Dlaczego rezydenci strajkują i czy resort zdrowia ich wysłucha?
Minister zdrowia wiedział o planowanym strajku rezydentów od wielu miesięcy, ale nie traktował go poważnie. Tymczasem głodówka najmłodszych polskich lekarzy trwa już ósmy dzień.
Miesięczna pensja rezydenta wynosi ok. 2200 zł netto. Nie są to wysokie zarobki.
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Miesięczna pensja rezydenta wynosi ok. 2200 zł netto. Nie są to wysokie zarobki.

Kilkudziesięciu młodych lekarzy od tygodnia prowadzi strajk głodowy. Fakt, że na lokalizację swojego protestu wybrali Dziecięcy Szpital Kliniczny przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie, a oni sami są reprezentantami najmłodszej kadry medycznej w Polsce, wygląda symptomatycznie.

Minister zdrowia też chyba uważa, że tę brać lekarską rezydentów porwała młodzieńcza fantazja, bo choć wiedział o zaplanowanym strajku od wielu miesięcy (jak wszyscy), wydaje się całą akcją nieporuszony. Dość liczne spotkania przedstawicieli rezydentów z władzami resortu zdrowia nie przyniosły żadnego rezultatu, postulaty były lekceważone lub zbywane stwierdzeniem, że nic nie da się zmienić.

Dlaczego rezydenci strajkują?

W polskich szpitalach pracuje ok. 25 tys. rezydentów. To lekarze, którzy po zdanym egzaminie końcowym, wieńczącym sześcioletnie studia i roczny staż, rozpoczynają kilkuletnie zdobywanie specjalizacji w różnych dziedzinach medycyny.

Co rok kilka tysięcy takich osób startuje po etaty rezydenckie, które opłacane są z budżetu państwa. Miesięczna pensja rezydenta wynosi ok. 2200 zł netto, choć jest kilka specjalności deficytowych, gdzie można otrzymać na rękę trochę więcej. Nie są to więc zarobki wysokie, toteż lekarze rezydenci zatrudniają się w różnych miejscach wieczorami i na dyżurach, łatając przy okazji dziury kadrowe.

W Polsce zawsze obowiązywał nawyk wysługiwania się młodymi lekarzami: na izbach przyjęć, w pogotowiu, przy wypełnianiu papierów w dyżurkach lekarskich. Trochę w tym racji, bo praca dla młodego lekarza w szpitalnym oddziale ratunkowym lub dyżurowanie w karetce są najlepszą szkołą, którą pamięta się na całe późniejsze zawodowe życie – ale ma to sens wtedy, kiedy nad młodym lekarzem czuwa mistrz, który go rzeczywiście czegoś uczy, a nie kiedy lekarz na dorobku leczy pacjentów z poczuciem, że pracuje za darmo i nie wiadomo, do którego roku życia musi egzystować na garnuszku rodziców.

Choć w głównym nurcie przebija się głównie postulat podwyżek dla rezydentów, protestujący lekarze stanowczo podkreślają, że chodzi im również o zwiększenie nakładów na całą służbę zdrowia. Ich zdaniem bez tego nie ma szans na usprawnienie systemu, ale minister Konstanty Radziwiłł (kiedyś pierwszy ruszał na barykady w sporach z resortem zdrowia i rządem, gdy walczono o podwyżki dla lekarzy i wzrost nakładów) nazwał te postulaty finansowe „astronomicznymi”.

Najwyraźniej jednak młodzi lekarze bardzo dokładnie wsłuchali się w obietnice Prawa i Sprawiedliwości sprzed ostatnich wyborów i exposé premier Beaty Szydło dotyczące poprawy sytuacji ochrony zdrowia. Czy trzeba je przypominać? Rezydenci nie chcą czekać na zmiany, które wciąż tylko zapowiada złotousty minister, i dobrze wiedzą, że wprowadzenie sieci szpitali oraz reformy w POZ nie mają nic wspólnego z polepszeniem ich doli. „Kiedy w pokoju pękają ściany, to przestawienie mebli nic nie zmieni” – zauważył rezolutnie w mediach jeden z głodujących rezydentów.

Skoro głoduje w Warszawie – jeszcze nie wyjechał z kraju. Ale to jest pytanie, na które warto znaleźć odpowiedź: ile jeszcze wystarczy mu sił, by walczyć w ten beznadziejny sposób o poprawę sytuacji w Polsce? A kiedy zrezygnowany rzuci to wszystko i wyruszy w świat.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj