Recenzja płyty: The Black Seeds, "Dust and Dirt"
Reggae z krainy kiwi
13 bardzo udanych kompozycji zasługujących na uwagę nie tylko miłośników dubu i reggae.
materiały prasowe

Pierwszą płytę „Keep On Pushing” The Black Seeds wydali w 2001 r. Następne tytuły pojawiały się regularnie w odstępach dwóch–trzech lat. Dla europejskiego odbiorcy są zjawiskiem dość egzotycznym – grają muzykę silnie zabarwioną rytmami reggae, ale pochodzą z... Nowej Zelandii, gdzie są gwiazdami pierwszej wielkości. Wokaliści Barnaby Weir i Daniel Weetman wspomagani przez sześciu muzyków (sekcja i dęciaki) proponują muzykę interesującą i – mimo wszechobecnego rytmu reggae – niemonotonną. Wzbogacają ją elementy funku i soulu oraz, co nie mniej istotne, bardzo przyjemne melodie. Najnowszą płytę The Black Seeds nagrywali we własnym studiu w Wellington. Dzięki temu uzyskali swobodę czasową i mogli eksperymentować z brzmieniami i doborem utworów. W rezultacie na „Dust and Dirt” znalazło się 13 bardzo udanych kompozycji zasługujących na uwagę nie tylko miłośników dubu i reggae.

The Black Seeds, Dust and Dirt, Proville Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj