O czym marzą dziś dzieci?
Najmłodsi nie cierpią udawania
O braku szarych okularów, pozytywnych kłamstwach, najlepszych prezentach i magicznej energii - w Świątecznym wywiadzie z Andrzejem Maleszką, autorem książek i filmów dla dzieci.
Andrzej Maleszka podczas pracy nad filmem „Magiczne Drzewo”.
Tomasz Szatkowski/Reporter

Andrzej Maleszka podczas pracy nad filmem „Magiczne Drzewo”.

Magiczne dzieciaki na planie.
Forum Film Poland/materiały prasowe

Magiczne dzieciaki na planie.

„Czasem reżyserzy wkurzają się na dzieci, że śmieją się na poważnych scenach. To oznacza, że niewiele wiedzą o dzieciach” - mówi Maleszka.
Tomasz Szatkowski/Reporter

„Czasem reżyserzy wkurzają się na dzieci, że śmieją się na poważnych scenach. To oznacza, że niewiele wiedzą o dzieciach” - mówi Maleszka.

Są Święta, skorzystajmy z okazji i porozmawiajmy o dzieciach…

Dobrze. Ale na początek muszę uprzedzić - jeśli oczekuje pan ode mnie bycia rozmówcą narzekającym, jak to okropnie mają teraz dzieci, to nie jestem odpowiednim człowiekiem. Dzieciaki nie mają okropnie. Nie w tej części świata. Mają mnóstwo kłopotów, ale jeszcze więcej szans. Są mądre jak nigdy dotąd. Mają dostęp do informacji i korzystają z tego. Mają poczucie, że są kimś ważnym. Na przykład konsumentem, któremu podlizują się reklamy. I mają poczucie swoich praw.

Raj?

Ale mają też masę problemów. Dwa są bardzo dla nich groźne: nadmierne znaczenie pieniędzy i samotność.

Zacznijmy od pieniędzy. Wydaję sie, że przed Mikołajem rodzice nie powinni mieć problemu z zakupem np. odpowiedniej książki, filmu albo gry komputerowej. A tymczasem...

... mamy coraz większy wybór i coraz mniej czasu, żeby wybierać. A ja uważam, że dawanie prezentów to wielka sztuka. którą trzeba celebrować. Dobry prezent musi być spełnieniem tęsknot, a jednocześnie cudowną niespodzianką. Kiedy piszę kolejny tom „Magicznego drzewa”, to zawsze o tej powieści myślę jak o prezencie. Dzieci chyba dlatego lubią moje książki, bo wiedzą, że na każdej stronie spotka je niespodzianka.

„Niespodzianka” to w sumie dobry zamiennik dla słowa „prezent”.

Każdy świadomy rodzic miota się między kupnem tego, czego chce dziecko, a wyborem czegoś bezpiecznego, edukacyjnego i ekologicznego. A w tle najczęściej mamy chudy portfel. Warto widzieć, że gdy dziecko mówi, że czegoś chce, to wcale nie znaczy, że chce tego naprawdę. Bywa też duża różnica między tym, co nam wydaje się „wychowawcze", a tym, co naprawdę dziecko rozwija. Poza tym prezent to nie przedmiot. To jest kawałek naszych uczuć. Dlatego najgorsze, co możemy zrobić, to zabrać dziecko do sklepu i dać komendę: coś sobie wybierz, tylko szybko, bo się spieszę. To jest antyprezent. Koszmar. A dziecko najczęściej będzie wtedy nieszczęśliwe.

No to, jak kupić DOBRY prezent?

Zanim coś ofiarujemy dziecku, pamiętajmy, że ono nie znosi się nudzić. Nuda to - obok głodu i lęku - najgorsze doznanie dla dzieci. Dlatego najbardziej słuszna książka czy mądry film będzie bez znaczenia, jeśli nie będzie interesujący. Jeśli nie poruszy wyobraźni.

Jak wyobraźnia, to również filmy. Uważa pan, że znacznie lepsze od kreskówek są filmy aktorskie, takie zresztą Pan kręci. Dzieci chcą oglądać dzieci na ekranie?

Tak. Dlatego jeśli kupujemy dziecku film, to lepiej wybierzmy film aktorski, z „żywymi” dziećmi. Nawet klasykę.

Czyli?

Choćby „E.T.”. Bo dodatkowo pamiętać trzeba, że współczesne hity animacji najczęściej nie są adresowane do dzieci. Ich produkcja kosztuje tak horrendalne pieniądze, że muszą być filmami dla wszystkich. Jeden dowcip dla taty, drugi dla mamy… A co obchodzą dzieci postmodernistyczne dowcipasy gadających pikseli? Nawet ludzie pracujący dla dużych wytwórni mówią (kiedy nie ma obok dziennikarzy), że animowane kino zmienia się w kino dla nikogo. Że dziecko jako widz przestało się w nich liczyć. Tak więc kupmy raczej film (dobry) z żywymi aktorami.

To film. A książki?

Najważniejsze, żeby dziecko pokochało czytanie. Poczuło, że to frajda, a nie szkolny obowiązek. Więc kupujmy książki, które je zafascynują, pokazujące świat z punktu widzenia dzieci.

Bo perspektywa dziecka jest ważna?

Dla mnie tak. W „Magicznym drzewie” staram się pokazać świat tak, jak odczuwają go dzieci. Stoję po stronie dzieci, bo ta strona jest ciekawsza.

Co to w praktyce znaczy?

Dorośli stale oglądają się wstecz. Widzą świat przez wcześniejsze doświadczenia. A dziecko ma niewiele doświadczeń więc widzi świat bardziej prawdziwie. Nas, dorosłych, problemy przerażają, bo myślimy, że nie starczy nam życia, by je rozwiązać. A dzieciaki mają więcej czasu, więc widzą świat bez szarych okularów dorosłej depresji. Jeśli mówię, że w „Magicznym drzewie” stoję po stronie dzieci, to znaczy, że pokazuję świat bez tego szarego filtra. Czyli prawdziwszy. Świat nasycony energią. Z większą ilością fascynujących możliwości. Poza tym rozumiem racje dzieci, rozumiem ich tęsknoty. Jeśli dorośli w powieści próbują dzieci oszukać, to daję moim bohaterom moc, by mogli z nimi wygrać. Ale pokazuję też dobre postaci dorosłych, mądrych ludzi, którzy są ich sojusznikami.

Podczas jednej z rozmów z pisarzem, który tworzy dla najmłodszych, usłyszałem, iż twórczość dla dzieci jest o tyle trudniejsza, że one są odbiorcami uważniejszymi i... bardziej szczerymi. Trudniej ich oszukać. Zgadza się Pan?

Z dziećmi jest tak, że nie działa na nie snobizm. Autor staje przed nimi odarty ze splendoru nagród i sukcesów. Ważna jest tylko historia, którą opowiada. I to jest super. Poza tym dzieciaki nie cierpią udawania.

Czyli czego?

Najbardziej, jak ktoś udaje dziecko, takiego ich kumpla, mówi ich slangiem. Taki przegrywa od razu. Dzieci czują, że ja w filmach i książkach jestem autentyczny. Fascynują mnie niesamowite zdarzenia, które opisuję, tak samo jak ich. To jest szczere i dzieci to wiedzą.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj