Klasyki Polityki

Zwykłe lanie wody

Zastanawia mnie często, skąd się bierze to powszechne oczekiwanie, że polityk (czy ważny przemysłowiec lub inna postać publiczna) jak przyjedzie, to zaraz przemówi.

Felieton został opublikowany w tygodniku POLITYKA 19 lipca 2003 r.

Podstawą wystąpień publicznych są zręcznie dobrane cytaty. Efektowny cytat rzucony w trafnym kontekście porywa słuchaczy, powala przeciwników i przysparza chwały mówiącemu. Dawniej, w czasach kiedy w domowej humanistyce dominowało rękodzieło, cytaty należało wypisywać na karteczkach i katalogować w taki sposób, by wpadały w ręce, kiedy nadarzy się okazja, bowiem cytat sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły. O jego wartości decyduje to, w jakim kontekście zostanie użyty.

W czasach elektronicznych rozmyła się wartość mozolnie zapisywanych karteczek i pedantycznie prowadzonych kartotek. Komputer przejął funkcje sekretarki, a czasami także ghost writera, czyli tego anonimowego autora cudzych przemówień, którym posługują się nagminnie politycy i ludzie biznesu, ci, którym przystoi bezustannie przemawiać przed publicznością niezależnie od tego, czy mają coś do powiedzenia czy nie.

Zastanawia mnie często, skąd się bierze to powszechne oczekiwanie, że polityk (czy ważny przemysłowiec lub inna postać publiczna) jak przyjedzie, to zaraz przemówi. Często wystarczyłoby, gdyby tylko przyjechał, a wcale nie przemawiał, ale oczekiwania publiczności są jednoznaczne: musi mówić, jak nie mówi, to znaczy, że nas lekceważy i stąd rytualne zawołanie, że teraz poprosimy vipa o zabranie głosu, po czym publiczna osoba sięga po gotowca, na którym pracował najęty pisarz-widmo. Ambitna postać publiczna przemawia niby to z głowy, mając oczywiście w pamięci wyuczone tropy przemówień, w których znajduje się trochę dowcipów, trochę podniosłych haseł i tak zwana massa tabulettae, żeby użyć porównania z apteki, bo potocznie tę część nietreściwą nazywamy zwykłym laniem wody.

Nie wiem, skąd się bierze potrzeba słuchania ludzi publicznych w sytuacjach, w których z góry wiadomo, że nic istotnego nie powiedzą. W czasach, kiedy Europą rządzili jeszcze monarchowie, obyczaj ciągłego gadania był nieznany. Król czy cesarz przyjeżdżał i co najwyżej słuchał, natomiast z zasady nie przemawiał. Czy przyjemność obcowania ze znakomitością była mniejsza?

Najwięcej uciechy sprawia to wszystko, co się wydarzy, a jest w jakiś sposób nieoczekiwane, wymyka się z protokołu lub więcej się nie powtórzy. Jeśli wiatr zerwie komuś nakrycie głowy, jeśli ktoś się potknie o dywan, jeśli zawiedzie nagłośnienie, to dla naocznych świadków jest to element pierwszej wagi i zostanie zapamiętany. W przemówieniach, które wcześniej są rozdawane uczestnikom (ze względu na tłumaczenie), najbardziej istotnym wydaje się zawsze to, co stanowi odstępstwo od napisanego tekstu, mimo że najczęściej są to rzeczy zupełnie bez znaczenia.

Świadomi tego manipulatorzy umyślnie prowokują drobne potknięcia czy błędy, które są zamierzone, a wyglądają, jakby były przypadkowe. Czasami sięga do tego reklama żerując na naszej naiwności.

Zacząłem od cytatów, więc dla poprawnej kompozycji wypada mi do nich powrócić. Niech posłuży temu przypomnienie spotkania, które przeżyłem ponad dwadzieścia lat temu w Nowym Jorku. Spotkaną osobą był pisarz, po części materialny (czyli autor sztuk i esejów pisanych pod własnym nazwiskiem), a po części duch, czyli ghost, bowiem zarabiał na życie pisząc przemówienia dla jednej ze znanych wówczas postaci publicznych. Od tego właśnie pisarza dowiedziałem się, jak działa kartoteka rejestrowanych cytatów, które kiedy raz się pojawią w publicznym wystąpieniu, mają prawo powrócić w jakimś odstępie czasu. Na dowód tego, że mówca ma pewne stałe poglądy, ale nie mogą pojawiać się one zbyt często, aby nie było wrażenia, że się powtarza. Nad częstotliwością powtórzeń debatuje komitet pisarzy, którzy pozostają duchami i mają specjalizację. Jeden jest od spraw generalnych, inny od specyficznych, jeden odpowiada za dowcip, którego w rzeczywistości pryncypałowi nie dostaje, inny przegląda teksty pod kątem emocji, które trzeba wywołać wśród słuchaczy. Zdarzyło mi się osobiście posłuchać przemówienia, które rzecz jasna napisał komitet, i pamiętam moje głębokie zastanowienie nad tym, kogo ja słucham: czy tego, który mówi, czy tych, którzy to napisali. Uczestnicząc w życiu publicznym nie zawsze zupełnie świadomie uczestniczymy w pewnej fikcji. Postaci publiczne budzą w nas emocje na podobnej podstawie co aktorzy na scenie, ale boję się, że nader często reagujemy jak dzieci. Bierzemy fikcję za coś rzeczywistego, skonstruowany charakter za prawdziwy. Kiedy myślę o tym, przychodzi mi do głowy cytat, którego nie ma w Internecie ani też w mojej amatorsko prowadzonej kartotece. To cytat z mojej babci, która wobec każdej sprawy omawianej z emocją przy stole stawiała istotne wręcz zasadnicze pytanie: „A skąd wy to wszystko wiecie?” Jeśli okazywało się w rozmowie, że źródłem tych informacji jest jakieś medium, wówczas prasa, babcia machała lekceważąco ręką i mówiła: „No to nic nie wiecie”.

Polityka 29.2003 (2410) z dnia 19.07.2003; Zanussi; s. 97
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama