Co z tą wódką
Stało się: europoseł Samoobrony Bogdan Golik ujawnił obcym europosłom polskie stanowisko w sprawie definicji wódki.
Stanowisko to, ugruntowane wielowiekową tradycją masowej produkcji i obfitego spożycia (niejednokrotnie śmiało wymierzonego w ciemiężycieli i okupantów), głosi, że wódka to destylat z ziemniaków, zbóż i buraków cukrowych. Było ono tajne, gdyż stronie polskiej zależało, aby inne państwa nie wiedziały, z czego robimy swoją wódkę, dopóki sami im nie powiemy. Niestety powiedział im to europoseł Golik, a MSZ sprawdza, czy dokonując tego czynu nie znajdował się on przypadkiem pod wpływem wyżej wymienionego destylatu.

Tak oto jedna z największych (obok receptury oscypka i paprykarza szczecińskiego) polskich tajemnic dostała się w ręce przeciwników, którzy, jak wiadomo, dążą do tego, aby wódkę można było produkować ze wszystkiego, a nawet z winogron. Strona polska zaznacza, że przeciwko winogronom nic nie ma, od dawna dąży do zbliżenia z nimi, widząc dla nich miejsce we wspólnej Europie. Ale winogronowemu destylatowi mówi zdecydowane nie i destylatu tego, jeśli będzie on miał nazwę „wódka”, strona polska do ust wziąć nie zamierza, no, chyba że nie będzie innego wyjścia.

Strona polska chce bronić własnej wódki z własnych kartofli, zbóż i własnego buraka do ostatniego kieliszka (a jak będzie trzeba, to i dłużej, bo zawsze można wyskoczyć i jeszcze coś dokupić). Tymczasem specjaliści z Brukseli ostrzegają, że konflikt w sprawie definicji wódki to mały pikuś. Prawdziwa wojna zacznie się, gdy w decydującą fazę wejdą negocjacje w sprawie definicji zakąski.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj