Dlaczego PiS pozwoli prezydentowi na weto
„Mocno skłaniam się w kierunku zablokowania tej propozycji” – mówi Andrzej Duda o nowelizacji ordynacji europejskiej. Ale wielkiej afery w obozie władzy raczej z tego nie będzie.
Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda po wygranych wyborach prezydenckich
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda po wygranych wyborach prezydenckich

„Mam ogromnie wątpliwości, czy to powinna być część polskiego systemu prawnego” – w czwartkowym „Dzienniku Gazecie Prawnej” Andrzej Duda dość jednoznacznie daje do zrozumienia, że zawetuje nowelizację ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. To spora niespodzianka, bo do tej pory wydawało się, że partii na tej ordynacji bardzo zależy, a prezydent nie będzie chciał ryzykować sporu ze swoim obozem politycznym, bo PiS jest mu potrzebny do reelekcji. Lecz może to założenie było niesłuszne?

Czytaj także: Tomasz Nałęcz o Andrzeju Dudzie

Pompowanie dużych, ścinanie małych

Jakie zmiany wprowadza nowelizacja ordynacji przygotowana przez posłów PiS? W największym skrócie zakłada rozdzielanie mandatów europosłów na poziomie małych okręgów (a nie, jak do tej pory, całego kraju). Sprawia to, że szanse na wysłanie posłów do Parlamentu Europejskiego mają tylko największe ugrupowania – realny próg wyborczy sięgnąłby kilkunastu procent zamiast ustawowych pięciu.

Takie rozwiązanie oznaczałoby, że w praktyce szanse na mandaty miałyby tylko PiS i PO (lub partie, które chciałyby wejść w alians z prawicą lub Platformą). Doprowadziłoby to do znacznego ograniczenia reprezentatywności polskich wyborów: bez swoich przedstawicieli w Unii mogłoby pozostać 30–40 proc. aktywnych wyborców, którzy zagłosowaliby na SLD, Kukiz ′15, PSL czy inne, mniejsze ugrupowania. I prezydent – przynajmniej oficjalnie – powołuje się właśnie na te argumenty (które kilkakrotnie już zresztą podnosiliśmy w POLITYCE).

„Nie widzę potrzeby tak fundamentalnego ograniczania dostępu do Parlamentu Europejskiego” – powiedział „DGP” Andrzej Duda. „Wszyscy przyznają, ze realny próg wyborczy zostanie podniesiony do 11, 12 proc. To w praktyce eliminuje mniejsze ugrupowania. Jakaś część polskiego społeczeństwa będzie miała poczucie pozbawienia reprezentacji w europarlamencie. Kwestionuję to z demokratycznych pozycji, próg 5-proc. to rozsądne rozwiązanie. Nie widzę potrzeby wymuszania w ten sposób systemu dwupartyjnego. Nie widzę potrzeby wymuszania koalicji wyborczych na warunkach największych partii”.

Czytaj także: Co zapamiętamy z trzech lat prezydentury Andrzeja Dudy

Po co pchać opozycję do współpracy

Tyle oficjalna wersja. Jakie inne polityczne racje mogą stać za decyzją prezydenta? Przede wszystkim, wprowadzając taką ordynację, PiS mógł sam strzelić sobie gola. Nowe prawo miało przetestować skłonność opozycji do współpracy – przy założeniu, że raczej nic z tego nie będzie i polityczne owoce wzmacniania dużych partii zje tylko PiS. A co jeśli partie opozycyjne dogadałyby się, stworzyły silny blok wyborczy i osiągnęły sukces w eurowyborach w maju 2019 r.? Albo inaczej: porażka w wyborach europejskich, w wyniku braku współpracy, popchnęłaby je do wspólnej listy w wyborach do Sejmu jesienią tego samego roku.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj