Renzi podaje się do dymisji. Czy to koniec euro we Włoszech?
Premier Draghi
Włochy zrobiły pierwszy krok ku wyjściu ze strefy euro. Jednak paniki nie ma, bo krajem rządzi tak naprawdę Europejski Bank Centralny.
Włosi mają dość swoich polityków i obwiniają ich o wieloletni kryzys gospodarczy.
Martin Vorel/StockSnap.io

Włosi mają dość swoich polityków i obwiniają ich o wieloletni kryzys gospodarczy.

Dziś już nie Grecja jest najsłabszym ogniwem wspólnej waluty, bo tę rolę przejęły Włochy. Oferują idealnie wybuchową mieszankę – niestabilną sytuacją polityczną po dymisji premiera Renziego, groźbę przedterminowych wyborów, które może wygrać nieobliczalny Ruch Pięciu Gwiazd, wieloletni marazm gospodarczy, wysokie bezrobocie, ogromny dług publiczny i, jakby tego było mało, szereg banków pogrążonych w kryzysie.

To w zasadzie cud, że kraj trapiony tyloma problemami nie tylko nie eksploduje, ale nawet funkcjonuje całkiem nieźle. Na tyle nieźle, że społeczeństwo nie bało się odrzucić wczoraj całkiem sensownego projektu reform politycznych, byle tylko pozbyć się aroganckiego premiera.

Mario Draghi, nieoficjalny premier Włoch

Włochom głosowanie na „nie” przyszło stosunkowo łatwo, bo doskonale wiedzą, że ich krajem rządzi rodak, ale nie z Rzymu, tylko z Frankfurtu nad Menem. To Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego, który robi, co może, żeby jego ojczyźnie nie stała się krzywda. Teraz znowu zapewne zwiększy skupowanie włoskich obligacji, aby inwestorzy nie wpadli w panikę i nie doprowadzili jego ojczyzny do bankructwa.

A we Włoszech tymczasowo władzę przejmie kolejny rząd techniczny – wynalazek, który Włosi doprowadzili do perfekcji. Draghi będzie ratował, a technokraci będą administrować. I tak Włosi dotrwają zapewne do kolejnych wyborów.

Gospodarka po dymisji Renziego

Jednak te w końcu będą musiały się odbyć. Faworytem jest dziś Ruch Pięciu Gwiazd dowodzony chaotycznie przez Beppe Grillo. Jego zwycięstwo byłoby drugim krokiem ku wyjściu ze strefy euro. Trzeci to referendum nad zastąpieniem euro lirem. Zorganizowanie takiego plebiscytu obiecuje Ruch Pięciu Gwiazd. Wówczas żarty naprawdę by się skończyły. Bo Włosi musieliby zagłosować nie, jak teraz, nad mało dla nich zrozumiałymi reformami politycznymi, ale nad bardzo konkretnym projektem, dotykającym każdego mieszkańca.

Takie referendum mogłoby oznaczać kres rządów Mario Draghiego, bo bez euro Włosi musieliby już radzić sobie sami bez pomocy z Frankfurtu. Na pewno szybko ogłosiłyby niewypłacalność i zamknęli część banków. A możliwe reperkusje dla całej europejskiej gospodarki, także tej naszej, byłyby na tyle ogromne, że kryzys grecki wspominalibyśmy z rozrzewnieniem.

Włosi mają dość swoich polityków i obwiniają ich o wieloletni kryzys gospodarczy. Nie znaczy to jednak, że wszyscy chętnie zagłosowaliby za pozbyciem się euro. Pamiętają przecież, jak niestabilną walutą był lir.

Uwięzieni dziś między różnymi formacjami politycznymi, żywiącymi się głównie populizmem, najbardziej chcą spokoju, a nie jeszcze gorszego kryzysu i upadku swoich banków, gdzie zgromadzili często spore oszczędności. To dlatego wielu pewnie po cichu oddycha z ulgą, że po drugiej stronie Alp na ważnym fotelu siedzi ich rodak. Jego nadzwyczajna władza nie ma co prawda wiele wspólnego z demokracją, ale jest przynajmniej jedynym solidnym filarem włoskiej gospodarki.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj