Anna Dymna i jej fundacja
Anna mimo wszystko
Nie wypada krytykować
W Polsce nie było dotąd tak dużego ośrodka jak ten powstający już w Radwanowicach. Jego skala budzi wątpliwości wśród specjalistów. Prof. Anna Firkowska-Mankiewicz z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie określa wręcz Radwanowice jako „absolutną pomyłkę z punktu widzenia potrzeb niepełnosprawnych”. – 200 osób nie może się poznać, przywiązać do siebie, musi być duży personel – wylicza mankamenty. – Szkoda, że tak olbrzymie zaufanie społeczne i tak olbrzymie pieniądze będą spożytkowane w sposób sprzeczny z obecnym podejściem do niepełnosprawnych, przeciwnym tworzeniu gett.
Molochom, jak to określa, jest też raczej przeciwna prof. Maria Chodkowska, szefowa Zakładu Pedagogiki Specjalnej na UMCS w Lublinie, choć zaznacza, że w przypadku warsztatów terapii zajęciowej nie ma idealnego modelu, ważny jest natomiast kontakt z terapeutą.
Joanna Staręga-Piasek, dyrektor Instytutu Rozwoju Służb Społecznych, wiceminister pracy w rządzie Jerzego Buzka, docenia Dymną za to, że przebiła się z problemami niepełnosprawności do powszechnej świadomości. Docenia też nowatorskie bogactwo oferty planowanej w Radwanowicach. Ale skupienie w jednym miejscu tylu osób potrzebujących indywidualnej opieki uważa za niszczące. – Oczywiście można sobie wyobrazić takie kombinaty, coś takiego widziałam za granicą, ale pracownie były rozproszone na ogromnym terenie. Inni pytają o transport, o jego koszty, przewidują, że w najbliższej okolicy trudno będzie znaleźć aż 200 podopiecznych.
Dlaczego nikt spośród osób doświadczonych w opiece nad niepełnosprawnymi, znających sprawdzone na świecie rozwiązania, nie zabierał wcześniej głosu na ten temat? – Nie bardzo wypadało – tłumaczy jeden z rozmówców. – Jesteśmy na z góry przegranej pozycji w konfrontacji z emocjonalnym przekazem aktorki, która przed kamerami przytula podopiecznych do piersi. Więc nie zabierają głosu, bo nie chcą wyjść na niewrażliwych.
Wątpliwości dotyczące skali Doliny Słońca skłaniają Maję Jaworską, wiceprezes Mimo Wszystko, do ujawnienia dalszych planów. Fundacja buduje ośrodek również po to, by ulżyć księdzu Zaleskiemu. Połowę ukończonego obiektu za symboliczną złotówkę wynajmie Fundacji im. Brata Alberta, która opiekuje się – jako się rzekło –120 osobami. Zostaną one przeniesione do nowych budynków, gdzie będą lepsze warunki (teraz, bywa, w jednym pokoju mieszka 6 osób, za mało jest łazienek). A w funkcjonującym schronisku zwolnią się miejsca dla nowych potrzebujących.
Listek z kropelką
W istocie oznacza to, że w Radwanowicach będą dwa sprzężone kombinaty dla niepełnosprawnych: dom stałego pobytu i ośrodek terapii. Więc nie będzie problemu dowozu. Molochy stałego pobytu mają jednak u specjalistów jeszcze gorszą opinię niż molochy-warsztaty.
Anna Dymna deklaruje jednak twardo: – Co do 1 proc. przyjęliśmy zasadę: nie zbieramy na działalność fundacji tak w ogóle, tylko na konkretny cel. Powiedziałam publicznie, że wybuduję za te pieniądze Dolinę Słońca, nie mogę wydać ani złotówki na coś innego. Ludzie mi ufają. Ale czy o tych uzgodnieniach między Mimo Wszystko a Bratem Albertem darczyńcy nie powinni wiedzieć od początku?
Teraz aktorka martwi się, że po wybudowaniu ośrodka fundacja będzie musiała odprowadzić do urzędu skarbowego 4 mln zł VAT od zakupionych usług budowlanych. – To przykre, bo te pieniądze to dla nas dobra wola ludzi. Wiem, że taka jest ustawa, ale czy nie można jej zmienić? Przecież budując takie obiekty, wyręczamy państwo.
Anna Dymna raz po raz napomyka o wyczuwalnym braku zaufania, z jakim państwo traktuje fundacje. Czy potrzebna jest szczelniejsza kontrola? Mimo Wszystko co roku zleca zewnętrznym firmom audyty własnej działalności. Ale ciągłe udowadnianie na zewnątrz, że są przejrzyści, zabiera dużo czasu. Dymna uważa, że można by wprowadzić audyt społeczny. Fundacje mogłyby się poddawać dobrowolnej kontroli raz na dwa lata. Jeśli wynik okaże się pomyślny, dostawałyby umowny znak czystości – może listek z kroplą rosy.
No, dobrze – mówią w innych organizacjach – tylko kto za ten audyt zapłaci? Przy wielomilionowym budżecie to proste. Przedstawiciele niezasobnych OPP sądzą, że taki znak jakości wzmocni tych, którzy już są silni, a słabych osłabi.
Dostatki i zbytki
Oczywiście, nie jest winą Anny Dymnej, że jej medialność i charyzma zwiększa szanse Mimo Wszystko. Ludziom trudniej dostrzec mrówczą pracę lokalnych organizacji, a społecznicy nie potrafią nam jej jeszcze właściwie pokazać. Czy jednak taka nagła zasobność nie jest poważnym zagrożeniem dla samej organizacji pożytku publicznego? Wszak cały system 1 proc., OPP, w ogóle idea sektora pozarządowego opiera się na założeniu, że na dole, w skali mikro, lepiej można rozeznać potrzeby i skuteczniej zająć się potrzebującym. Strategia niektórych bogatych fundacji, potrafiących sprawnie gromadzić pieniądze, polega na rozdzielaniu zdobytych funduszy między organizacje słabsze finansowo, które mają za to doświadczenie i ciekawe projekty. Taki sposób działania, zdaniem specjalistów, nieźle się sprawdza na zasadzie dobrego obyczaju i lepiej, żeby nie był regulowany prawnie.
Kiedy organizacja rozrasta się ponad wyobrażenia inicjatorów – mimo najszlachetniejszych intencji i kryształowo czystych rozliczeń – może podryfować w kierunku wielkich i zimnych państwowych instytucji. – Dużo zależy od świadomości osób zarządzających taką organizacją – mówi Marcin Dadel z Sieci Wspierania Organizacji Pozarządowych SPLOT, członek Rady Działalności Pożytku Publicznego. – Może być tak, że bogata organizacja skoncentruje się bardziej na zdobywaniu pieniędzy niż na rozwiązywaniu problemów społecznych, co stanowi sens jej istnienia.
W społecznikowskich kręgach sporo osób ma Annie Dymnej za złe, że „skupia na sobie uwagę i wysysa 1 proc.”. Ona sama chyba już dostrzega ten klimat: – Powinniśmy ze sobą współpracować, nie rywalizować – podkreśla. – W tym roku nawoływałam ludzi w radiu, telewizji, prasie i gdzie tylko mogłam, żeby wpłacali 1 proc. na organizacje, które działają obok nich, budują boisko, hospicjum, schronisko dla psów. Których działalność mogą łatwo sprawdzić. Niewykluczone, że tak się właśnie stało, bo ludzie wpłacili 100 mln więcej, a duże fundacje zebrały trochę mniej niż rok temu.

