Piotr Osęka
29 stycznia 2010

PZPR puszcza ster

Aparat w trudnej sytuacji

Nazajutrz obradował już tylko kongres założycielski. Postanowiono, że nowa partia – Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej – zostanie spadkobiercą całego majątku PZPR, odstąpiono za to od pomysłu, by dziedziczyła także jej członków. Przewodniczącym Rady Naczelnej został Aleksander Kwaśniewski, zaś sekretarzem generalnym Centralnego Komitetu Wykonawczego Leszek Miller. (Według oświadczenia władz SdRP, po miesiącu działalności nowa partia liczyła już niemal 50 tys. członków).

Tymczasem rozwiązana PZPR pozostawiła po sobie blisko 20 tys. etatowych pracowników aparatu (część otrzymała wymówienie jeszcze w ostatnich miesiącach funkcjonowania PZPR), a także niemal milionową nomenklaturę, czyli armię ludzi sprawujących swoje stanowiska z nadania lokalnych komitetów. Losy tych osób, już zwolnionych lub mających stracić pracę w nieodległej przyszłości, stały się przedmiotem wielu kontrowersji i politycznych sporów.

Z pewnością wielu zawodowych aktywistów znalazło się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. „Dla ogromnej większości pracowników aparatu partyjnego cała operacja rozwiązania PZPR była prawdziwą katastrofą, a często wręcz tragedią osobistą – wspominał Wojciech Wiśniewski. – Nieprawdziwe są mity o jakimś uwłaszczeniu się aparatu. Po prostu była to zaskakująca, nieprzewidziana klęska. Każdy rozpaczliwie ratował się, jak mógł. (...) Wiem, że dwóch kierowników wydziałów KC zostało taksówkarzami. Wcześniejszy sekretarz KC, który kierował sprawami wewnątrzpartyjnymi, pracował później jako magazynier w hurtowni piwa u moich kolegów, którzy jeszcze w czasach studenckich utworzyli spółdzielnię studencką. (...) Byłych politycznych pracowników KC często spotykałem na mieście jako strażników bankowych, portierów w restauracjach, pracowników księgarń, właścicieli lub użytkowników kiosków z prasą i kiosków spożywczych”.

Jednak byli działacze często nie potrafili nic poza pisaniem referatów i organizowaniem narad – do partii trafili wszak wprost z organizacji młodzieżowych. Pozbawieni politycznej protekcji, na konkurencyjnym rynku pracy nie mieli szans. „Co ma zrobić kolega, który ma kilkoro dzieci i pół życia strawił jako szary aparatczyk w komitecie? Kto pomyśli o jego przyszłości?”.

Ale trzeba też pamiętać, że rozwiązanie PZPR było także częścią manewru prawno-ekonomicznego, zastosowanego przez ostatni skład Biura Politycznego. Decyzje XI Zjazdu miały wyprzedzić spodziewaną ustawę w sprawie przejęcia majątku partii przez Skarb Państwa. Gdy w połowie stycznia projekt takiego aktu prawnego został zgłoszony pod obrady Sejmu, w gmachu KC rozpoczął się wyścig z czasem. „Trzeba użyć wszelkich środków mediacji politycznej, aby nie dopuścić do uchwalenia ustawy przed Kongresem. Nowej partii łatwiej będzie się bronić. Metodą: mediacje polityczne oraz blokada »starą koalicją« w Sejmie” – mówił Kazimierz Cypryniak na posiedzeniu BP z 16 stycznia.

Proponowany sposób okazał się skuteczny: głosami posłów SD i PSL Odrodzenie (dawne ZSL) udało się odrzucić inicjatywę OKP. Zamiast tego Sejm postanowił o utworzeniu komisji rządowej do oszacowania majątku PZPR. Dzięki temu partia zdołała zachować majątek ruchomy, a także środki na kontach, chociaż wkrótce musiała wyprowadzić się z ogromnej większości zajmowanych przez siebie budynków (tylko kilkanaście obiektów z ogólnej liczby 1900 miało uporządkowaną sytuację prawną).

Za najważniejszy sukces kierownictwo i PZPR, i SdRP mogło jednak poczytywać sobie, że nie został cofnięty, ani nawet zatrzymany, proces przekazywania partyjnego majątku do prywatnych spółek i fundacji. Poczynając od wiosny 1988 r. przeprowadzono dziesiątki podobnych operacji – w ich wyniku partia oraz jej działacze stali się właścicielami lub współudziałowcami rozmaitych firm, banków i agencji gospodarczych.

Czy zatem jest prawdziwa teza, że beneficjenci starego układu zawładnęli gospodarką III RP? Niekoniecznie. Chociaż początki polskiego kapitalizmu wciąż jeszcze nie zostały gruntownie opisane, a kulisy wielu transakcji wydają się co najmniej niejasne, badania socjologów nie potwierdzają, by odrodzenie wolnego rynku odbyło się pod dyktando dawnych komunistów. Jak się okazuje, odrodzona klasa posiadaczy rekrutowała się głównie z peerelowskiej prywatnej inicjatywy lub spadkobierców przedwojennych właścicieli, których majątki znacjonalizowano w latach 40. Co więcej, przypadki awansu do elity gospodarczej członków nomenklatury, mimo że nieodosobnione, wydają się wynikać raczej z mechanizmów merytokratycznych niż prostego przełożenia układów i znajomości. Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, iż działaczom aparatu partyjnego nie udało się ulokować na trwałe we wspomnianej elicie, a zakładane przez nich firmy bankrutowały lub ulegały skarleniu. Na kariery w biznesie mieli szansę tylko ci menedżerowie socjalistycznych przedsiębiorstw, których wiedza, inicjatywa i umiejętności okazywały się przydatne w realiach wolnego rynku.

Być może zaniechanie dekomunizacji, o które najczęściej oskarżany jest rząd Tadeusza Mazowieckiego, wcale nie przyczyniło się do – jak głosi mit – zbudowania postkomunistycznej oligarchii. Odwrotnie: stworzenie politycznego parasola nad planem Balcerowicza i skupienie sił na szybkim przeprowadzeniu transformacji ustrojowej stworzyło warunki, w których dawni aparatczycy skazani byli na klęskę.

 

Polityka on Facebook
Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
« »

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną