Dwie wizje demokracji: która jest właściwa?

Między PiSofilią a PiSofobią
Co po Kaczyńskim? Tego dowiemy się tylko pod warunkiem, że nie zamordujemy sobie po drodze wspólnoty politycznej. Ku czemu, niestety, pędzimy na całego.
Polska od dawna tylko z pozoru jest wspólnotą polityczną.
Mirosław Gryń/Polityka

Polska od dawna tylko z pozoru jest wspólnotą polityczną.

Czy jest szansa, by jakoś odbudować utraconą spójność społeczną?
Mirosław Gryń/Polityka

Czy jest szansa, by jakoś odbudować utraconą spójność społeczną?

Spora część Polaków uważa, że toczona z takim impetem „wojna o demokrację” w poważnym stopniu ignoruje rzeczywistość.
Mirosław Gryń/Polityka

Spora część Polaków uważa, że toczona z takim impetem „wojna o demokrację” w poważnym stopniu ignoruje rzeczywistość.

No to mamy problem. Z jednej strony PiSofile. Przeżywający swoje upojenie zdobytą władzą. Na każdy zarzut odpowiadają „pomidor”. Zupełnie jak w dziecięcej grze, gdy liczy się tylko to, by nie pęknąć i wyrecytować szybko z góry przygotowaną odpowiedź: „a bo Platforma robiła to samo…” albo „czemu nie grzmieliście, kiedy...”, no ewentualnie (i niezbyt ładnie) „to ryczą świnie odrywane od koryta”. PiSofile są przekonani, że teraz trzeba tylko wytrwać na raz obranej drodze, a w końcu zrozumieją ich nawet najbardziej oporni.

Srogo zawiedzie się jednak każdy, kto by oczekiwał, że po drugiej stronie barykady autorefleksji jest więcej. Niestety obóz PiSofobów też ma na wszystko gotowe odpowiedzi. „A nie mówiliśmy, że tak będzie?! Kaczyński to zamordysta strojący się w szatki demokraty. I to dopiero początek! Dlatego trzeba się bronić. Oni grają ostro, to i my pokażmy, że potrafimy. Ta władza liczy się tylko z silnymi”.

Nie myślmy, że jesteśmy jacyś wyjątkowi. Już dobrą dekadę temu trzech amerykańskich politologów Nolan McCarty, Keith Poole i Howard Rosenthal pokazało w książce „Polarized America” (Spolaryzowana Ameryka), że w kraju, który ma problem z nierównościami społecznymi i majątkowymi (a potransformacyjna Polska ma taki problem, choć lubi go nie dostrzegać), bezpardonowy konflikt polityczny jest zjawiskiem nieuniknionym. To coś jakby naturalna konsekwencja powolnego i długo ignorowanego rozkładu spójności społecznej. Choćby tego, że transformacja wygenerowała zadowolonych z siebie zwycięzców nieskorych do dzielenia się owocami sukcesu z tymi, co przegrali. Metropolie odjechały prowincji, a politycy po cichu rozmontowali cały szereg mechanizmów spajających wspólnotę polityczną (państwowa edukacja, powszechna służba zdrowia, solidarnościowy system emerytalny). Efekt był taki, że Polska od dawna tylko z pozoru jest wspólnotą polityczną. Tak naprawdę stanowi zbiór funkcjonujących obok siebie odrębnych opowieści. Nierzadko stojących ze sobą w ostrej sprzeczności.

Podpalone lonty

Zwróćmy uwagę, że zarówno PiSofile, jak i PiSofobi odwołują się wprost do zagrożonej demokracji. Tyle że zdaniem prawicy demokrację trzeba dopiero zbudować, a to, co mieliśmy dotąd, było tylko jej atrapą. Z kolei PiSofobi boją się, że demokracja już była, a nadchodzi pisowska atrapa. W miarę zaostrzania się sporu obie strony coraz mniej przychylnym okiem patrzą na tych „letnich”. W szeregach PiSofilskich już paru „powątpiewających” komentatorów zostało przywołanych do porządku (co świetnie opisał kilka tygodni temu w „Dużym Formacie” Grzegorz Sroczyński). W obozie PiSofobów też trwają egzorcyzmy. Choćby nad Partią Razem oraz kilkoma publicystami, którzy nie chcą stanąć w jednej linii i wyrecytować, że każda polityka publiczna czy pogląd, obok którego przechodził kiedyś Jarosław Kaczyński, są na wieki wieków skażone. A każdy, kto tego nie dostrzega, jest „pożytecznym idiotą” PiS. Jeśli nie gorzej. Niedawno zrobił to w „Newsweeku” Cezary Michalski, prezentując przy okazji absolutnie anachroniczną (bo kompletnie nieuwzględniającą lekcji kryzysu z 2008 r. i tzw. wielkiej stagnacji, która trwa od tamtej pory) wiedzę na temat stanu i problemów trapiących światową oraz polską gospodarkę.

Znajdujemy się między dwiema wielkimi kolubrynami, które celują jedna do drugiej. A lonty już podpalono. Wszyscy czujemy, że w końcu huknie. Tymczasem spora część Polaków uważa, że toczona z takim impetem „wojna o demokrację” w poważnym stopniu ignoruje rzeczywistość. Ta rzeczywistość jest dziś inna niż jeszcze 10 czy 15 lat temu. I nie daje się dziś sprowadzić do prostego sporu o los demokratycznych instytucji kontrolnych (Trybunał, sądy, media). Owszem ważnych, ale nie jedynych filarów demokracji. Ci, którzy chcą rozmawiać o Polsce w ten sposób, zapominają, że w naszej polityce (i debacie publicznej) ostatniej dekady dokonała się ogromna zmiana. Również pokoleniowa. Jej sednem jest to, że pole politycznego sporu nam się w tym czasie poszerzyło.

Mówiąc w skrócie: przez pierwsze 15 lat polityka to było przede wszystkim budowanie ustroju wolnej Polski (konstytucja, instytucje, eurointegracja) okraszone sporem o symbole (sprawy światopoglądowe, polityka historyczna, lustracja). W ciągu minionej dekady do tego sporu dołączyła gospodarka. Wcześniej zgodnie z neoliberalnym duchem czasów oddawana przez polityków w ręce technokratów powtarzających, że jest (z grubsza) jedna słuszna droga.

Triumfalny powrót gospodarki nie był przypadkowy. Impulsem był oczywiście kryzys 2008 r. i renesans innych niż neoliberalne pomysłów ekonomicznych. Zaczęliśmy zauważać, że zbudowane w okresie transformacji instytucje ekonomiczne nie funkcjonują tak dobrze jak obiecywano. Szwankuje rynek pracy (płace rosną słabo mimo wzrostu produktywności), system podatkowy przecieka, państwo jest ćwierćopiekuńcze (kosztuje, ale nie stanowi dodatkowego silnika napędowego gospodarki), a gospodarka (mimo powtarzanych przez wszystkich zaklęć) jakoś ani trochę nie chce być innowacyjna. Wszystko to razem skutkuje wspomnianymi już nierównościami. Nie tylko dochodowymi (często uspokajamy się, mówiąc, że przecież tzw. współczynnik Giniego jest u nas „tylko” średnio-wysoki), lecz również majątkowymi czy nierównościami życiowych szans albo zdrowia publicznego (czy wiedzieli państwo, że w samej Warszawie średnia długość życia waha się – zależnie od dzielnicy – między 66 a 82 lata?).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną