Sędzię Pawełczyk-Woicką zgłosił do KRS jej partner życiowy
Znajoma Zbigniewa Ziobry z podstawówki kandyduje do KRS. Zaczęła awansować w czasach „dobrej zmiany”.
Dagmara Pawełczyk-Woicka
Jakub Porzycki/Agencja Gazeta

Dagmara Pawełczyk-Woicka

Niekonstytucyjna ustawa o KRS przerywa kadencję 15 sędziów Rady. Nowych wybierze już nie samorząd sędziowski, ale Sejm. Kandydatów mogły zgłosić grupa 25 sędziów i 2 tys. obywateli. Na 10 tys. sędziów zgłosiło się tylko 18, co jest moralnym zwycięstwem środowiska sędziowskiego. Każda kandydatura ma swojego pełnomocnika, który podpisuje się pod zgłoszeniem złożonym u marszałka Sejmu.

Wsparcie sędziego dla partnerki

Do KRS kandyduje sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka. Jest równolatką Zbigniewa-Ziobry (rocznik 1970), a znają się jeszcze z podstawówki w Krynicy Zdroju. Pytana w styczniu przez dziennikarza krakowskiej „Gazety Wyborczej”, czy zostanie zgłoszona do KRS, odpowiedziała: „Sama nie zgłosiłam swojej kandydatury. Jeśli zostanę zgłoszona, to przez pełnomocnika sędziów”. Dopytywana, czy ktoś przygotowuje jej kandydaturę, mówiła: „Chyba tak”.

Teraz już wiadomo, że pełnomocnikiem tej kandydatury jest sędzia Dariusz Pawłyszcze, dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Prywatnie jest partnerem Pawełczyk-Woickiej. – To jest szokujące, że właśnie sędzia Pawłyszcze zgłosił do KRS tę kandydaturę, skoro mógł to zrobić jeden ze 150 innych sędziów z Ministerstwa. Wśród sędziów to jest powszechna wiedza, że oni są parą od kilku lat. Czy to jest normalna sytuacja, że partner zgłasza kandydaturę swojej partnerki? – pyta jeden z sędziów. Pawłyszcze razem z Pawełczyk-Woicką pracowali w powołanym w październiku minionego roku przez Ziobrę resortowym zespole do opracowania systemu losowego przydziału spraw sędziom. Jesienią napisali razem dla dziennika „Rzeczpospolita” tekst „Wieloosobowe składy sędziowskie a długotrwałość procesów”.

Już w 2007 roku, za pierwszych rządów PiS, Dagmara Pawełczyk-Woicka została oddelegowana z krakowskiego sądu do resortu sprawiedliwości, kiedy ministrem był Ziobro. Od początku stycznia tego roku jest prezesem Sądu Okręgowego w Krakowie. Do stolicy Małopolski wróciła z delegacji z resortu sprawiedliwości, gdzie pracowała w departamencie legislacyjnym.

Jak podało OKO.press, o awans do wyższej instancji starała się aż pięć razy. Zawsze bezskutecznie, aż nastał czas Ziobry. Z Sądu Rejonowego Kraków-Podgórze chciała przejść właśnie do sądu okręgowego, któremu obecnie szefuje. Jednak KRS uznawała, że są lepsi kandydaci.

Przeszukanie gabinetu prezeski krakowskiego sądu

Stanowisko objęła w czasie trwania kadencji sędzi Beaty Morawiec. Zbigniew Ziobro odwołał ją cztery dni przed rozprawą apelacyjną w sprawie śmierci swojego ojca, która miała się odbywać przed krakowskim sądem.

Nowa prezes pierwszego dnia na tym stanowisku przyszła do pracy z opóźnieniem. „Około 10.30, bo wcześniej – z tego, co mi relacjonowano – służby specjalne szukały podsłuchów w gabinecie, który jej oddałam. Pracy mieli co niemiara, bo przy okazji trzeba było sprawdzić sekretariat i szafę na ubrania. Agenci nawet kontakty odkręcali... Śmialiśmy się w sądzie, że pewnie służby ściągają to, co wcześniej same założyły” – relacjonowała w rozmowie z Onetem odwołana prezes sędzia Morawiec.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj