Amerykanie pokazują swoją broń w Polsce
Trwające ćwiczenia Saber Strike to także okno wystawowe przemysłu zbrojeniowego. US Army przywiozła do Polski wiele sprzętu, którego mimo licznych zapowiedzi nie zdołaliśmy do tej pory kupić.
Śmigłowiec AH-64 Apache w bazie w Inowrocławiu
Eugen Warkentin, DVIDS/DVIDS

Śmigłowiec AH-64 Apache w bazie w Inowrocławiu

Seria ćwiczeń US Army Europe pod kryptonimem Saber Strike 2018 oznacza prawdziwą inwazję amerykańskiego sprzętu wojskowego. Wraz z oddziałami ćwiczącymi obronę państw bałtyckich i przejście w tym celu w szyku bojowym przez Polskę na rodzime poligony trafiła masa starszej i nowszej generacji uzbrojenia, które ma udowodnić swoją przydatność w operacji obronnej na wschodniej flance NATO i pokazać kierunki uzupełniania braków w zdolnościach bojowych.

Pojawiły się więc patrioty, himarsy, apacze, black hawki, reapery – to uzbrojenie dobrze znane i już częściowo włączone w polskie plany zakupów. Ale w Polsce pojawił się też prototypowy system aktywnej obrony zamontowany na czołgu Abrams oraz stary, wyciągnięty z magazynu, ale niemający na razie odpowiednika u nas system wyrzutni przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Avenger na samochodowym podwoziu. Amerykanie niedwuznacznie pokazują nam swoją ofertę zbrojeniową, a także podpowiadają, w co inwestować, by wspólna operacja obronna miała sens.

Czytaj także: Planujemy kupić dla armii to, co... planowaliśmy w 2001 r.

Tajemnicze drony

Bez wątpienia najwięcej zainteresowania fachowców budzą przysłane do Polski po raz pierwszy uzbrojone bezzałogowce MQ-9 Reaper nowej generacji. Przywiezione w stanie złożonym na pokładzie gigantycznego transportowca An-124 Rusłan od połowy maja stacjonują w pomorskiej bazie w Mirosławcu, kilka lat temu przemianowanej z lotniczej na bazę bezzałogowych statków powietrznych.

Nazwę zmieniono, kiedy Polska miała w planach zakup kilku klas systemów dronów różnej wielkości i przeznaczenia, od małych taktycznych do służących głównie dalekiemu rozpoznaniu, a nawet uzbrojonych w precyzyjne bomby i kierowane pociski rakietowe. Te największe drony, wymagające normalnego lotniska, miały stacjonować właśnie w Mirosławcu, niegdyś bazie lotniczych eskadr bombowych. Podczas gdy plany zakupu dużych dronów pozostały planami, do Mirosławca skierowano stosunkowo niewielkie rozpoznawcze orbitery kupione już prawie dekadę temu z Izraela.

Amerykańskie reapery to w bazie absolutna rewolucja, ale też misja owiana tajemnicą. Siły Powietrzne USA wydały w maju zaledwie kilkuzdaniowy komunikat, informując o wysłaniu dronów do Polski w celu prowadzenia działań rozpoznawczych. Pokazane na zdjęciach maszyny nie noszą jednak oznaczeń wojskowych, a cywilne znaki rejestracyjne, które – co można sprawdzić – należą do ich producenta, firmy General Atomics.

Wojsko Polskie odmawia wypowiedzi o szczegółach wykonywanych zadań, odsyła do Amerykanów, którzy też milczą. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że reapery będą brać udział w największym polskim przedsięwzięciu w ramach Saber Strike – pokazie ogniowym na poligonie w Orzyszu. Tam zapewniać mają stały obraz sytuacji taktycznej.

Czy przekonają tym samym decydentów, że taka zdolność jest niezbędna polskim żołnierzom? O potrzebach świadczy wpisanie tej klasy dronów do wieloletniego planu zakupów dla wojska. Niestety, plan okazuje się zbyt kosztowny i trudny w egzekucji, a reapery to sprzęt bardzo drogi.

Czytaj także: Co zostało ze strategii zmian w polskiej armii

Rakiety w walce o kontrakt

Jeśli ćwiczenia Saber Strike mają pomóc w sprzedaży do Polski jakichś konkretnych systemów uzbrojenia, to wydaje się, że najbardziej użyteczne mogą być w dziedzinie artylerii rakietowej. Wyrzutnie Himars również nie są częstymi gośćmi na polskich poligonach, a na Saber Strike przyjechało ich do tej pory najwięcej. 12 wyrzutni wspierać ma pokazową operację odparcia wrogiego natarcia w Orzyszu.

Himarsy to jedna z opcji rozważanych przez MON we wlokącym się zamówieniu nowego typu uzbrojenia – wyrzutni rakietowych dalekiego zasięgu Homar. W zeszłym roku wiele wskazywało, że to właśnie Amerykanie będą dostawcami technologii rakietowych dla PGZ, która ma dostarczyć system Homar wojsku. Ale wskutek niespełnienia polskich wymagań dotyczących transferu zdolności przemysłowych do kontraktu nie doszło, a obecnie MON na nowo rozważa konkurencyjne oferty – z Izraela, Turcji, Korei Południowej, a podobno także Brazylii.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj