DEBATA: Noc muzeów - sens czy bezsens?

Romans na jedną noc
Muzea oraz galerie dostosowały się do ludycznego modelu. Nie zachęcają do oglądania wystaw, nie kuszą niezwykłymi eksponatami, ale szykują programy często bliższe estetyce wesołego miasteczka niż sal ekspozycyjnych.
Ziewająca Maria Skłodowska - Curie na plakacie Nocy Muzeów 2011
nocmuzeow.pl/materiały prasowe

Ziewająca Maria Skłodowska - Curie na plakacie Nocy Muzeów 2011

DEBATA: Czy Noc Muzeów to najlepszy sposób na promowanie uczestnictwa Polaków w kulturze? A może to po prostu zwykły festyn? Czy korzystają Państwo z atrakcji przez nią oferowanych? Jakie macie pomysły, aby zainteresowanie rodaków kulturą trwało cały rok - zachęcamy do debaty na naszym forum >>


Noc Muzeów wymyślili Berlińczycy w 1997 r. W Polsce nocne zwiedzania odbyły się po raz pierwszy w 2003 r. Początkowo pomysł realizowany był skromnie, jakby bez wiary w sukces, lecz z czasem rozpełzł się po kraju niczym mrówki faraona po wieżowcu. Tegoroczna edycja zapowiada się absolutnie rekordowo, ale wcale nie jestem pewien, czy jest to powód do szczególnej radości. I to z kilku powodów.

Przede wszystkim znaczne walory promocyjne muzealnej nocy odkryli już wszyscy. W tym roku, na długiej liście jej organizatorów, znalazły się przeróżne stowarzyszenia i fundacje, domy kultury i biblioteki, a nawet teatry i zespoły muzyczne. Nie mają one wprawdzie żadnych zbiorów do pokazania, ale będą kusić innymi atrakcjami: koncertami, zabawami, spotkaniami. Pierwotna idea, by tworzyć lub wzmacniać w ludziach nawyk bywania w muzeach, ginie gdzieś, pod coraz grubszym kożuchem oferty rodem z festynu.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że i same muzea oraz galerie dostosowały się do tego ludycznego modelu. Nie zachęcają więc do oglądania wystaw, nie kuszą niezwykłymi eksponatami i opowieścią o nich, ale szykują specjalne programy, często bliższe estetyce wesołego miasteczka niż sal ekspozycyjnych. Rozumiem, że tej nocy ma być wesoło i przyjemnie, choć wydaje się, że niektórzy ową wytyczną traktują z nadmiernym entuzjazmem. Nawet skądinąd zacne muzea zachęcają w tym roku do wspólnego układania puzzli, gier ulicznych i komputerowych czy wyprawy w świat duchów, kuszą poczęstunkiem i gadżetami. O swoich zbiorach nie wspominając w zaproszeniach ani słowem.

Nie dziwi mnie więc, iż ta szalona Noc kończy się w Polsce z reguły jednodniowym romansem rodaków z muzeami i galeriami, a gigantyczna frekwencja owego wieczoru nie przekłada się na wzrost frekwencji w ciągu całego roku. Ot, taka jednorazowa atrakcja, jak pokaz sztucznych ogni, uliczny wyścig kolarski, parada czy capstrzyk. I nie ma się co dziwić rozczarowaniu widza, który w normalny już dzień stanie zdziwiony przed muzeum i spyta: A gdzie się podziała ta cukrowa wata, którą mnie za darmo częstowano?


DEBATA: Czy Noc Muzeów to najlepszy sposób na promowanie uczestnictwa Polaków w kulturze - zachęcamy do debaty na naszym forum >>

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną