Błaszczak, czyli chamstwo w państwie
Polskie państwo ustami ministra Błaszczaka znieważa osoby LGBT – a przez to wszystkich obywateli – a my jesteśmy wobec tego faktu bezsilni.
Mariusz Błaszczak
Ministerstwo Obrony Narodowej

Mariusz Błaszczak

Chamstwo w państwie. Właśnie tak. Gdyby minister obrony albo jakikolwiek dygnitarz niemiecki, francuski czy inny zachodni polityk na stanowisku powiedział to, co szef MON Mariusz Błaszczak, wywołałby skandal, który nie skończyłby się jego dymisją, lecz od takiej dymisji ledwie zaczął. W Polsce wulgarne i prostackie wypowiedzi ministra homofoba mogą co najwyżej wywołać niewiele w praktyce znaczącą reakcję prasy. Tak bardzo jesteśmy jeszcze dzicy i zacofani. My, to znaczy społeczeństwo, którego sfera publiczna toleruje najbardziej nawet drastyczne przejawy nienawiści i nietolerancji. Ile jeszcze musi przejść marszów równości, ile wody upłynąć w Wiśle, aby to się nareszcie zmieniło?

Czytaj także: Ile w Polaku chłopa, ile Pana?

Zapamiętajmy słowa przedstawicieli PiS

Mariusz Błaszczak komentował w TV Trwam Paradę Równości, która przed kilkoma dniami przeszła ulicami Poznania. Padły słowa nie tylko bezdennie głupie, lecz przede wszystkim brutalne i nienawistne. Słowa, które trzeba zapamiętać, gdy będziemy wystawiać rachunek reżimowi PiS. Choć są tak wstrętne, musimy je przytoczyć, aby nam się nie zgubiły w odmętach sieci. Oto przedstawiciel państwowej elity Rzeczypospolitej w XXI w. nazywa osoby LGBT „sodomitami, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych [sic]”. Odnosząc się zaś do przypadków odmowy prowadzenia tramwaju z tęczową chorągiewką przez poznańskich motorniczych i protestów przeciwko eksponowaniu tęczowych flag na ulicach Poznania, powiedział, że „świadczy to o tym, że jednak w narodzie polskim jest pewność tego, że wszystko, co jest skonstruowane po Bożemu, to jest normalne. A jeżeli ktoś próbuje nam narzucić coś, co normalne nie jest, to wtedy spotyka się z oporem”.

A więc geje i lesbijki „w interpretacji” polskiego państwa są „nienormalnymi sodomitami”. Nic tam konstytucja, która gwarantuje im równe traktowanie, nic tam konstytucyjnie gwarantowana neutralność światopoglądowa państwa – ważniejsza jest wszak religia katolicka, dla której (przynajmniej nieoficjalnie) to wszystko są „sodomici” łamiący prawo Boże.

Pycha fundamentalisty

Podłość słów Błaszczaka nie polega jedynie na tym, że stawiają one uprzedzenia religijne ponad prawem państwa, dając świadectwo pychy fundamentalisty, który daje sobie prawo do tego, by żądać od innych, ba, nawet od państwa, by uznawało jego Boga i jego prawo i było mu posłuszne, jak gdyby samo istnienie Boga i prawdziwość tej jednej religii była czymś poza dyskusją. Podłość słów Błaszczaka polega przede wszystkim na skrajnej przewrotności człowieka, który broniąc opresyjnej obyczajowości i nietolerancji w imię religijnej pychy, ma czelność zarzucać „innym” – w tym przypadku osobom LGBT – dokładnie to, czym sam grzeszy, a więc nietolerancję i „narzucanie” tego czy owego. Otóż cała istota i najważniejszy przekaz parad równości na całym świecie jest właśnie wymierzony przeciwko owemu „narzucaniu”. Przesłanie równości, szacunku i tolerancji jest oczywiste: nie narzucajmy jedni drugim, nie wymuszajmy jedni na drugich swoich własnych obyczajów i przekonań. Żyjmy w zgodzie i wzajemnym szacunku – katolik z katoliczką „po Bożemu”, a gej z gejem tak, jak tego pragną. Dopóki jedni drugim nie czynią krzywdy.

Czytaj także: Czy dzieci homoseksualnych rodziców mogą być Polakami?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj