Nowa klasyka wolności
Nie chcę być złym prorokiem, ale jeśli tak dalej pójdzie, to sprawdzi się myśl Leca: „Wolność była kiedyś utopią. Dziś już nawet nie jest rzeczywistością”.

Niniejszy felieton kontynuuje problematykę poprzedniego. Pan Brudziński zwraca się do p. Frasyniuka: „Wasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka”, informując, że korzysta z de Tocqueville’a. Francuski teoretyk liberalizmu użył jednak innego sformułowania: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka”.

To drugie sformułowanie implikuje symetrię wolności, ale wersja p. Brudzińskiego – niekoniecznie. Jeśli ktoś zauważy, że p. Frasyniuk źle skorzystał z wolności, bo naruszył prawo i w konsekwencji został wyniesiony za hajdawery, jak to malowniczo określił p. Brudziński, to odpowiem, że pierwszy protestował przeciwko ograniczeniom wolności zgromadzeń, wprowadzonym przez nowe prawo o zgromadzeniach publicznych, które nie respektuje tego, że np. wolność p. Brudzińskiego kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność p. Frasyniuka. Albowiem jeśli jest tak, że, zdaniem polityków PiS demokracja jest w Polsce być może najlepsza w Europie, to prawo nie powinno preferować cyklicznej wolności p. Brudzińskiego wobec okresowej wolności p. Frasyniuka.

Pan Brudziński postąpiłby znacznie lepiej, gdyby poprzestał na roli suflera dla swego Najważniejszego Pryncypała Przełożonego, np. dodając po raz wtóry „komuniści i złodzieje” po „cała Polska z was się śmieje” lub tworząc inne podobnie wybitne rymy polityczne. O ile dobrze pamiętam, reżim p. Tuska nie wyniósł p. Brudzińskiego za cokolwiek należącego do jego garderoby, gdy wykrzykiwał powyższą rymowankę. Nota bene zgodnie z semantyką języka polskiego hajdawery to niezgrabne, zbyt obszerne spodnie. Łatwo sprawdzić, że p. Frasyniuk nie miał na sobie hajdawerów, jeno spodnie normalne, więc p. Brudziński winien lepiej poznać semantykę języka polskiego.

Prawdziwa Wolność ma pierwszeństwo wobec zwyczajnej

Ważnym wkładem do myśli wolnościowej popisał się p. Zybertowicz, profesor i prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa. Ujawnił on rzeczywiste i niecne zamiary opozycji parlamentarnej aktywującej „czysto konfrontacyjny projekt, po to tylko, żeby poprzez serię prowokacji wygenerować krew na pierwszej stronie, żeby telewizje całego świata mogły udokumentować tezę o zbrodniczym i okrutnym charakterze władzy Prawa i Sprawiedliwości”.

Pan Zybertowicz chyba pamięta czasy, gdy pewna władza określała działania „Solidarności” jako konfrontacyjne i zmierzające do rozlewu krwi, oczywiście dla osiągnięcia celów politycznych, także na arenie międzynarodowej. Nie wiem, czy można traktować wypowiedź p. Zybertowicza jako wyraz oficjalnego stanowiska obecnych władz polskich.

Niemniej jednak nasuwają się, w związku z jego oznajmieniami, dwa możliwe scenariusze rozwoju wypadków na linii działania opozycja–reakcja władz. Po pierwsze, ktoś z opozycji lub jakiś prowokator wyciągnie broń i zacznie strzelać do kogoś z PiS lub go inaczej atakować. Wtedy siły porządkowe odpowiedzą ogniem i… łatwo dodać, co dalej. Po drugie, owe jednostki uznają, że sytuacja staje się niebezpieczna, np. także w wyniku jakiejś prowokacji (niekoniecznie ze strony opozycji) zaczną strzelać i… (jak wyżej).

Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, i nie chcę, aby doszło, chociaż sympatyzuję z opozycją. Ale jeśli doradca p. Dudy, i to do spraw bezpieczeństwa, na serio używa języka sugerującego możliwość rozlewu krwi, nie brzmi to nadmiernie optymistycznie. Czyżby p. Zybertowicz sugerował, że fighterzy dobrej zmiany będą jej bronić jak niepodległości, aby przypomnieć słowa innego tuza z okresu PRL? A to znaczy, że Prawdziwa Wolność ma pierwszeństwo wobec zwyczajnej, w szczególności tej, o której mówił de Tocqueville. Dobrze byłoby, gdyby pp. Brudziński, Zybertowicz i im podobni o tym pamiętali, nawet jeśli swoje wypowiedzi traktują tylko jako retoryczne pohukiwania.

Czyżby władze nie wpuszczały czeczeńskich uchodźców z powodu troski o ich wolność?

Pan Duda (prezydent) też wypowiedział się oryginalnie na temat wolności. Stwierdził mianowicie: „Polska jest przeciwna temu, by uchodźców sprowadzać do naszego kraju siłą. Wtedy musielibyśmy chyba ich siłą w Polsce próbować zatrzymać, bo jak inaczej? A my nie będziemy więzili żadnego wolnego i niewinnego człowieka”. Wszelako sprawa nie dotyczy przymusowego przywożenia uchodźców do Polski, ale skłonienia polskich władz do wyrażenia zgody na przyjęcie pewnej kwoty imigrantów. To bardzo chwalebne, że nie zamierzamy więzić żadnego wolnego i niewinnego człowieka, czyli dbamy o jego wolność, ale wystarczy zgodzić się na propozycję UE, a wtedy natychmiast znika obawa, że uchodźcy mają być transportowani na siłę do Polski i w niej przymusowo zatrzymywani.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj