Życie intymne hitlerowskich Niemiec. Państwo kontrolowało seks obywateli
Seks pod okiem państwa
Gdy hitlerowcy dochodzili do władzy, zapowiadali, że oczyszczą Niemcy z liberalnej zgnilizny. Życiem rządzić miała zasada: „Ty jesteś niczym, twój naród jest wszystkim”. Państwo rozciągało kontrolę nawet na zachowania seksualne.
Narodowosocjalistyczny 'chrzest'
Bundesarchiv/Wikipedia

Narodowosocjalistyczny "chrzest"

Ośrodek Lebensbornu
Bundesarchiv/Wikipedia

Ośrodek Lebensbornu

Trzecia Rzesza – w odróżnieniu od Drugiej, zdegenerowanej jakoby przez system weimarski – dzieliła swych poddanych na dwie grupy: seksualność jednych była pobudzana i wykorzystywana przez państwo, a drugich – niszczona. Potomstwo pierwszych było wspierane, tych drugich natomiast – zakazane administracyjnie. Państwo od 1939 r. odznaczało wielodzietne matki „króliczymi” (jak mawiano złośliwie) orderami. Jednocześnie poddawało przymusowej sterylizacji tych, których prokreacja była niepożądana, a w czasie wojny karało śmiercią dopuszczających się „zhańbienia rasy”. Seks miał być wyrwany ze strefy prywatnej przyjemności i miłości. Miał być pragmatyczny, polityczny i zapewniać reprodukcję.

W nazistowskim światopoglądzie nie było miejsca dla samodzielnej aktywności seksualnej kobiety. Miała rodzić dzieci, nie rozpieszczać ich i nie uzależniać od siebie i rodziny. Z kolei mężczyzna spełniał swój obowiązek płodząc dzieci, za co państwo dofinansowywało rodzinę. Bodźce materialne były nastawione na model 2+4. Rodzenie i macierzyństwo, jak i inne dziedziny życia, były zmilitaryzowane: W izbach porodowych trwa bitwa o być lub nie być narodu niemieckiego – głosiła propaganda. Od pierwszego dnia życia dziecka państwo przygotowywało je do przyszłych wojen. Zgodnie ze słowami Hitlera, miało być wytrzymałe jak skóra, zwinne jak chart i twarde jak stal Kruppa. Niepełnosprawne noworodki rodzice niekiedy sami uśmiercali.

Czołowi naziści zdawali się potwierdzać ten wzorzec. Goebbels i Bormann mieli po sześcioro dzieci, Frank i Speer po pięcioro. Jednak bliższa analiza życia intymnego nazistowskiej czołówki pokazuje, jak dalece kompleksy i zahamowania seksualne przywódców były podłożem ich agresywnego światopoglądu.

Hitler seksualnie był w pełni sprawny, miał natomiast psychiczne problemy z kobietami. Z jednej strony otaczał się nimi i był wobec nich szarmancki, z drugiej – niezdolny do elementarnego partnerstwa. Trzy kobiety – Geli Raubal, Unity Mitford i Ewa Braun – popełniły, a czwarta, Maria Reiter, próbowała popełnić z jego powodu samobójstwo. Swe metresy traktował z arogancją, jak wstydliwy mebel. Mawiał, że jego żoną są Niemcy i rzeczywiście – pisze biograf Hitlera – przemawiając do tłumu przeżywał swoiste orgazmy. Dobrze czuł się wśród mężczyzn. W czasie wojny koledzy uważali go nawet za wroga kobiet.

Goebbels, od dzieciństwa kaleka i wychowanek jezuitów, miał w młodości kłopoty. Bohaterem jego nadętej powieści „Michael” jest wojownik, chłop oderwany od „parującej skiby”, nieszczęśliwie zakochany. Podobnie jak Hans Frank, odrzucony przez zamożną rodzinę swej młodzieńczej ukochanej, również Goebbels, zauroczony Hitlerem, znalazł oparcie w ruchu nazistowskim, który działał jak narkotyk, a po przejęciu władzy – jak afrodyzjak. Był mniej zahamowany niż Hitler, miał urok, diaboliczny cynizm i władzę, i to się kobietom podobało. Również jego żona Magda popełniła samobójstwo, zabijając najpierw szóstkę dzieci.

I wreszcie Göring, jowialny brutal. Ranny w czasie puczu monachijskiego w 1923 r. w pachwinę mógł być impotentem; dlatego, gdy jego druga żona urodziła córkę, kpiono: Ma czy nie ma? Göring nakręcił dwie afery o podłożu seksualnym, które sparaliżowały politycznie dowództwo Wehrmachtu: skompromitował generała von Fritscha jako homoseksualistę i zdyskredytował żonę generała Blomberga jako byłą prostytutkę. To nie jedyny dowód osobistego manipulowania przez czołowych nazistów sferą seksualną swych politycznych przeciwników.

W 1934 r., po tzw. nocy długich noży, Hitler, Goebbels i Göring uzasadniali morderstwa kapturowe nie tylko korupcją kierownictwa SA i jego żądzą władzy, ale przede wszystkim homoseksualizmem.

W „Mein Kampf” Hitler porównywał seks z hodowlą zwierząt. „Narodowy światopogląd powinien w narodowym państwie otworzyć drogę tej szlachetnej epoce, w której ludzie nie będą się troszczyć o poprawę hodowli psów, koni czy kotów, lecz samych ludzi, w której jeden w milczącej aprobacie będzie z czegoś rezygnował, a drugi z radością będzie coś ofiarował”. Celem jest zwiększenie przyrostu aryjczyków.

Korzenie tego rasizmu były oczywiście starsze niż III Rzesza. Już pod koniec XIX w., pod wpływem Charlesa Darwina, Ernsta Haeckela czy hr. Gobineau, zaczęto biologizować wszelkie dziedziny życia społecznego, uważając naród za całość biologiczną, znajdującą się w ciągłej walce z konkurentami. W Niemczech dochodził do tego lęk przed upadkiem kultury mieszczańskiej, któremu zaradzić może jedynie odgrodzenie się od gorszych kultur i ras, bo – jak tłumaczył Hitler w „Mein Kampf” – „pierwotnie twórcza rasa obumierała na zakażenie krwi”.

To nie były jego pomysły. W 1883 r. holenderski botanik i darwinista społeczny Hugo de Vries wskazywał na eugenikę jako na środek zaradczy. Tylko najlepsi mają prawo się rozmnażać. „Jeśli noworodek jest słabowity lub uszkodzony, to kolegium lekarskie, autoryzowane przez społeczeństwo, powinno mu przygotować łagodną śmierć... Rodzice nie powinni w takim wypadku ulegać burzy uczuć, lecz radośnie i z nowymi siłami spróbować jeszcze raz, jeśli na podstawie zaświadczeń lekarskich będzie to im dozwolone...”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj