Kraj

PiS szykuje nowy bicz na posłów

PiS po raz kolejny planuje zaostrzenie przepisów dyscyplinujących posłów i senatorów. PiS po raz kolejny planuje zaostrzenie przepisów dyscyplinujących posłów i senatorów. Sejm RP / Facebook
Projekt ustawy wprowadzający sankcje za naruszanie powagi, spokoju czy porządku w Sejmie to prawny bubel, w dodatku niebezpieczny.

PiS po raz kolejny planuje zaostrzenie zasad dyscyplinujących posłów i senatorów. W listopadzie ubiegłego roku przeforsował przepis, który pozwala karać obcięciem uposażeń i diet parlamentarzystów „naruszających swoim zachowaniem na sali posiedzeń powagę Sejmu, Senatu albo Zgromadzenia Narodowego”. Wcześniej można było to zrobić tylko wobec posłów czy senatorów utrudniających prace Sejmu (do tego „rażąco naruszając przepisy”) bądź też bez usprawiedliwienia nieprzychodzących na posiedzenia.

Teraz posłowie PiS złożyli nowy projekt, który zakaże „naruszania swoim zachowaniem powagi” parlamentu także poza salą posiedzeń, a ponadto umożliwi karanie za „naruszanie w rażący sposób spokoju lub porządku” w Sejmie. Sankcje na parlamentarzystów mogą nakładać marszałkowie lub prezydia odpowiednich izb.

Tabloidy podają zresztą kuriozalny pretekst do wprowadzenia nowego prawa. Miały nim być opublikowane w jednym z nich zdjęcia posła PiS Jana Marii Jackowskiego, który przed majówką nago kąpał się w morzu.

Czytaj także: Kary dla opozycji? To gnębienie posłów

A jak zaśpiewa piosenkę?

Jakikolwiek byłby pretekst czy prawdziwy powód złożenia projektu, tego rodzaju przepisy są psuciem prawa, do tego niebezpiecznym. Psuciem prawa, bo użyte w nich terminy są nieostre i rozciągliwe jak guma. Co oznacza „naruszenie powagi”? Albo zakłócenie „spokoju lub porządku”? A jak poseł zaśpiewa wesołą piosenkę, to naruszy „powagę”? Jak zgubi papierek od cukierka, to naruszy „porządek” (albo jak zgubi dwa papierki, bo zgodnie z projektem ma być „rażąco”)?

Przepisy niosące za sobą jakiekolwiek kary czy inne sankcje (w tym utratę uposażeń) powinny być sformułowane niezwykle precyzyjnie, bo inaczej stanowią pole do arbitralnych decyzji i nadużyć. To legislacyjne abecadło, o którym posłowie PiS zdają się zapominać.

Planowane przepisy są też niebezpieczne, ponieważ decyzje w sprawie ewentualnych sankcji podejmują przedstawiciele rządzącej większości, jakakolwiek by ona nie była. To oni będą mogli użyć tych przepisów jako pałki lub kagańca na posłów opozycji. Szczególnie w sytuacji ostrego sporu politycznego, a z takim niewątpliwie mamy do czynienia obecnie, tego rodzaju norm nie należy nadużywać. A obecny marszałek Sejmu i prezydium już sięgają po dostępne kary porządkowe chętniej niż poprzednicy i karzą nimi przede wszystkim przedstawicieli opozycji. Sam poseł PO Sławomir Nitras miał w ubiegłym roku obniżoną pensję w wyniku różnych kar przez siedem miesięcy.

Od ocen są wyborcy

Oczywiście, nowy projekt ustawy może liczyć na poklask publiczności, bo politycy, w tym posłowie i senatorowie, należą do najbardziej nielubianej grupy społecznej. Ale mimo tej niechęci do parlamentarzystów musimy pamiętać, że nieskrępowana debata w Sejmie i Senacie jest jednym z podstawowych elementów demokracji. Jeśli posłowie mają się obawiać, że jakieś ich zachowanie naruszy powagę, spokój czy porządek, nakłada się na nich kaganiec.

Oczywiście posłowie często nadużywają tych praw i zachowują się w sposób, który możemy ocenić jako nieodpowiedni. Jednym nie podobała się poseł Krystyna Pawłowicz (PiS) jedząca sałatkę, innym poseł Joanna Mucha (PO) śpiewająca o puczu. Wszyscy pamiętamy wykluczenie z obrad Michała Szczerby za słowa „panie marszałku kochany”, co skończyło się okupacją sali posiedzeń i głosowaniami w Sali Kolumnowej. Z dawnych czasów pamiętamy okupację mównicy przez Samoobronę czy posła Gabriela Janowskiego.

Ale od stwierdzania, że posłowie zachowują się nieodpowiednio, jesteśmy przede wszystkim my, wyborcy. Co cztery lata w wyborach możemy zweryfikować przyszłość swoich przedstawicieli. Jeśli będą się zachowywać w sposób niedopuszczalny, to po prostu ich ponownie nie wybierzemy. Wszelkie dodatkowe przepisy, inne niż dla wszystkich obywateli, to tylko psucie prawa.

Czytaj także: Co może opozycja w polskim Sejmie

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mama transpłciowego dziecka: Mój syn czuje, że w Polsce jest nikim

Nie czarujmy się, że Polki i Polacy na pstryknięcie palcami zrozumieją, co to znaczy transpłciowość. Ale Pawłowicz i Kaczyński paradoksalnie przyczyniają się do edukacji społeczeństwa – mówi Ewelina Słowińska, mama Saszy, aktywistka fundacji Trans-Fuzja.

Mateusz Witczak
12.04.2021
Reklama