Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Kosztowna nauczka

Z afery stoczniowej, jak z przekłutego balona, zeszło powietrze i nie da się jej już użyć do wysadzenia rządu w powietrze.

Co nie znaczy, że o całej sprawie należy zapomnieć. Wręcz odwrotnie, płynie z niej bowiem nauczka dla tej oraz kolejnych ekip rządzących, że nie należy naginać procedur pod potrzeby polityczne.

Z ekonomicznego punktu widzenia  obie stocznie, szczecińska i gdyńska, po wybuchu kryzysu były nie do uratowania. Nie ma tylu zamówień na statki, a już wcześniej ich produkcja była nieopłacalna. Padają stocznie duńskie i niemieckie, można je kupić za psie pieniądze. Rząd o tym wiedział, ale zabrakło mu odwagi, żeby otwarcie zakomunikować to związkowcom, których nastroje podgrzewała opozycja. Potencjalni inwestorzy w kolejkę do polskich stoczni się nie ustawiali, Katarczycy byli jedynymi niezdecydowanymi. To „pod nich" więc naginano procedury i przewlekano przetarg, łudząc się, że to pomoże. Że nawet, jeśli w stoczniach powstawać będą konstrukcje stalowe, to przy nich uratuje się także, choćby szczątkową produkcję statków, miejsca pracy zostaną zachowane.

Minister Aleksander Grad wiedział, że Katarczycy myślą o inwestycjach w Polsce (złożyli oficjalną ofertę na prywatyzację dwóch zakładów chemicznych). Łudził się, że może potraktują stocznie jako „koszt uzyskania przychodu", czyli kupią je, by dobrze ułożyć sobie stosunki z nami. Że względy polityczne przeważą nad ekonomicznymi. Jak jednak widać, to tylko nasza, polska, specjalność.

 

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama