Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Taco Hemingway przegrał z instytucją. Na nadgorliwość nie ma lekarstwa

Taco Hemingway przegrał z inspektorami GIF. Taco Hemingway przegrał z inspektorami GIF. mat. pr.
Inspektorzy GIF chcą usunięcia fragmentów utworu rapera, w których pada nazwa popularnego leku. Nikt nie zrobił mu lepszej reklamy niż urzędnicy.

Główny Inspektorat Farmaceutyczny nakazał Taco Hemingwayowi usunięcie fragmentów utworu „Zakochałem się pod apteką”, w którym pada nazwa leku. Zaryzykujmy konfrontację z urzędem i podajmy ją wprost – chodzi o Solpadeinę, lek przeciwbólowy, w którego skład wchodzi m.in. kodeina. To kultowy w rapowych kręgach opioid, dostępny choćby w popularnych syropach na kaszel tworzących bazę fioletowych drinków.

Kodeina ma działanie przytłumiające i spowalniające, a muzycznych pomników na jej cześć znajdziemy w rapowej twórczości bez liku – by wymienić tylko najbardziej kojarzone z tą używką postaci, jak A$AP Rocky, Lil’ Wayne czy Gucci Mane. Kodeina ma również na swoim koncie sporo bardziej namacalnych pomników, czyli nagrobków – uzależniony był od niej m.in. Mac Miller, przedwcześnie zmarły w wieku 26 lat rapowy gwiazdor.

Czytaj też: Kariera rapera. Polski hip-hop jest już gotowy na gwiazdy z talent show?

Romans pod apteką

W jakiej formie Solpadeina występuje w utworze Taco? Jak wskazuje tytuł, to historia miłości, która zaczyna się pod apteką, gdzie znerwicowany bohater nieskutecznie próbuje kupić „solpę w rozpuszczalnej tabletce”. Farmaceutka wzorowo wywiązuje się ze swoich obowiązków, informując: „Już pan tamtą zużył, był pan w środę / To jest silny proszek, więc dać nie mogę / Są zasady, wie pan, niech pan dba o zdrowie / I mniej alkoholu, tyle panu powiem”.

Zrezygnowany bohater opuszcza aptekę z pustymi rękoma, niespodziewanie jednak pomocną dłoń z tabletką wyciąga do niego nieznajoma dziewczyna, co staje się początkiem relacji, którą – tu spojler dla tych, którzy nie znają albumu – w modnym dziś poppsychologicznym żargonie nazwalibyśmy toksyczną.

Obawy GIF dotyczyły możliwości „naruszenia przepisów prawa w zakresie reklamy produktów leczniczych”, inspektorat wezwał też producenta leku, by wskazał, czy jego nazwa została wykorzystana z wiedzą i za zgodą firmy – o czym firma rzecz jasna nie była poinformowana.

„To jest sztuka. Dla własnego bezpieczeństwa korzystaj z niej tylko wtedy, gdy jest to konieczne. W przypadku wątpliwości przeczytaj ulotkę albo skontaktuj się z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym” – oświadczyła półżartem wydająca Taco wytwórnia 2020, już na poważnie zapowiadając odwołanie się od decyzji i złożenie skargi do sądu administracyjnego. Podkreśliła też, że działanie GIF to rażące naruszenie wolności słowa.

Czytaj też: Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Litania marek

Troska urzędników o zdrowie małoletnich słuchaczy – bo załóżmy, że tym podyktowane są działania przeciwko Taco Hemingwayowi – to podręcznikowy przykład wylania dziecka z kąpielą przy jednoczesnym zalaniu sąsiada z dołu. Przypomnijmy, że mówimy o twórcy, którego pseudonim składa się z kombinacji kukurydzianego placka i noblisty z literatury, a cała jego twórczość utkana jest z nazw popularnych seriali, knajp czy nazwisk.

Wymienianie marek i nazw własnych, tzw. namechecking, to – mówiąc językiem polonistycznej rozprawki – jeden z klasycznych środków stylistycznych rapowej liryki, służący uwiarygodnieniu przekazu i złapaniu kontaktu ze słuchaczem. I choć dziś wszechobecność marek w hiphopowych kawałkach często sprowadza się do mniej lub bardziej otwartej kryptoreklamy (często faktycznie na granicy prawa – przypomnijmy choćby półoficjalną współpracę Young Leosi z producentem popularnego rumu przy przeboju „Szklanki”), nie było tak zawsze. Klasyczny utwór „My Adidas” grupy Run-D.M.C. z 1986 r., wychwalający kultowe obuwie Superstar, początkowo powstał bez porozumienia z marką, która dopiero na fali sukcesu zaproponowała grupie współpracę za szokującą wówczas kwotę miliona dolarów.

Trend umieszczania marek w tekstach – z sensem lub bez – dowcipnie podsumował raper Dizkret w zeszłorocznym utworze „200 marek freestyle”, składającym się jedynie z nazw własnych, których połączenie tworzy groteskowe, działające na wyobraźnię kombinacje w stylu „PayPal, Kubuś, Starbucks, Zegna / Biały Jeleń, Apap, Legia”. Przy odpowiednim poziomie samozaparcia i tu można by doszukać się znamion reklamy. Pewne natomiast, że nikt nie zrobił lepszej promocji Solpadeinie niż Główny Inspektorat Farmaceutyczny.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną