Kto chce reformować sądy, ten zawsze jakoś im szkodzi. To właśnie robi PiS

Sądy i sędziowie
Ci, którzy obejmują władzę w poczuciu, że zmieniają świat na lepsze, od razu zwracają się przeciwko prawu i sędziom.
Joe Gratz Follow/Flickr CC by 2.0

Sądy są krytykowane od zawsze i nic w tej materii nie zmieni się w przyszłości. Jest ku temu wiele powodów, ale jeden jest stały. Prawie każdy, kto przegra w sądzie, uważa, że został potraktowany niesprawiedliwie. Tak jest w sytuacji normalnej, ale bywają i czasy szczególnie sprzyjające negatywnej ocenie sądownictwa. Tak jest w chwilach słusznie lub niesłusznie uważanych za rewolucyjne.

Ci, którzy obejmują władzę w poczuciu, że zmieniają świat na lepsze, od razu zwracają się przeciwko prawu i sędziom, argumentując, że służą beneficjentom bywszego systemu. W czasach rewolucji bolszewickiej powszechnie mówiono o kretynizmie prawniczym, tj. stosowaniem się sądów do jeszcze obowiązujących przepisów prawnych, powstałych przed 1917 r. Tak było też w Polsce po 1945 r.

Termin „kretynizm prawniczy” był np. modny w 1982 r., zwłaszcza wśród marksistowskich młodzieżowych radykałów domagających się tzw. sprawiedliwości ludowej dla robotników, ponoć zmanipulowanych przez „Solidarność” i biurokrację PZPR.

Nie inaczej jest po zdobyciu władzy przez PiS. Sądy są złe, skorumpowane, działają powolnie, krzywdzą zwykłych obywateli, opowiadają się za starym układem (por. mój poprzedni felieton „Wiceminister Jaki kontra sędzia Fronczyk”), a w ogólności są jedną z sił sprawczych tzw. imposybilizmu prawnego (obecny zastępnik dla nazwy „kretynizm prawniczy”). Trzeba więc sądy zreformować.

A dane są takie (podaję wielkości przybliżone): w Polsce działa prawie 400 sądów. Pracuje w nich 10 tys. sędziów. Rocznie (dane z 2015 r.) do sądów wpływa 14 milionów spraw, tj. 1400 na jednego sędziego. Ponieważ sąd nie może odmówić rozstrzygnięcia sprawy, sędzia wydaje rocznie co najmniej 1400 postanowień (w tym wyroków), a w rzeczywistości więcej, bo także w sprawach, które zaczęły się wcześniej. Mało kto zdaje sobie sprawę, że sędzia sądu apelacyjnego czy wojewódzkiego sądu administracyjnego w ciągu miesiąca sporządza tak obszerne uzasadnienia wyroków, że mogłyby złożyć się one na monografię.

Polskie sądy przeciążone

Nie mam danych porównawczych, ale wygląda na to, że sądy w Polsce są bardziej przeciążone niż w innych krajach. Pomijając pytanie, czy polska populacja sędziowska jest wystarczająco liczna, wskażę na trzy powody, dla których sądy w Polsce mają tak wiele pracy.

Po pierwsze, decyduje o tym inflacja przepisów prawa, bo im jest ich więcej, tym więcej spraw, nie mówiąc już o tym, że „Corruptissima res publica plurimae leges” (najwięcej praw w skorumpowanym państwie).

Po drugie, Polacy są pieniaczami i chętnie się procesują. Nic nowego, klasyka literatury polskiej (por. „Pan Tadeusz” czy „Nad Niemnem”) opisuje to zjawisko.

Po trzecie, niewydarzona deregulacja sądów sprzed kilku lat sprawiła, że kolejka rozpatrywanych spraw znacznie się wydłużyła w 70 sądach. Gdyby p. Tyszka i inni posłowie Kukiz’15 byli świadomi tego stanu rzeczy, być może nie występowaliby z pomysłami wprowadzenia sędziów pokoju rozpatrujących proste sprawy. Taka inicjatywa byłaby zasadna, ale w innej kulturze prawnej niż ta istniejąca w Polsce (kultura prawna obejmuje świadomość prawną obywateli i stan prawa).

Dodatkowo postępowanie sądowe jest wieloinstancyjne, co przedłuża rozstrzygnięcie wielu spraw. A maksyma rzymska powiada: „Festinatio judiciorum noverca” (Pośpiech jest macochą sądu).

Oto dwa przykłady oceny sądów wzięte z życia codziennego. Nie są wymyślone, ale rzeczywiste. Małe miasteczko powiatowe. W sądzie rejonowym toczy się sprawa spadkowa. Czy to można przyspieszyć? – pyta klient adwokata. Ten odpowiada, że nie można, ponieważ sąd musi ustalić szereg okoliczności faktycznych, np. krąg spadkobierców. Klient komentuje: „To, k..wa, rację mają ci, którzy piszą, ze sądy działają wolno i źle”.

Duże miasto wojewódzkie, renomowana kancelaria prawnicza. Ma wiele spraw, niektóre wygrywa, niektóre przegrywa. Jeśli przegra, to jej pryncypał publicznie powiada, że sędziowie zostali skorumpowani, natomiast w wypadku wygranej powiada, że stało się to, co powinno nastąpić. Stronniczość ocen negatywnych jest od razu widoczna.

Błędy się zdarzają

Czy sądy pracują bez zarzutu? Ależ nie. Grupa sędziowska jest populacją statystyczną. Z tego od razu wynika, że są sędziowie bardzo dobrzy, przeciętni i źli. Tych drugich jest zdecydowana większość. Trzeba przyjąć, ze wykonują swe obowiązki poprawnie, chociaż z błędami, ponieważ są tylko ludźmi.

Sędziów złych jest zdecydowana mniejszość, ale oni, pracujący leniwie, wydający dziwne wyroki. Są nawet skorumpowani w pewnych przypadkach, ważą na powstawaniu negatywnego wizerunku sędziów i sądów. Dziennikarze poszukują newsów o złych sędziach, a politycy je przejmują z dobrodziejstwem inwentarza. Gdy przychodzi do konkretów, okazuje się, że parlamentarzyści mają do dyspozycji skargi osób niezadowolonych z wyroków, czyli to, co jest nieusuwalnym składnikiem funkcjonowania prawa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj