Historia

30 lat temu zaczęły działać nowe służby wolnej Polski

. . Leszek Zych / Polityka
W maju 1990 r. weszła w życie ustawa o Urzędzie Ochrony Państwa. Tak zaczęła działalność nowa służba specjalna, zastępując zlikwidowaną Służbę Bezpieczeństwa.
.Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta .

Ten fakt nierozerwalnie łączy się z postacią Krzysztofa Kozłowskiego, który został pierwszym szefem UOP (jego zastępcą był Andrzej Milczanowski). Było to konsekwencją prośby, jaką Tadeusz Mazowiecki przedstawił uznanemu wówczas publicyście, członkowi redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Pierwszy niekomunistyczny premier powojennej Polski chciał, by to właśnie Kozłowski podjął się przeformowania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wraz z SB w służby specjalne demokratycznej i suwerennej Rzeczpospolitej Polskiej. „Dla Krzysztofa – przyjęcie Twojego żądania było chyba najcięższą decyzją w jego życiu, największą ofiarą, on sam to określa jako samobójstwo, w jakimś sensie koniec jego kariery życiowej. Czy komukolwiek może się udać, by tę stajnię Augiasza oczyścić?” – pisał w liście do Mazowieckiego 6 marca 1990 r. redaktor Jerzy Turowicz, przyjaciel Kozłowskiego i jego szef z „Tygodnika Powszechnego”. Z listu dowiadujemy się, że Kozłowski przyjął funkcję „wbrew sobie”.

Recenzja: „Obywatel KK, czyli Krzysztofa Kozłowskiego zamyślenia nad Polską”

Odwet i zemsta zżera nas

„Obywatel KK”, późniejszy wieloletni senator RP, wkroczył na Rakowiecką 8 marca 1990 r. jeszcze jako wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Mazowieckiego. Tak właśnie w MSW odziedziczonym po gen. Kiszczaku rozpoczęła się rewolucja. „Jak należy przeprowadzać rewolucję? – pisał 20 lat później Kozłowski. – Po polsku, a więc nie w sposób barbarzyński. Rewolucję należy robić spokojnie, ale stanowczo, i nie oglądać się na tych, którzy próbują przyspieszać, ani na tych, którzy panikują. Przeprowadzenie rewolucji wymaga odwagi”. Czego należało się – zdaniem Kozłowskiego – wystrzegać? „Przede wszystkim odwetu, takiej ludzkiej zwyczajnej zemsty. Bo odwet i zemsta nie tylko godzi w tych, na których chcemy się zemścić, ile w nas. Po prostu nas zżera. Nie należy wyżywać się na ludziach, chyba że są przestępcami. Ale to jest inna sprawa i inna procedura. Przestępcy powinni być po prostu sądzeni. Rewolucja w strukturach służb to przede wszystkim stawianie nowych celów, podejmowanie nowych metod działania, wdrożenie innego sposobu reagowania”.

Dlatego ludziom dotychczasowych służb, którzy nie byli przestępcami i chcieli pracować dla Polski, należało dać szansę. Kozłowski uważał, że jeśli będą służyć wiernie niepodległej, demokratycznej Rzeczpospolitej, to ojczyzna będzie im wdzięczna. I po latach był przekonany, że w 1990 r. postąpiliśmy słusznie: „Danie ludziom szansy, żeby mogli uczciwie, skutecznie i profesjonalnie pracować, jest stokroć ważniejsze niż zarzucanie z uporem, że ktoś, coś, kiedyś... W każdym razie nie do zadań ministra spraw wewnętrznych należy lustracja, dekomunizacja i tym podobne rzeczy. Szefowie służb mają za zadanie tworzyć profesjonalne służby, które będą dla państwa polskiego czymś nieodzownym, niezbędnym, odległym od wpływów, sporów politycznych i dalekim od używania ich jako instrumentu politycznego”.

Dawanie szansy byłym funkcjonariuszom wykluczało tzw. opcję zerową. „Nauczono mnie, że historia jest procesem. Nic się nie kończy danego dnia o danej godzinie ani nawet nie zaczyna od nowa o tej godzinie. Stąd jestem nie tyle przeciwnikiem tzw. opcji zerowej, ile uważam ją po prostu za bezsensowną w służbach specjalnych po 1989 r. Za bezsensowną uważam teorię, że można wyznaczyć moment, kiedy skasujemy to, co było do tej pory, i zaczniemy wszystko od nowa. Bawimy się dalej, tylko w innym składzie: inni ludzie, wszystko inne. Nie, tak nie mogło być, to były mrzonki, a ci, którzy próbowali to robić, jak nasi sąsiedzi – Słowacy czy w jakimś zakresie nawet Niemcy – sparzyli się na tym. Nie ma niczego, co zaczynało się od nas! Jesteśmy i zawsze będziemy obciążeni przeszłością i od tej przeszłości nie uciekniemy” – wspominał Kozłowski. Można powiedzieć, że racjonalizm, niechęć do marnotrawstwa i sprzeciw wobec lustracji, która jest niepełna i niesprawiedliwa – tym się kierował, tworząc nowe służby. Jego wiara w kwity była zdecydowanie mniejsza niż w rozsądek.

W tym kontekście można przytoczyć jedną z anegdot. Minister Kozłowski po przeczytaniu kilku teczek związanych z osobą znanego opozycjonisty wezwał z rana na dywanik dyrektora pionu techniki, odpowiedzialnego w dawnym MSW m.in. za podrabianie dokumentów. Wręczył mu te teczki i zapytał, czy łatwo jest takie dokumenty podrobić, spreparować. Uzyskał następującą odpowiedź: „Sprawa jest skomplikowana, więc na dziś to nie. Ale panie ministrze, na jutro rano może damy radę”.

Rozmowa: Krzysztof Kozłowski o przejmowaniu władzy nad służbami PRL

Wyrzucić wszystkich, znaczy rozbroić państwo

Mimo że Krzysztof Kozłowski uważał swoją obecność w MSW za misję samobójczą, piętnującą, działanie na granicy infamii – nie uchylił się od zadania. Wybrał służbę państwu. Na zadane po latach pytanie, czy było warto, odpowiadał: było trzeba! Na zarzuty, że należało brać wyłącznie nowych ludzi, odpowiadał, że to bajki. Skąd ich brać? Twierdził, że „wyrzucić wszystkich, to znaczy rozbroić państwo. (…) Z reguły odmawiano pracy w służbach, mówiono: Nie, ja sobie rąk nie będę brudził, ja tam nie pójdę! Odmawiali ludzie znani, zarówno prokurator Wasserman, jak i wybitny historyk najnowszych dziejów Polski, któremu chciałem powierzyć to, co się popularnie nazywa archiwum MSW. Nie chcieli przychodzić. Przyszli młodzi, poniżej 30 lat: harcerze, trochę anarchizującej młodzieży, trochę młodzieży pacyfistycznej. I to właśnie oni budowali służby specjalne III RP”.

Tak jak całym swoim dotychczasowym życiem świadczył o przyzwoitości, honorze i odpowiedzialności za państwo, tak wtedy, w 1990 r., w imieniu rządu RP dawał gwarancję dotrzymywania słowa byłym funkcjonariuszom. W praktyce MSW realizowała się wtedy główna zasada rządu Tadeusza Mazowieckiego – wspólnej odpowiedzialności za losy niepodległego kraju.

Co było ważne? Zdolność do kompromisu, uczciwość i poszanowanie godności drugiego człowieka. Po latach pisał: „...i nie daj Bóg, żeby słowo dane kiedyś w imieniu Państwa miało okazać się nic nieznaczącym. Jest rzeczą istotną, aby pamiętać, że wszystko jest oparte na ludziach i że pomiatanie ludźmi jest najgorszą rzeczą, jaka może się komukolwiek przydarzyć”.

Co ciekawe, choć był filozofem z wykształcenia, to radził, by w służbach „nie filozofować”. Wiedział, że należy twardo stąpać po ziemi. „Gdy człowiek nie wie, co robić, jest bezradny wobec nawału problemów i braku własnej kompetencji, to nie może, nie powinien filozofować! Nie filozofuj! Trzymaj się prostych, możliwie najprostszych (…), ale jasnych reguł”. Nie filozofować – tylko rozwiązywać problemy, nie komplikować – tylko zmierzać do celu. Tworzyć służbę. Reguły były proste: uczciwość, racjonalność, kompetencja i przydatność niepodległej Polsce.

Czytaj też: Siedem scen z życia Tadeusza Mazowieckiego

Dziś jesteśmy daleko od tamtych nadziei

Zresztą system wartości Krzysztofa Kozłowskiego opierał się na osobistej przyzwoitości i skromności. Bycie ministrem, szefem służby specjalnej było w jego bogatym życiu zaledwie krótkim epizodem, ale niezwykle ważnym. Ten człowiek wielu zasług i dokonań na swojej „osiemdziesiątce” w Krakowie we wrześniu 2011 r. powtarzał zebranym przyjaciołom, że w życiu spotkało go „za dużo wszystkiego, za dużo wszystkiego dobrego”. Twórcom zmian w służbach specjalnych demokratycznego państwa po 1989 r. towarzyszyło przeświadczenie tworzenia rzeczy wielkich. W samej nazwie Urząd Ochrony Państwa (powstałej spontanicznie, bo rozważano różne nazwy, np. Urząd Ochrony Konstytucji) zawarto nadzieje i poczucie misji, potrzeby ochrony wartości, jakim miało być suwerenne znowu państwo. Ambitne zamierzenie.

Czy po 30 latach od powstania UOP i siedmiu latach od śmierci Krzysztofa Kozłowskiego znalazłby się dziś ktoś na tyle poważny, kto odważyłby się powierzyć obronę konstytucji obecnym służbom specjalnym? Jak daleko odeszliśmy od tamtych nadziei o tym, że wartości dobra wspólnego będą realizowane przez każdy rząd współczesnego, suwerennego państwa polskiego?

Krzysztof Bondaryk – generał brygady, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2007–13. Z wykształcenia historyk, związany ze służbami specjalnymi od 1990 r. Był pierwszym szefem delegatury UOP w Białymstoku (1990–96).

Autor wykorzystał fragmenty swego wystąpienia z konferencji poświęconej piątej rocznicy śmierci Krzysztofa Kozłowskiego, która odbyła się w Senacie 20 marca 2018 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną