Na drabinie
Kończył się trzeci tydzień Powstania Warszawskiego. Późną nocą 20 sierpnia z piwnicy, w której siedzieliśmy, ojciec zabrał mnie na strych.

W ręku niósł ciężki żeliwny sagan, w którym wcześniej wywiercił dwa otwory. Po drabinie wszedł do włazu na dach. – Chodź tu do mnie – wyszeptał. Wspiąłem się posłusznie. Garnek, czyli hełm, wylądował na mojej głowie. Ojciec powiedział: – Będę cię trzymał, a ty ustaw sobie te dziury tak, żebyś przez nie widział. Bałem się, ale wyjrzałem, kurczowo trzymając się krawędzi włazu. Kilka pożarów rozświetlało noc, a w oddali na wysokim budynku powiewała polska flaga.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną