Portugalia - Grecja bis?
Kłopoty "P" z "PIIGS"
Portugalczycy wchodzą na drogę, która zgubiła Grecję – kombinacja ostrych cięć, coraz głębszej recesji i częstszych strajków to powód do olbrzymiego niepokoju.

Dziś ciężki dzień dla Portugalczyków. Wielu miało rano olbrzymie problemy z dotarciem do pracy, bo związkowcy ogłosili strajk generalny. Metro w Lizbonie w ogóle nie jeździ, a w Porto zaledwie co pół godziny. Kto musi przedostać się przez Tag w aglomeracji lizbońskiej, skazany jest na zakorkowany most, bo promy nie pływają. A nieliczne kursujące w dwóch największych miastach autobusy pękają w szwach. Korki w szczycie okazały się większe niż zazwyczaj, bo wielu nie widziało innego rozwiązania, niż skorzystanie z samochodu.

Ale jakby nie dość było problemów, Portugalczycy dowiedzieli się dzisiaj, że ich kraj ma status śmieciowy. Na szczęście nie chodzi o opinię turystów, których mimo kryzysu przyjechało latem bardzo wielu, ale o ocenę jednej z agencji ratingowych. Oczywiście dla portugalskiego rządu nie oznacza to konieczności płacenia większej premii inwestorom kupującym obligacje. Dlaczego? Bo Portugalia już dawno się poddała i żyje dzięki pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Unii Europejskiej. Ale mimo to są powody do zmartwień.

Bo decyzja agencji Fitch jest spowodowana rosnącymi obawami o przyszłość tego pięknego kraju. Portugalia bowiem coraz bardziej zaczyna przypominać Grecję. Gospodarka weszła w fazę recesji, a przyszłym roku PKB może się skurczyć o ponad 3 proc. Równocześnie zaczyna się bardzo ostre zaciskanie pasa – ogromne cięcia wydatków, podwyżki podatków i ograniczanie płac w budżetówce. Nie ma alternatywy dla takiej kuracji, bo bez niej Portugalia musiałaby zbankrutować. Ale równocześnie drakońskie oszczędności, podobnie jak w przypadku Grecji, tylko pogorszą wyniki gospodarcze. A to oznacza wzrost bezrobocia i coraz większe niezadowolenie społeczne.

Oczywiście Portugalczycy to nie Grecy pod względem temperamentu i manifestacje w Lizbonie przebiegają zdecydowanie spokojniej niż w Atenach. Dzisiejszy strajk generalny jest pierwszym w tym roku, a trzecim w ogóle w historii demokratycznej Portugalii. Grecy takich protestów już nawet nie liczą. Także portugalskie związki zawodowe nie są tak agresywne w swojej retoryce, jak greckie. Ale i one pomału tracą cierpliwość. Na szczęście rząd w Lizbonie jest jeszcze na tyle świeży i silny, ze nie ma problemów z utrzymaniem kontroli w kraju.

Ale przyszłość Portugalii nie wygląda korzystnie. Niepokoi zwłaszcza szybki wzrost długu publicznego – w tym roku przekroczy on 100 proc. PKB, a przyszłym może się zwiększyć o kolejne 10 punktów proc. A nawet gdy recesja się skończy, słaba portugalska gospodarka może nie mieć siły, by spłacić wszystkie kredyty. Kraj przestał bowiem się szybko rozwijać już dawno temu, gdy Hiszpania czy Grecja o żadnym kryzysie jeszcze nie słyszały. Portugalia może stać się kolejnym kandydatem do tzw. restrukturyzacji długu, czyli po prostu umorzenia części zobowiązań. Na pocieszenie pozostanie jej tylko jedno – w przeciwieństwie do Grecji - przynajmniej nigdy nie oszukiwała i nie kłamała w swoich statystykach.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj