Fragment książki "Wszystkie dni lata"

 
Przez całe przedpołudnie nagi czteroletni chłopiec z długimi miedzianymi włosami, z wyzłoconą słońcem skórą, wyglądający jak mały bożek, bez znużenia budował zamek na brzegu morza. Cztery masywne wieże skierowane były w cztery strony świata, fosa, wyłożona gładko oszlifowanymi kamieniami, napełniała się właśnie wodą. Chłopczyk umocnił fortyfikacje białymi muszelkami.

Zegar słoneczny z wbitego w piach patyka wskazywał godzinę drugą. Kobieta siedząca w grajdołku pod wydmą, otoczonym z trzech stron parawanem z białego płótna i bambusa, sięgnęła po torbę plażową i sprawdziła czas na prawdziwym zegarku. Wstała, przyłożyła dłonie zwinięte w trąbkę do ust i zawołała do dziecka: – Idzieeemy! – Chłopczyk nie dosłyszał, albo tylko udawał, ociągał się, musiał wykończyć jeszcze bramę i położyć most z wyrzuconej przez morze deski.

Matka siedzi i czeka spokojnie jeszcze kilkanaście minut. Nie pogania go aż do momentu, w którym słońce na dobre zaszło za wielką chmurę. Cień szedł przez plażę wielką stopą, piach pod nim szarzał, a morze nabierało głębi. Wtedy kobieta zebrała rzeczy, schowała je do torby. Schodzi do dziecka, wkłada mu spodenki. Potem, oboje bosi, odchodzą mokrym brzegiem. Bałwany, teraz pełne złości i coraz dłuższe, zacierają ślady ich stóp.

Kobieta uczy dziecko liczyć, wskazując na fale. Chłopiec kończy na szóstej, dalej nie potrafi, siedem, osiem, dziewięć, wylicza matka. Odwraca się na moment, widzi, że dziewiąta fala dosięga zamku, podmywa go. Chce zająć czymś dziecko, zagaduje, wskazała mu dziewczynę na desce, wykonującą cyrkowe ewolucje, nie chce, żeby chłopiec zobaczył, co dzieje się z zamkiem, ale on, wiedziony intuicją matki, związany z nią niewidzialnie, odwraca się i spostrzega piaskową ruinę. Zaczyna płakać: – Dlaczego, mamu, dlaczego nie ma zamku? Niedobre fale! – Kopnął kolejną falę i zaraz przytulił się do matki.

– Nie złość się, takie są fale, taką mają naturę. – Stoją nad brzegiem, matka głaszcze jego miedziane włosy. Mimo cienia są pełne blasku. – To przecież tylko zamek z piasku, to nic, przyjdziemy po obiedzie, zbudujesz sobie nowy – mówi kobieta, myśli jednak, że ta ruina jest wyrazem boskiej obojętności w stosunku do świata.


Wielki mi świat, kulka latająca pod powieką Boga!

Jak szybko minął miesiąc! Już ostatni dzień wakacji, ostatni dzień lata. Jeszcze jest ciepło, blask słońca nie jest już agresywny, a jeszcze jest ciepły. Najpiękniejsza pora. Ten dzień chciałoby się wydłużyć w nieskończoność. Po powrocie do miasta znów zacznie się to, co było wcześniej. Znów oczy zamknięte, usta na wpół otwarte; głowy, głowy, głowy. Odchylone do tyłu, leżą w porcelanowo białych misach, jakby przeszła przez salon rewolucyjna gilotyna. Inne, te już po zmyciu, trzymają się mocno na sztywnych łodygach szyi. Wszystkie odbijają się w ścianach z luster, lustro w lustro, twarz i tył głowy, nad każdą głową klientki wisi nienagannie uczesana głowa fryzjerki. Są żywą reklamą firmy.

Nieraz się zdarza, że młodsza fryzjerka płacze, bo szefowa smaga ją bez litości, mówi bardzo głośno, tak żeby wszyscy słyszeli: – Coś ty sobie, lalka, ustawiła na głowie? A kolor? Przywiozłaś go chyba ze wsi! Zgniła słoma! Zróbcie coś, dziewczyny, z jej głową, bo inaczej stracimy  r e n o m ę – mówi Królowa Fryzjerek. Renoma jest ważna. Nie można jej stracić, zwłaszcza teraz, gdy nowe salony lęgną się jak robactwo, pożyją dwa sezony i szlaban, tyle wystarczy, żeby wyprać brudne pieniądze, był salon, nie ma salonu.

Rój suszarek szemrze monotonnie, pracowicie uwijając się wokół głów. Pylą delikatne lakiery o zapachu kwiatów, usztywniające fryzurę. Różne gatunki włosów opadają na podłogę. Szybka miotełka zmiata je prawie natychmiast, gdy spadną spod nożyc. Szefowa wydaje uczennicom krótkie, wojskowe komendy. – Mam oczy z tyłu – mówi z dumą. Patrzy w lustra i to wystarczy; pełna kontrola luster nad zespołem.

Intymne szepty klientek, powierzających swoje tajemnice obojętnym uszom fryzjerek, wtapiają się w ogólny szum. Uczennice, które pracują dopiero rok lub dwa, jeszcze same nie czeszą, myją głowy i zmiatają włosy. Słuchaj grzecznie, ale się niczemu nie dziw, takie pouczenie dostają, zanim rozpoczną pracę.

Rzucić to i wreszcie odetchnąć czystym powietrzem. Wyjechać naprawdę, a nie uciekać w duszny sen, który jest skrzywionym wspomnieniem lata. Głupi sen, składa się z kawałków wcale ze sobą niepowiązanych. Porośnięty na plecach ciemną sierścią mężczyzna idzie szybko w słońcu, jest łysy jak kolano, ma fioletowe opalizujące ciało topielca, zostawia na piasku ślady pazurów ptaka. Zbiera owalnie oszlifowane przez wodę bursztyny, wielkości wężowego jaja, podaje jeden fryzjerce. Bursztyn ma dziurkę, można by go nanizać na mocny sznurek, ale kiedy ona bierze bursztynowe jajo do ręki, okazuje się, że to parząca galareta. Meduza z długimi, metrowymi włosami dopływa do brzegu i krzyczy: – Królowo Fryzjerek! Błagam, musisz mnie pięknie ostrzyc i zrobić balejaż! – Natrętnie powtarza, że w sobotę wychodzi bogato za mąż za kogoś ze świetnej rodziny.


 

Wybudzona z sennej narkozy fryzjerka śmieje się ze snu, wie, kim jest meduza. Wreszcie po zakończeniu roboty jedzie odebrać bilety i jeszcze tego popołudnia wsiada w pociąg. Ona i jej synek, ubrany staroświecko, w biały mundurek marynarski. – Średnio eleganckie to Intercity, plusz na fotelach wytarty od tyłków pasażerów, ale przynajmniej mamy dla siebie cały przedział – mówi do malca, kładąc jedwabną chustę na siedzeniu.

Konduktor sprawdza bilety, jest gorąco, spod czapki wystają mu sklejone kosmyki włosów. Powinni wymagać od nich krótko ostrzyżonej fryzury, myśli Królowa Fryzjerek, podając mu sześć biletów. Konduktor spogląda na nią, ale nie dziwi się zbytnio, że ktoś ma sześć biletów, a siedzi sam z dzieciakiem. Nie takie rzeczy się widziało, jeżdżąc od kilkunastu lat osobowymi, pośpiesznymi, ekspresami. Może mały dostaje szału na widok obcych? Twarz tej kobiety widział chyba na okładce pisma porzuconego przez pasażera. Może jest bardzo bogata i boi się, że dzieciaka porwą dla okupu? Rozumieją się bez gadania. Oboje pracują na co dzień z ludźmi i mają świadomość, że nie może zdarzyć się nic nowego, o czym by nie wiedzieli.

Kobieta zamyka przedział od środka ciasnym łańcuchem z kłódką. Bierze dziecko na kolana. Wpatruje się w znane sobie pejzaże, w rozwijaną przed nią przez Stwórcę olbrzymią belę materiału, zielonych, żółtych i rudych pól, bada, co się zmieniło. Niszczą horyzont, zaśmiecają krzywiznę ziemi hurtowniami, fabrykami i klocami nowoczesnych kościołów. Jak okiem sięgnąć, na płaskiej czy sfalowanej ziemi powinny być tylko wierzby, krowy, koń, bocian na słupie, a wieczorem dymy z ognisk. Miasto, twór ze szkła i betonu, owszem, może ryczeć, charczeć, bombardować wybuchami, piskiem alarmów, atakować wyjącymi karetkami, syrenami policyjnymi, może być w ciągłym ruchu, bez wytchnienia, to prawo miasta. Pola zostawcie w spokoju! Dziecko, znużone monotonnie przesuwającym się krajobrazem i głosem komentującej wszystko matki, zasnęło. Wtedy ułożyła je na siedzeniach.

Udało się więc znów, jak co roku, porzucić firmę na cały miesiąc. Przeżyje te dni bez grzebienia. Po to ostrzygła się na rżysko, by włosy czesać palcami. Oprócz głowy swojej i dziecka nie dotknie nikogo innego.

Zostawiła dokładne instrukcje. Starsza fryzjerka wie, kiedy można ją niepokoić. Gdyby stało się coś nadzwyczajnego, pożar, morderstwo w salonie, rabunek, wtedy mogą wysłać jej SMS-a. W zeszłym roku jedna z klientek zasłabła w fotelu, erka zabrała ją do szpitala z rozmydloną farbą na głowie. Wtedy uczennice wysłały jej SMS-a, że niestety, nie udało się już dokończyć farbowania. Jednak naturalna śmierć nie jest powodem do powrotu. Kazała kupić wieniec i pójść na pogrzeb trzem starszym fryzjerkom. Niech nikt nie przerywa jej wakacji, za to mogłaby zabić.

Tak jak za włażenie w jej życie, za ten słodko-kwaśny ton fałszywej troski, gdy mówią: dlaczego  t a k a  k o b i e t a  jest samotna? Często pytają: dlaczego nie znajdziesz sobie kogoś? To jedno z najczęstszych i najbardziej uciążliwych pytań. Dlaczego? Dlatego, że nie szukam! Czy tak trudno zrozumieć, że kobieta nie potrzebuje mężczyzny? No to może potrzebuje innej kobiety, podśmiewają się czasem, mrugają, dopatrują nie wiadomo czego; kiedyś nie wpadłoby im to do pustych łbów, teraz są nowoczesne, gadają o tym, o czym nie mają zielonego pojęcia! Być z inną kobietą?! Gdybym tego chciała, zrobiłabym to, możecie być pewne. To nie do wiary! Zrobiłaby to! Nie, nie, odpowiadają wtedy, wcale nie wyglądasz na lesbę, tylko że my ciągle dotykamy tych wszystkich włosów, głów, czeszemy, głaszczemy, pieścimy...
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj