Rewolucja piłą tarczową
Pokaz świetnej roboty reżyserskiej.

Jan Klata, nauczony doświadczeniem „Szewców u bram” ze Zbigniewem Ziobrą na scenie, w swoim najnowszym przedstawieniu, adaptacji „Sprawy Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej we wrocławskim Teatrze Polskim, bezpośrednich odwołań do rodzimej polityki unika jak ognia. Rewolucja w tej interpretacji rozgrywana jest w konwencji kostiumowej farsy, konspirujące grupy Robespierre’a (Marcin Czarnik) – wyobcowanego intelektualisty, z przerażeniem patrzącego na rozkręcającą się machinę rewolucji, którą wprawił w ruch, i Dantona (Wiesław Cichy) – pozbawionego złudzeń populisty i hedonisty, przemykają pośród skleconych z byle czego bud, a reżyser nie opowiada się po żadnej ze stron.

Na marginesie politycznych spisków do głosu dochodzą kobiety, rodzi się wyzwolona seksualność, rośnie siła mediów. Rewolucja francuska to dla Klaty przede wszystkim moment narodzin nowoczesnego, wszechogarniającego dziś populizmu polityków. Do najlepszych w spektaklu należy scena, w której Danton uwodzi zachwycony tłum (czyli nas, publiczność) pięknie brzmiącymi frazesami, dyskotekowym, zmysłowym tańcem i wciąga do wspólnego śpiewania „Marsylianki”. Farsowa konwencja usprawiedliwia gagi o różnym stopniu śmieszności i mocne środki, jak zastąpienie dekretów skazujących Dantona i jego ludzi na śmierć warczącymi piłami spalinowymi.

Spektakl Klaty żadnych drzwi nie wyważa, ale w przeciwieństwie do „Szewców” nie ma ambicji bycia „radykalnym komunikatem politycznym”, który okazuje się garścią banałów. Jest za to uniwersalnym i sugestywnym ostrzeżeniem przed populizmem, a przy okazji pokazem świetnej roboty reżyserskiej oraz zbiorem bardzo dobrych, bez wyjątku, ról.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj