Proces o krwawe banery. W sieci zakazane, na ulicy dozwolone. „Czuję się jak zakładnik we własnym kraju”
W Sądzie Okręgowym we Wrocławiu ruszył proces cywilny przeciwko Fundacji Pro-Prawo do Życia i jednemu z jego aktywistów, Adamowi B. Wytoczyła go Agnieszka Kossowska z Opola, mama 16-letniego Franka. Chłopiec jest dzieckiem z niepełnosprawnością sprzężoną i ma zupełnie inne możliwości adaptacyjne niż rówieśnicy. To pierwsza w Polsce sprawa, w której matka dziecka z niepełnosprawnością pozywa organizację odpowiedzialną za rozpowszechnianie drastycznych treści.
Franek zetknął się z billboardami antyaborcyjnymi pod szpitalem ginekologicznym w Opolu w 2016 r. – wiadomo, że szpitale położnicze to jedno z ulubionych miejsc środowisk anti-choice. Wielki obraz zakrwawionych ludzkich szczątków z wizerunkiem Adolfa Hitlera wyrósł przed Frankiem kilka lat później na drodze wylotowej z Opola do Wrocławia. Był luty 2021 r.
– Franek zareagował bardzo gwałtownie. Zaczął krzyczeć i kopać w siedzenie. Bałam się, że wypnie się z pasów, i prosiłam męża, żeby jak najszybciej zjechał z autostrady. Tego samego dnia wieczorem Franek powiedział: „Pójdź do pana policjanta i powiedz, żeby spalił go [billboard] w piecu”. Na drugi dzień poszłam na Komendę Miejską w Opolu i zgłosiłam tę sprawę – mówi Agnieszka Kossowska.
Sąd Rejonowy w Opolu kilka lat później uniewinnił aktywistę, uznając, że w kodeksie wykroczeń nie ma przepisu pozwalającego na ukaranie go. Podobnie orzekł Sąd Okręgowy w Opolu w kwietniu 2024 r. Mówiąc inaczej, oba sądy uznały, iż drastyczne obrazy nie spełniają definicji „nieprzyzwoitych” w rozumieniu prawa.
PTSD jak po wojnie
U chłopca doszło, jak ocenił psychiatra, do rozwoju ostrej reakcji stresowej, czyli PTSD. Którego doświadczają np. żołnierze powracający z wojny. – Naprawdę nie miałam pojęcia, że to będzie miało tak długofalowe skutki dla zdrowia psychicznego mojego syna, że to tak się na nim odbije – mówi mama Franka.
Chłopiec przez kilka tygodni nie był w stanie spać w nocy, wstawał rano zmęczony, za dnia był bardzo drażliwy. Przez wiele miesięcy bał się podróżować samochodem, sądząc, że znowu zobaczy straszne obrazy. Rodzina Kossowskich przestała jeździć do laboratorium mieszczącego się w szpitalu w Opolu, w którym robiła wcześniej badania. Zamiast trasy A4 do Wrocławia na wizyty lekarskie wybiera teraz dłuższą trasę. Franek zaczął też brać leki psychiatryczne. – Swojej terapeutce powiedział, że boi się, że ktoś zrobi mu aborcję. To znaczy, że w jego umyśle aborcja równa się śmierć i on czeka, aż ktoś go zabije – dodaje Agnieszka Kossowska.
Ucieczka przed widokiem zakrwawionych płodów się nie skończyła. – Dwa tygodnie temu wyszliśmy z dziećmi na spacer w sobotę. Proszę sobie wyobrazić: idziemy deptakiem, nagle córka chwyta mnie za rękę i mówi: „Mamo, zawracamy”. Okazało się, że w odległości 100–150 m rozstawiała się pikieta antyaborcyjna z ogromnym banerem. Natychmiast zagadaliśmy Franka, żeby niczego nie zauważył, i wróciliśmy do domu – opowiada Agnieszka Kossowska.
Aktywiści Fundacji PRO-Prawo do Życia twierdzą, że robią to, co robią, i takimi metodami, jakie wybierają, w imię ochrony życia, moralności i celem „wywołania debaty społecznej nad procederem uśmiercania dzieci przed narodzeniem”. A pokazywanie tych obrazów to „wyższe dobro”. W Polsce zwłoki ludzkie otacza się szczególnym szacunkiem, tymczasem na plakatach prezentowane są „jak truchła” ciała nienarodzonych dzieci.
Dwa orzeczenia Sądu Najwyższego jednoznacznie przemawiają za karalnością publicznego prezentowania zdjęć martwych płodów. Jedno z lutego 2023 r., a drugie, niemal identyczne w treści, z października 2023. Jednocześnie to, co jest już zakazane w sieci – drastyczne obrazy śmierci, tortur i okaleczania są kasowane z platform społecznościowych (dotyczy to reakcji osoby publikującej, a nie samej brutalnej treści) – na ulicach polskich miast jest dozwolone w imię wolności słowa. – Mam nadzieję, że w tej sprawie wreszcie zapadnie inne rozstrzygnięcie niż te dotychczasowe i stanie się jasne, że te obrazy zaszkodziły konkretnemu dziecku – mojemu synowi – mówi mama Franka.
Czy ten złom rozumie
Drastyczne obrazy oddziałują na dzieci. – Rodzice piszą do mnie, że omijają drogi, zasłaniają dzieciom oczy, a mieszkańcy wsi oblewają billboardy farbą, bo nie chcą, żeby ich dzieci to oglądały – przyznaje Kossowska.
I dodaje: – Żaden rodzic nie powinien być stawiany w takiej sytuacji, w jakiej ja jestem w tej chwili, że muszę iść do sądu i tłumaczyć dorosłym ludziom, że pokazywanie drastycznych obrazów na ulicach jest szkodliwe dla dzieci. Jedna z pań określająca się jako „osoba za życiem” nazwała mojego syna niepełnosprawnym złomem. Grożono mi śmiercią. Czuję się jak zakładnik we własnym kraju, we własnym mieście.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu oceni teraz, czy prezentowanie w przestrzeni publicznej drastycznych zdjęć przedstawiających rozczłonkowane ciała płodów naruszają dobra osobiste Franciszka Kossowskiego. Jego mama wniosła o zadośćuczynienie za krzywdy i przepadek mienia, czyli o zdjęcie billboardów wywieszonych przez fundację. Kolejna rozprawa jest zaplanowana na 23 kwietnia.