Sukces skoczków nie jest przypadkowy

Fabryka Polska
Polscy skoczkowie rządzą na skoczniach. Ten sukces był do przewidzenia, ale jego skala – już chyba nie.

Nie trzeba było świeżych sukcesów w Pucharze Świata (cztery zwycięstwa polskich zawodników w ośmiu tegorocznych konkursach), by się przekonać, że jest w polskich skokach życie po Adamie Małyszu. Do obecności w światowej czołówce Kamila Stocha wszyscy kibice zdążyli się już przyzwyczaić, potwierdzeniem tego, że polska kadra na nim się nie kończy był w ubiegłym sezonie brąz mistrzostw świata w drużynie.

Przebojem końcówki poprzedniego sezonu został Piotr Żyła, który oprócz nadzwyczajnych umiejętności do latania na nartach, ujmował naturalnością oraz swojskim „he, he, he”. O swoich skokach opowiadał w sposób prosty i obrazowy, m.in. wprowadzając do słownika tej sportowej specjalności pojęcia „garbik” i „fajeczka”, jak również cierpliwie tłumacząc fundamentalne znaczenie, jakie w pozycji dojazdowej skoczka ma jego własna „dupa”. Teraz kluczowa dla dalekich i efektownych skoków część ciała powróciła dzięki hasłu („Luz w dupie”) wypisanemu na nartach sensacyjnego zwycięzcy z Engelbergu, Jana Ziobro. 

Dzięki wyluzowanym oraz będącym wiecznie w świetnym nastroju zawodnikom  w polskich skokach zrobiło się więc wesoło, jak nigdy wcześniej i nawet główny dowódca kadry, Łukasz Kruczek – trener którego zawodową ambicję podrażniła nieudana kariera zawodnika  – uśmiecha się częściej. Ma komfort pracy również dlatego, że środowiskiem nie wstrząsają już, co jeszcze niedawno było smutną normą, wiślańsko-zakopiańskie swary o to komu bliżej do uszu narciarskich  prezesów i kto pod kim dołki kopie.   

W dzisiejszej radości z sukcesów Stocha i reszty swój wielki udział ma mistrz Małysz, ale nawet najlepsze chęci, by pójść w jego ślady by nie wystarczyły, gdyby nie stabilny oraz hojny mecenat, jakie nad polskimi skokami roztoczył naftowy koncern - Lotos. Jego obecność zaznacza się nie tylko corocznym turniejem, w którym młodzi zdolni dostają przedsmak poważnych zawodów, ale również stypendiami, nagrodami oraz fundowaniem sprzętu dla lokalnych narciarskich klubów, w których uczą się przyszli Małysze i Stochy.

Może by te patenty podrzucić innym dyscyplinom? Oczywiście pod warunkiem, że wszystko jest tak proste i obliczalne, jakie się dziś wydaje.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj