Wydarzenia muzyczne 2007
Żywe legendy rocka kontra misteria.

Muzyka popularna

1. Koncert The Rolling Stones w Warszawie. Jeśli ktoś jest żywą legendą rock'n'rolla, to właśnie oni i nikt, kto przyszedł na Służewiec, nie miał co do tego wątpliwości.

2. Maciej Maleńczuk, Wojciech Waglewski, „Koledzy", Agora. Koledzy MM i WW z towarzyszeniem akustycznego bandu połączyli tradycję z nowoczesnością. Płyta roku.

3. Kobiety, „Amnestia", Biodro Records. Trójmiejskie kombo Grzegorza Nawrockiego pokazało, jak lekka i bezpretensjonalna może być alternatywa muzyczna. Rzecz w tym samym stopniu do uważnego słuchania, co i do zabawy.

4. Gabriela Kulka, „Out", Eblok. Pop, jazz i kabaret w jednym. Niebanalny, obdarzony bezbłędnym feelingiem i wielką skalą głos Gabrieli plus jej równie ciekawy talent pianistyczny poruszą każdego, kto tej płyty wysłucha.

5. Strachy Na Lachy, „Autor", SP Records. Grabaż (Krzysztof Grabowski) zanurzył utwory Jacka Kaczmarskiego w miejsko-folkowym sosie, nadając im całkowicie nowy wyraz i nowe znaczenia.

6. Red Hot Chili Peppers w Chorzowie. Pierwszy polski występ kalifornijskiego zespołu. Mimo że zabrakło wykonania największego przeboju grupy „Under The Bridge", 50 tys. fanów zebranych na Stadionie Śląskim miało powody do satysfakcji.

7. Nosowska, „UniSexBlues", QL Music. Pierwsza po siedmiu latach przerwy solowa płyta Kasi Nosowskiej. Jest tu i rockowy czad, i balladowa refleksyjność, ale też odrobina zawartego w tytule bluesa, a Nosowska pokazuje, że bezsprzecznie należy do ekstraklasy naszych wokalistek.

8. Tomek Makowiecki, „Ostatnie wspólne zdjęcie", Sony BMG. Sporo z muzycznego klimatu z lat 60. plus inspiracja piosenką francuską, a w sumie: najlepsza w dorobku płyta Makowieckiego, która ostatecznie, jak się wydaje, uwolniła go od ciężaru skojarzeń z telewizyjnym „Idolem".

9. Muchy, „Terroromans", Polskie Radio. Płytowy debiut roku. Poznański zespół świetnie pokazuje, że rock'n'roll dalej śmiało przekracza pokoleniowe bariery i nic nie traci ze swojej żywotności. Oby tak dalej.

10. Jerzy Grunwald, „So Much To Say", Polskie Radio. Płytowa niespodzianka roku. No, bo kto by pomyślał, że muzyk, kojarzony przez starszą publikę z ludowymi kawałkami „No To Co", zaprezentuje się jako fachman od rocka kalifornijskiego? Nagrany w USA album o zasięgu i jakości międzynarodowej dobrze sprzedaje się nawet w Japonii.

Mirosław Pęczak

Muzyka poważna

1. Misteria Paschalia i Sacrum-Profanum. Coraz wyższy poziom, światowa czołówka wykonawców. Oba krakowskie festiwale, pierwszy wiosenny, drugi jesienny, rozwijają się fantastycznie.

2. „Król Roger" w Operze Wrocławskiej. Drugie podejście Mariusza Trelińskiego do opery Szymanowskiego - nie tak efektowne wizualnie jak poprzednie w Operze Narodowej, ale niezwykłe pod względem psychologicznym.

3. „Loteria na mężów" w Operze Krakowskiej. Wysokie miejsce nie ze względu na poziom, lecz walor historyczny: prawykonanie nieznanej operetki Szymanowskiego. Z imprez Roku Szymanowskiego wart uwagi był też Festiwal Muzyczny Polskiego Radia „Szymanowskiego światy dalekie i bliskie".

4. Wratislavia Cantans. Pierwsza edycja całkowicie zaprogramowana przez Paula McCreesha. Niezapomniane występy zespołów Johna Eliota Gardinera i Rinaldo Alessandriniego.

5. Pierwsza płyta Rafała Blechacza dla Deutsche Grammophon. Poprzednim i jedynym jak dotąd polskim artystą, który związał się z tą jedną z najważniejszych firm fonograficznych, był Krystian Zimerman.

6. „Polish Spirit" - płyta Nigela Kennedy'ego z koncertami Karłowicza i Młynarskiego. Dawno żaden znany zagraniczny artysta nie zrobił Polsce takiej reklamy. Wydarzenie polskie, bo tu powstała płyta DVD (CD nagrano w Wielkiej Brytanii).

7. Warszawska Jesień. Festiwal jubileuszowy, może nie tak bardzo efektowny, ale pełen ciekawych wydarzeń, często gorąco przyjmowanych przez młodą publiczność.

8. Musica Electronica Nova. Druga, ciekawsza od poprzedniej, edycja nowego wrocławskiego festiwalu, skomponowana przez Michała Talmę-Sutta.

9. Chopin i jego Europa. W tym roku warszawski festiwal był nieco mniej atrakcyjny niż poprzedni, ale też nie zabrakło dobrych występów, m.in. Concerto Köln i Orkiestry XVIII Wieku.

10. Festiwal Beethovenowski. Zaczął się od kiepskiego koncertu jazzowego. Ale występy Nelsona Freire, Christiana Tetzlaffa z Alexandrem Lonquichem, Urszuli Kryger i niektóre koncerty oratoryjne były na dobrym poziomie.

Dorota Szwarcman

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj