Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Burza o „Bohaterów UPA”. Zełenski nadepnął na minę. Trzeba zadbać o polską rację stanu

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski Facebook
Sprawa oceny działań UPA dzieli Polaków i Ukraińców krańcowo. Dla nas to zbrodnicze oddziały faszyzujących nacjonalistów. Dla Ukraińców – bohaterowie walczący o niepodległość.

Było oczywiste, że wybuchnie awantura międzynarodowa. Z powodów zupełnie niepojętych prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał elitarnej jednostce – Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” – imię Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. To prawie jak nadepnąć na minę przeciwpiechotną w stosunkach polsko-ukraińskich. I to w momencie, kiedy wydawało się, że wspólnie wychodzimy z wielkiej traumy, która od dziesięcioleci różni i dzieli nasze narody. Kiedy – dzięki staraniu strony polskiej i zrozumieniu strony ukraińskiej – ledwie rozpoczęły się ekshumacje Polaków mordowanych bestialsko na Wołyniu przez Ukraińską Powstańczą Armię.

Ekshumacje i poszukiwania miejsc, gdzie w bezładzie i braku poszanowania dla śmierci leżą ciała zabijanych z okrucieństwem Polaków, były wstrzymane od 2017 r. i wiele trzeba było wysiłków dyplomatycznych, żeby wrócić do sprawy godnych pochówków.

Czytaj też: W Honiatynie czas szaleje. Wieś obok Ukrainy jest jak kronika zmieniającego się świata

Może Zełenski nie wiedział

Sprawa oceny działań UPA dzieli Polaków i Ukraińców krańcowo. Dla nas to zbrodnicze oddziały faszyzujących nacjonalistów. Dla Ukraińców – bohaterowie walczący o niepodległość.

Dyskusja o tym, czy na Wołyniu dokonano ludobójstwa i czym była UPA, toczy się od lat i do zbieżności stanowisk jest dziś równie daleko jak 20 lat temu. Wyrazem tego była choćby niedawna konferencja polskich i ukraińskich historyków w Baranowie Sandomierskim.

Być może prezydent Zełenski nie miał pojęcia o czynach UPA, bo pochodzi ze wschodniej Ukrainy, gdzie o UPA nie uczono nawet w szkole. Tam nie działała. Oddziały były aktywne jedynie na zachodzie Ukrainy, gdzie Ukraińcy, Polacy i Żydzi żyli obok siebie, a wszyscy byli obywatelami II Rzeczypospolitej. Dopiero wojna wznieciła konflikt. W nadziei na powstanie niepodległej Ukrainy (po wkroczeniu hitlerowskich Niemiec) ideolodzy i liderzy UPA zdecydowali się pozbyć polskich i żydowskich sąsiadów. Czysty etnicznie kraj dawał większe nadzieje na suwerenność.

To prawda, że UPA walczyła również z komunistami. Dlatego Rosja, podobnie jak wschodnia Ukraina, uważała, że to nacjonaliści strzelający w plecy czerwonoarmistom, zmierzającym na Zachód w antyfaszystowskim marszu bojowym.

Po niemal siedmiu latach prezydentury, licznych wizytach w Polsce (z rąk prezydenta Nawrockiego otrzymał nawet książkę o tragedii wołyńskiej), po rozmowach z polskimi politykami Zełenski powinien już wiedzieć, czym jest UPA i co znaczy w świadomości i sercach Polaków. Że to wielka rana, niezabliźniona wciąż, symbol czasów, który przez dziesięciolecia wpływa na nasze sąsiedzkie relacje. Tyle powinien był się nauczyć. Ukraina musi się zmierzyć z tym tematem, jeśli chce przynależeć do europejskiej wspólnoty. Tym bardziej że rosyjska propaganda wojenna mówi o potrzebie wyzwolenia jej od faszyzmu.

Oczywiście każdy kraj ma prawo do swoich świętych, bohaterów, symboli. Do oceny historii. Nic nam do tego, kogo chcą czcić Ukraińcy, można by powiedzieć. Można by – gdyby 100 czy 120 tys. Polaków nie zginęło z rąk UPA. Dla nas UPA to nie są bohaterowie, co zrozumiałe. W dodatku zamordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej Polaków wciąż nie pochowano w grobach oznaczonych imieniem i nazwiskiem. Ich bliscy nadal tego oczekują.

Czy Zełenski tego nie wie? To brak rozsądku czy chęć przypodobania się kręgom nacjonalistycznym w Ukrainie, w parlamencie i polityce? Jak mówił, uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”. To wyjaśnienie nie do obrony z naszego punktu widzenia.

Czytaj też: Flaga UPA na koncercie Korża w Warszawie. To przekracza wszelkie granice i normy

Moskwa skorzysta

Prezydent Karol Nawrocki zareagował na decyzję Zełenskiego w sposób gwałtowny. Oświadczył, że złoży wniosek o odebranie mu orderu Orła Białego. To honorowe polskie odznaczenie nadał ukraińskiemu liderowi w 2023 r. ówczesny prezydent RP Andrzej Duda.

Nawrocki zaproponował, by sprawa odebrania orderu Zełenskiemu była jednym z punktów posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego 8 czerwca. Taka decyzja odbiłaby się silnym echem w Europie. Warto też mieć na uwadze, że Ukraina toczy ciężką, krwawą wojnę z Rosją i naszym obowiązkiem, ale też interesem, jest ją w tej wojnie wspierać. Wojna to też wojenna polityka, a ta nie zawsze jest jasna i zrozumiała. Bywa zrozumiała dopiero po latach.

Szczęśliwie pobawienie Zełenskiego tego honoru wymaga kontrasygnaty premiera. Donald Tusk wielokrotnie pokazał, że potrafi policzyć do trzech, a nawet pięciu, że rozumie politykę międzynarodową lepiej niż lokator dużego Pałacu.

„Ta decyzja jest niepokojąca z uwagi na nasze relacje” – powiedział Tusk o ruchu Zełenskiego. Dodał, że uraża naszą wrażliwość historyczną i niepotrzebnie znowu „wynosi na taki dość niepokojący poziom kwestie różnic historycznych, różnych interpretacji”.

To wszystko prawda. Ale Tusk uważa, że trzeba patrzeć w przyszłość i z myślą o przyszłości kształtować nasze relacje z Ukrainą. Taka postawa rodzi nadzieję, że wprawdzie decyzja Zełenskiego nie znajduje w Polsce uznania (potępiło ją również polskie MSZ), ale nie może trwale zepsuć naszych stosunków, nie może ich zepsuć nawet przejściowo.

„Oczekiwałbym od obu prezydentów, żeby raczej potrafili wznieść się ponad te historyczne emocje i próbować budować tę trudną, ale konieczną przyjaźń i współpracę” – dodał Tusk. Jego zdaniem bez umiejętności współpracy stracą obie strony, a skorzysta, niestety, Moskwa. Tusk ma nadzieję, że „obaj prezydenci zrozumieją wagę i powagę sprawy”.

I ma rację, dobre stosunki polsko-ukraińskie mają status najwyższej rangi. „Każdy, kto będzie podkładał ogień pod relacje polsko-ukraińskie, czy to jest Ukrainiec, czy to jest Polak, czy to jest prezydent Ukrainy, czy prezydent Polski, robi fatalny błąd” – powiedział. Bardzo słusznie. Warto ważyć polską rację stanu. Zawsze.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Świecka komunia. Bez mszy, Kościoła i katechezy. Nowy rytuał klasy średniej

„Świecka komunia”, choć terminologicznie sprzeczna, staje się odpowiedzią dla rodzin, które pragną celebrować dorastanie swoich dzieci bez obrzędów Kościoła.

Zbigniew Borek
19.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną