KOMENTARZ: Zwycięzca bierze wszystko
Prawo i Sprawiedliwość jest pierwszą partią, która po 1989 r. będzie rządzić sama.

Głosy ponad 5 mln 700 wyborców, czyli 37,58 proc. (na 30 mln uprawnionych ), i ordynacja wyborcza zapewniają jej pełnię władzy. Do stworzenia samodzielnego rządu nie potrzebuje żadnej „przystawki”.

Do Sejmu wchodzi też Platforma Obywatelska z wynikiem 24,09 proc., osiągniętym dzięki głosom ponad 3 mln 630 tys. wyborców. Mamy Sejm bez lewicy, za to z silną reprezentacją prawicowo-nacjonalistyczną. Zrobiliśmy ostry skręt w prawo.

W opozycyjnych ławach zasiądą tez dwie nowe partie: Kukiz’15 (8,81 proc.) oraz .Nowoczesna Ryszarda Petru (7,6 proc.). Rzutem na taśmę wślizgnęli się też ludowcy, z wynikiem 5,13 proc. Zawsze byli potrzebni do stworzenia rządu, dzięki roli języczka u wagi sporo mogli wytargować. Teraz zostali zmarginalizowani. Miliardy unijnych pieniędzy będzie na wsi dzieliło Prawo i Sprawiedliwość.

Takie wyniki oficjalnie ogłosiła PKW. Oprócz PO największym przegranym okazała się Zjednoczona Lewica, która – też po raz pierwszy od transformacji – została poza parlamentem, z wynikiem 7,55 proc. Podobnie jak Korwin – 4,76. proc.

W Sejmie nie zobaczymy już wielu starych twarzy: Leszka Millera, Janusza Palikota, którzy za późno zdecydowali się przekazać przywództwo (a i to tylko na czas kampanii wyborczej) Barbarze Nowackiej. Miała być twarzą Zjednoczonej Lewicy, daje teraz twarz jej porażce. Bo lewica na ostatniej prostej wcale nie okazała się zjednoczona. Poza „zlewem” pozostała Partia Razem i sporo lewicowych głosów młodych wyborców skierowało się właśnie tam. Razem wzięło wprawdzie tylko 3,62 proc., co wejściówki do Sejmu nie daje, ale gwarantuje państwową subwencję. Za cztery lata, a może wcześniej, powrót partii Leszka Millera okazać się może niemożliwy. Razem jest nie tylko o wiele bardziej lewicowa, ale też nieobciążona grzechami przeszłości.

Nie będzie też w Sejmie liderów PSL – Janusza Piechocińskiego, Jana Burego, do Senatu nie wszedł nawet Waldemar Pawlak, który przeczuwał kiepski wynik swojej partii. Bury jeszcze niedawno rządził na Podkarpaciu, a człowiek z PSL był tam marszałkiem. Od kilku lat nad partią w tym regionie unosi się niemiły zapach korupcji i afer. Najpierw władzę nad regionem przejęło PiS, teraz wyborcy nie dali ludowcom ani jednego mandatu. PSL wślizguje się do parlamentu bez własnych przywódców. Powinno im to dać sporo do myślenia.

Platforma straciła prawie połowę swoich wyborców. W ich oczach straciła swoją tożsamość, a wprowadzenie na listy Ludwika Dorna czy Michała Kamińskiego i poparcie Romana Giertycha nie okazało się ratunkiem, raczej gwoździem. Aż 10 proc. osób, które w poprzednich wyborach zaufały PO, teraz dało się uwieść obietnicom PiS. Kolejne 14 proc. oddało głosy na Nowoczesną. To młodzi, których oburzyło okrojenie otwartych funduszy emerytalnych. Uznali to za skok na ich prywatne pieniądze. To, że nie zgarnął ich do kieszeni Tusk ani Kopacz, lecz że tę operacje trzeba było przeprowadzić w celu ratowania finansów publicznych, najwyraźniej niewiele ich obeszło.

Ryszard Petru to nowa twarz, której do tej pory w parlamencie nie było. Bez wątpienia odniósł osobisty sukces, wprowadził do Sejmu sporą grupę bardzo liberalnych wyborców, niewątpliwych beneficjentów transformacji, których odebrał PO, bo stawała się coraz mniej liberalna. Kłopot sprawia jednak odpowiedź na pytanie: czy Partia Petru jest teraz bliższa osiągnięcia celów, które uważa za najważniejsze dla przyszłości Polski? Kto w parlamencie poprze jej reformy KRUS, odebranie przywilejów podatkowych rolnikom i przywilejów emerytalnych mundurowym i górnikom? PO razem z Nowoczesną to ciągle ponad 30 proc. głosów poselskich, ale także tylko. To nie one będą przez najbliższe lata podejmować decyzje, nawet nie będą mogli tym najgorszym zapobiec.

Stare, skompromitowane twarze zastąpią nowe. Paweł Kukiz i jego na razie mało rozpoznana drużyna, która niczego nie chce budować, ale wykazuje wielki zapał do burzenia systemu. Raper Liroy. Liczna reprezentacja narodowców. Gwarantują zmianę, tylko czy aby na pewno na lepsze? Dystansując nas od polityki Angeli Merkel, mocno zbliżają do Marie Le Pen. Znów staniemy się kłopotem Europy, co niekoniecznie powinno być powodem do dumy, bo kryzys wcale się nie skończył. Zamiast z wyzwaniami będziemy teraz walczyć ze sobą, choć Jarosław Kaczyński odwetu nie zapowiada. Ale narodowcy to także jego kłopot, duży kłopot.

Na polskiej scenie politycznej po ostatnich wyborach punkt ciężkości przesunął się daleko na prawo. Do tej pory narodowców jeszcze w nim nie było. Wniosą więcej patriotyzmu czy destrukcję? Po raz pierwszy mamy parlament bez lewicy. Nie umiała odpowiedzieć na nowe wyzwania. Socjalne postulaty przejął bowiem PiS, którego przelicytować nie sposób. Tak bardzo spodobały się zwłaszcza na wsi, że na ludowców głos oddał zaledwie co dziesiąty wiejski wyborca. Dobrze więc, że PiS będzie rządził sam, bez listka figowego. Od teraz za wszystko, co zostanie zepsute lub naprawione, odpowiada partia Jarosława Kaczyńskiego. To jego rozliczymy.

Do PiS, który do niedawna jawił się partią obciachu, przeszli młodzi, wykształceni, z wielkich miast. Już się Jarosława Kaczyńskiego nie boją. Wcześniej ponad 70 proc. społeczeństwa deklarowało poparcie in vitro, teraz ludzie pokazali, że lewicowy światopogląd nie jest dla nich ważny. Wkrótce przekonamy się, jak ważna jest sama demokracja. Przed wyborami PiS o zmianie konstytucji dyskutować nie chciał, teraz już wprost mówi, że jest konieczna. Na razie „prawą marsz!”.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj