Ukrainy i jej stopniowa integracja z UE oraz NATO, by utrzymać ten potężny kraj po naszej stronie. Kompromis musiałby jednak obejmować nie tylko budowę demokratycznego państwa prawa w Ukrainie, ale też m.in. ochronę unijnego rynku rolnego. Tania ukraińska żywność mogłaby bowiem zniszczyć europejskie rolnictwo, dając Kijowowi pozycję monopolisty dyktującego ceny i wywierającego naciski na pozostałe państwa wspólnoty. A przecież Ukraina ma gdzie sprzedawać swoje produkty rolne – żywi dziś znaczną część Afryki oraz Azji i ten kierunek powinien zostać utrzymany dzięki odpowiedniej reglamentacji.

Co mamy robić w tej sytuacji? Przede wszystkim nie wolno zaprzestać wspierania Kijowa, bo bohaterstwo ukraińskich żołnierzy bezpośrednio odsuwa wizję rosyjskiej agresji od naszych granic. Należy wspierać dążenia społeczeństwa do budowy normalnego państwa, pozostawiając mu otwarte drzwi do integracji na jasno określonych warunkach.

Co powinna robić Europa?

Europa musi podzielić swoje wysiłki między pomoc dla Ukrainy a budowanie własnej odporności na agresję. Wspieranie Kijowa to jednoczesne degradowanie rosyjskiej machiny wojennej oraz jej fundamentów gospodarczych. Ukraińcy robią to za nas, dlatego nie może być mowy o przerwaniu dostaw. Patrząc jednak pragmatycznie na sytuację, należy ocenić szanse na uratowanie Ukrainy przed wpadnięciem w strefę wpływów Kremla. Rosyjska propaganda usiłuje wmówić Zachodowi, że sama Ukraina może stać się dla nas zagrożeniem. To nieprawda. Nawet jeśli Kijów porzuci plany integracji, ma świadomość, że przed ostateczną podległością Rosji chronić go może tylko zachodnia pomoc. Robienie sobie wroga z Zachodu byłoby dla Ukrainy całkowicie nieopłacalne, a relacje międzynarodowe opierają się na chłodnym bilansie zysków i strat, a nie na sentymentach.

Z pragmatycznego punktu widzenia musimy jednak brać pod uwagę scenariusz upadku Ukrainy i włączenia jej w rosyjską strefę wpływów. W takim wypadku Europa musi zbudować mechanizmy obrony kolektywnej znacznie bardziej wiążące sojuszników niż ogólne zapisy traktatu waszyngtońskiego. Musimy usztywnić obowiązki sojuszniczej, kolektywnej obrony w ramach samej Europy. Występując jednoznacznie i wspólnym frontem przeciwko potencjalnej agresji, jesteśmy nie do ruszenia – Rosja nie jest w stanie zagrozić militarnie zjednoczonej UE.

Cała nadzieja Moskwy opiera się na rozbiciu tej jedności i pokonywaniu osamotnionych państw, nad którymi posiada przytłaczającą przewagę, jedno po drugim. Należy pamiętać, że każdy kolejny sukces i zwycięstwo Rosji nad państwami europejskimi oznacza wzmocnienie Moskwy o ich potencjał militarny i gospodarczy, który zostanie wcielony do rosyjskiej machiny wojennej.

W dyskusji pojawia się również koncepcja utworzenia europejskiego państwa federacyjnego w oparciu o tzw. twarde jądro Wspólnot, z pominięciem państw wykazujących silny eurosceptyzm, takich jak Węgry Viktora Orbána czy Słowacja Roberta Ficy. Gdyby taki podmiot powstał, a Europa Wschodnia znalazłaby się poza nim, trafilibyśmy w niezwykle niebezpieczne położenie. Oddalamy się od uczestnictwa w takich projektach z każdym wzrostem nastrojów antyunijnych na własnym podwórku.

Nie wolno nam tracić czujności. Należy prowadzić politykę zagraniczną tak, by nie dać się wypchnąć poza nawias kluczowych sojuszy. To kwestia właściwego ukształtowania naszego środowiska bezpieczeństwa. W wymiarze obronności musimy zabiegać o to, by znaleźć się w samym centrum każdego nowego układu bezpieczeństwa zbiorowego, jaki może wyłonić się w Europie. Nic nie jest dane raz na zawsze, dlatego musimy elastycznie adaptować się do zmian, aby żyć w bezpiecznym, demokratycznym państwie prawa, a nie wystawić się na pastwę Rosji.

Reklama

Czytaj także

Świat

Broń masowego przerażenia. Czym straszy Putin i jaką mamy odpowiedź? Moskwa idzie na całość

Rosja znów poszła na całość i zagroziła Europie atomowym unicestwieniem. Znowu przetoczyły się złowrogie nagłówki. To, co było odległe, staje się realne.

Marek Świerczyński
07.10.2026

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną