szukaj
Panorama *
Adres: Ciechanów, ul. Powstańców Wielkopolskich 2A

Muzeum Romantyzmu w Opinogórze oraz dworek i zameczek neogotycki Krasińskich wprowadziły nas w nastrój poetycki. Kolejna wizyta w Gołotczyźnie gdzie z wielka frajdą zwiedziliśmy Muzeum Szlachetczyzny oraz Muzeum Świętochowskiego, w którym długo zatrzymaliśmy się w kuchni wyposażonej w sprzęty z pierwszych lat XX wieku (och, cóż za cudowna lodownia domowa), spowodowały niebywały atak apetytu. Najbliższym miastem mogącym zaspokoić ów głód był Ciechanów.

Przed wjazdem do miasta zobaczyliśmy wielką reklamę Restauracji Panorama. Trochę błądząc po Ciechanowie (na szczęście nie jest to metropolia wielkości Nowego Jorku) dotarliśmy do Centrum Panorama, w którym na piętrze mieści reklamowany lokal.

Tylko upał panujący na zewnątrz  spowodował, że nie cofnęliśmy od progu. Panorama była klimatyzowana. Przełamaliśmy więc przerażenie spowodowane wystrojem lokalu i zasiedliśmy do stołu. A cóż tak nas zaskoczyło? Otóż na parapetach, gzymsach, komodach i bufecie stały figurki, naczynka, lampki i inne tzw. durnostojki zgromadzone przez zbieraczy staroci chyba z całego Mazowsza. Do tego okropne abażury wiszących lamp, które (może na szczęście) nie rozjaśniały panującego tu półmroku stwarzały scenografię przypominającą film Wojciecha Hasa „Sanatorium pod klepsydrą”. Nie są to okoliczności zachęcającego do ucztowania.

Karta dań nieco poprawiła nam humory, bo była prosta, niezbyt długa i zawierająca parę lubianych przez nas dań. Teraz tylko zastanawialiśmy się czy kucharz nie stosuje przepisów utrzymanych w stylu zaprezentowanym w dekoracjach.

Na szczęście śledź po polsku  (7 zł) okazał się świetnie zamarynowaną rybką, choć niepotrzebnie tonącą w morzu drobno posiekanej cebulki. Po wyłuskaniu jednak  spod tej kołdry kawałków śledzia mlaskaliśmy z zadowolenia.

Obie zamówione zupy: żurek (8,5 zł) i grzybowa (12 zł) były też dobre, choć może nieco zanadto doprawione tłustą śmietaną.

Sprawdzianem umiejętności szefa kuchni był schabowy. Spory i dość gruby płat wieprzowiny był dobrze lecz nie nadmiernie zbity. Także lekka panierka spowodowała, że był chrupki a jej subtelna warstwa nie zawierała kropli tłuszczu ze smażenia. Do tego obsmażane kartofelki (tylko po co te wymyślne kuleczki zamiast zwykłego kształtu ziemniaków) i – wprost doskonałe trzy surówki: z dwóch rodzajów kapusty i marchewki z chrzanem.

Podobne komplementy należą się kaczce z buraczkami (29 zł) – soczysta, z chrupiącą skórką, pachnąca.

Gorzej z rybami. I sola (29 zł), i sandacz (26 zł) wyglądały identycznie: panierowane i smażone na ten sam sposób. Na dodatek sandacz miał być w pysznym sosie z kurek. Na szczęście sosu poskąpiono. Dlatego piszemy na szczęście, bo był niejadalny. Same filety obu ryb były – mimo tych zastrzeżeń – całkiem jadalne.

Żeby nie być malkontentem muszę wspomnieć, że z kuchni nie docierały na salę żadne zapachy, a przez otwierane drzwi gdy kelnerki (sympatyczne i fachowe) wynosiły dania widać było czyste i przyzwoicie nowoczesne urządzenia.

Także toalety sprawiały dobre wrażenie.

Na koniec jednak znów rozczarowanie: zepsuła się drukarka i faktura ma być przysłana pocztą. Nasz portfel był całkiem w porządku więc 140 zł. Zapłaciliśmy bezawaryjnie.

Na początek kontaktów – jedna gwiazdka.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj