ROZMOWA: Socjolog o przyszłości Ziobry i Kaczyńskiego
O partii Ziobry oraz o tym, co czeka PiS po kolejnym rozłamie - mówi w rozmowie z POLITYKA.PL socjolog, dr Jarosław Flis.
Czołówka ziobrystów w komplecie, czyli od lewej: Tadeusz Cymański, Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski.
Adam Chełstowski/Forum

Czołówka ziobrystów w komplecie, czyli od lewej: Tadeusz Cymański, Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski.

Dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Adam Chełstowski/Forum

Dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Grzegorz Rzeczkowski: Co dalej z ziobrystami? Zbudowali klub w Sejmie, a ich lider - Zbigniew Ziobro - twierdzi, że jest w stanie poprowadzić prawicę do zwycięstwa w wyborach.
Jarosław Flis:
Wykluczone to na pewno nie jest. PiS poniósł szóstą porażkę wyborczą z rzędu. Scena jest zabetonowana, ale nie do końca. Partii Ziobry będzie trudno osiągnąć sukces, lecz na pewno ma większe szanse niż PJN. Widać, że jej kapitał założycielski jest dużo większy, poza tym PO nie podkupi im ani Jacka Kurskiego, ani Tadeusza Cymańskiego tak, jak zrobiła to w przypadku Joanny Kluzik - Rostkowskiej. I stąd, jak się wydaje, nie jest wykluczone, że PiS może podzielić los AWS, do której upadku przecież się przyczynił. W ten sposób zresztą Palikot przeskoczył SLD – wykorzystując słabość lidera i podkopywanie go przez inne osoby mocno kojarzone z lewicą.

Ale do wyborów mamy aż trzy lata. Nowe ugrupowanie może się znużyć i zużyć.
Rzeczywiście tak to wygląda. To jest jedna ze słabości ziobrystów, ale w międzyczasie może się też wiele rzeczy stać. Nie wiadomo na przykład, co zrobią lokalni politycy PiS, kogo poprą. Z drugiej jednak strony Ziobro musiałby sporo dorosnąć do roli lidera. Jako szef regionu w Małopolsce doprowadził do tego, że w tym mateczniku PiS rządzi teraz PO. Widać, że Ziobro nie bardzo sobie radzi sobie z poszerzaniem grona zwolenników, ale przecież Jarosław Kaczyński też sobie z tym nie radzi. Pojedynek między nimi nie będzie więc pojedynkiem tytanów, ale raczej walką na błędy, do których jeden i drugi mają skłonności.

Ale kluczem wydaje się być wytłumaczenie wyborcom, dlaczego ikony PiS znalazły się za burtą PiS. Można to w ogólnie zrozumieć i racjonalnie wyjaśnić?
Można, jeśli odwołamy się do racjonalności aktorów i odtworzenia ich motywów, a nie do ogólnej racjonalności. To, co stało się z „ziobrystami” to efekt przyjętego sposobu zarządzania wszystkimi partiami w Polsce, może z wyjątkiem PSL. Nie mają one utrwalonych reguł organizacji wewnętrznej i nie ma w nich poczucia wspólnoty. Powstały bowiem w wyniku rozłamów, albo przeżyły gwałtowne odejścia swych członków. Sporo z nich zyskało również na tym, że ktoś został z nich wypchnięty. Toteż poczucie swój - obcy uległo u nich zachwianiu. Stąd wszystkie partie w swej wewnętrznej organizacji są na poziomie XVIII - wiecznego absolutyzmu. Cała władza jest oddawana w ręce liderów, którzy pełnią absolutną kontrolę, a reszta tylko modli się o to, by wszechwładni przywódcy nie utrącili ich i by uwzględniali dobro całego ugrupowania.

Ale jakoś to działa.
To ma długofalowe konsekwencje, bo kiedy wszystko się układa to jest w porządku, ale kiedy się pojawiają błędy, to nie za bardzo jest jak to skorygować, bo ktoś musiałby powiedzieć szefowi, że się myli. Ale każdy, kto tak mówi, podważa majestat władcy i naraża się na konsekwencje takie, jak dotknęły „ziobrystów”. Problemem takich partii są „kapciowi”, którzy podszeptują władcy, że wokół czają się spiski. Ich wykrywanie staje się w końcu najważniejszym zadaniem władcy, co psuje atmosferę wewnątrz partii. Tak też było z Ziobrą – był wielokrotnie rozpatrywany jako potencjalny następca Kaczyńskiego i wiadomo, że cała armia ludzi wokół Kaczyńskiego była żywotnie zainteresowana podkopywaniem zaufania prezesa do Ziobry.

Kopali, kopali, aż wykopali?
No tak – ale ci liderzy mają zabójczą moc niszczycielską, jak bazyliszek są w stanie zabić każdego wzrokiem, ale jak im się podstawi lusterko, zabijają się sami. Kaczyński może się nie zabił, ale mocno osłabił. Jemu na pierwszy rzut oka świetnie to poszło, szast - prast i Ziobro wyleciał. Tyle, że usunięcie byłego ministra sprawiedliwości to strata zaufania dla całego ugrupowania. To był ruch destrukcyjny - prezes nie potrafił zapobiec odejściu z partii jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci, która zdobywała dla niej mnóstwo głosów, o klasę więcej niż – oczywiście poza Kaczyńskim - jakikolwiek inny polityk PiS. Pozbawianie się kogoś takiego, i to przy założeniu, że założy inną partię jest bez wątpienia porażką

Ale prezes trwa i takimi działaniami wzmacnia swoją władzę.
Utwierdzanie lidera w poczuciu własnego geniuszu przez resztę działaczy jest w takim systemie władzy nad partią bardzo opłacalne, bo nic nie można im zarzucić, mogą się za niego schować.

Jak na podwórku – najlepiej schować się za plecy silniejszego.
Tak, bo gdy nie ma jasnych reguł rywalizacji, to nie ma możliwości korygowania kursu. Jeśli ktoś się tego domaga, zostaje skarcony. Dlatego nagle okazało się, że nikomu nie zależało na tym, by Ziobro został w PiS. Absurdalne jest to, że jak ktoś się raz wyłamie z tego systemu potakiwania i przyznawania racji szefowi, to nie ma powrotu. Jak powie, że coś jest nie tak, to podważa sens całego systemu. Inna sprawa, że Ziobro nigdy tej logiki nie negował, tym samym sposobem sam rok temu zniszczył Joannę Kluzik – Rostkowską.

Czytaj także

Polityka Cyfrowa

Teraz miesiąc od nas w prezencie!

Zaprenumeruj

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj