szukaj
Recenzja książki: John Allen Paulos, "Myślę, więc się śmieję"
Zabawy z filozofią
Popkultura łączy się tutaj – jak np. u kognitywisty Daniela Dennetta czy antropologa Marshalla Sahlinsa – z poważnymi rozważaniami.
materiały prasowe

Czy można napisać książkę filozoficzną złożoną jedynie z żartów? Taki pomysł podsunął Johnowi Allenowi Paulosowi jeden z najwybitniejszych umysłów wieku XX, Ludwig Wittgenstein. Z kolei Blaise Pascal w słynnych „Myślach” pisał, iż „drwić sobie z filozofii znaczy naprawdę filozofować”. Dlatego też w książce amerykańskiego naukowca główne role odgrywają Bertrand Russell, Groucho Marx i Lewis Carroll. Dowiemy się tutaj m.in. co łączy autora „Alicji w krainie czarów” z Ludwigiem Wittgensteinem i dlaczego Woody Allen bliski jest Sørenowi Kierkegaardowi.

Od logiki matematycznej, z której Paulos się doktoryzował, blisko do filozofii analitycznej, której w znacznej mierze książka „Myślę, więc się śmieję” jest poświęcona. Można traktować ją wręcz jako kurs praktycznego wykorzystania rachunku prawdopodobieństwa i podstaw logiki, kurs – dodajmy – zdecydowanie ciekawszy od akademickich podręczników. Choć autor nie stroni od niuansów, trudnych zagadnień i analizy formalnej, to książka jest dość przystępna. Właściwie wszystkie rozważane przez Paulosa zagadnienia dotyczą języka: błędnych wnioskowań, paradoksów, teoretycznie poprawnych – przynajmniej wedle zasad logiki – sformułowań, które okazują się fałszywe w zderzeniu z rzeczywistością empiryczną, co dowodzi tego, iż nie należy łączyć prawdy i zdrowego rozsądku z wnioskowaniami opartymi na naukach formalnych (tj. logiką, matematyką).

Zdarzają się tu słabsze fragmenty i niezbyt zabawne dowcipy, ale trudno jest napisać książkę, która byłaby śmieszna od pierwszej do ostatniej strony. Więcej tu zresztą filozoficznych zagadek, łamigłówek i paradoksów niż samych żartów. Dowiemy się m.in., że zdaniem Hegla filozofia dowiodła, iż planet jest siedem i ani jednej więcej być nie może. Poznamy paradoks Condorceta, który ma wiele wspólnego ze współczesną rzeczywistością polityczną. Paulos przybliża też wiele anegdot, jak np. tę o św. Augustynie, który – zapytany co robił Bóg, zanim stworzył świat – odparł: „Stwarzał piekło dla ludzi, którzy zadają takie pytania”.

Książka Paulosa wyrasta z bogatej tradycji amerykańskiej nauki. Popkultura łączy się tutaj – jak np. u kognitywisty Daniela Dennetta czy antropologa Marshalla Sahlinsa – z poważnymi rozważaniami. Dzięki temu „Myślę, więc się śmieję” przypomina nieco „W tytule tej książki są dwa błędy” Roberta M. Martina, choć nie jest pozycją tak przystępną, jak wspomniana praca czy niezwykle swego czasu popularny „Świat Zofii” Josteina Gaardera. Mimo to dowodzi ona, że filozofii nie trzeba traktować zawsze całkiem serio. Jej uprawianie może być także świetną zabawą. Jeśli nawet „Myślę, więc się śmieję” nie czytelników do studiowania Platona i Kanta, to na pewno nakłoni do „główkowania”. Celem książki Paulosa było uwolnienie od przekonania, iż filozofia to nauczycielka życia, gałąź teologii czy jedynie stoicka postawa wobec przeciwności losu. Udało się to osiągnąć, a przy okazji zapewnić czytelnikowi przyjemną lekturę i sporo śmiechu.

John Allen Paulos, Myślę, więc się śmieję, przeł. Michał Szczubiałka, Wyd. Aletheia, Warszawa, s. 210

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj