Recenzja serialu: „Fargo”, reż. Noah Hawley

Zło w zaspie
Pomysł, by potraktować arcydzieło czarnej komedii braci Coen jako rodzaj uniwersum, w którym, zachowując klimat oryginału, można osadzić różne historie i opowiedzieć je w odcinkach, początkowo budził więcej wątpliwości niż entuzjazmu.
Billy Bob Thorton wcielił się w samo zło.
Ale Kino+/materiały prasowe

Billy Bob Thorton wcielił się w samo zło.

Pomysł, by potraktować arcydzieło czarnej komedii braci Coen jako rodzaj uniwersum, w którym, zachowując klimat oryginału, można osadzić różne historie i opowiedzieć je w odcinkach, początkowo budził więcej wątpliwości niż entuzjazmu. Noahowi Hawleyowi, znanemu dotąd głównie jako scenarzysta serialu „Kości”, udało się jednak przekonać do swojej idei najpierw twórców filmu i stację FX, a następnie widzów oraz gremium przyznające nagrody Emmy. Nominowane w 18 kategoriach 10-odcinkowe „Fargo” zdobyło trzy statuetki: za najlepszy miniserial, reżyserię odcinka i dobór obsady.

 

Fargo, Ale kino+, premiera 19.10, godz. 20.10

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną