Recenzja płyty: Justin Bieber, „Justice”
Trudno o bardziej niepotrzebną płytę.
Trudno o bardziej niepotrzebną płytę.
To, co słyszymy, dokładnie przylega do tego, co w tych czasach realnie przeżywamy.
Stuprocentowa zawartość Króla w Królu.
Świadomie groteskowa i przerysowana estetyka zdążyła zjednać autorowi pokaźne grono fanów.
Ten album to dzieło twórcy niesłychanie wrażliwego, niebaczącego na jakiekolwiek ograniczenia stylistyczne.
Wydawałoby się, że o miłości napisano i zaśpiewano już wszystko.
Mateusz Kowalski przeplata kompozycje gitarowych mistrzów transkrypcjami Chopinowskich mazurków.
Jeśli ktoś ich dotąd nie poznał, to najwyższy czas.
Hughes, podobnie jak i reszta The Dead Daisies, rzetelnie wykonuje swoją robotę.
Ta muzyka zadowoli tych, którzy cenią tradycyjną, wysokiej klasy twórczość, opartą na sprawdzonych wzorach.
Warren Ellis mocno wpłynął na muzykę Cave’a w ostatnich latach, a teraz chyba nawet trochę go od siebie uzależnił.
Jeden z najlepszych polskich kwartetów nagrywa stopniowo wszystkie 17 kwartetów smyczkowych Mieczysława Wajnberga – właśnie wyszła piąta płyta tego cyklu, pozostały jeszcze dwie.
Muzycznie album potwierdza doskonałą opinię o Joannie Connor jako mistrzyni gitary slide.
Niewymuszony urok i lekkość tej płyty każą przypuszczać, że jej wartość docenią również miłośnicy innych gatunków.
Utwory są utrzymane w stylu neoklasycznym, któremu Laks pozostał wierny od czasu studiów w Paryżu.
Ten gigantyczny materiał to jedynie niewielka część dorobku tego niezmordowanego muzyka.
Panowie z Foo Fighters nie utracili nic ze swoich umiejętności. Po prostu wykorzystali je nieco inaczej niż dotychczas.
Warszawscy muzycy surfują po gatunkach, grając to, na co mają ochotę, a słuchacz próbuje za nimi nadążyć.
Druga płyta młodego rodzeństwa Sienkiewiczów robi lepsze wrażenie niż debiut.
To płyta, która może najwyżej zainteresować zagorzałych beatlefanów.