Dlaczego kolejnych wyborów PiS tak łatwo nie wygra
Bycie twardym PiS to recepta na porażkę. A w miękki PiS nikt już nie uwierzy.
W 2015 r. Kaczyński wygrał, bo udało mu się zrobić trzy rzeczy.
Paweł Małecki/Agencja Gazeta

W 2015 r. Kaczyński wygrał, bo udało mu się zrobić trzy rzeczy.

Po drugiej turze wyborów Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej przekonywał opinię publiczną, że PiS jednak wygrał wybory. Pokazując część prawdziwych wyników z pierwszej tury, chciał osłabić prawdziwy wynik drugiej. A tę PiS po prostu przegrał. W miastach, gdzie odbywały się dogrywki wyborów na prezydentów miast, ostatecznie tylko w czterech na 107 udało się partii Kaczyńskiego pokonać przeciwników.

Czytaj więcej: Polska po wyborach – coś drgnęło?

Stare chwyty PiS już nie zadziałają

Oczywiście nie oznacza to, że PiS jest w rozsypce, a jego przegrana w przyszłorocznym dwuboju wyborczym jest pewna. Na pewno jednak wybory samorządowe ujawniły, że zmieniły się reguły gry i PiS nie będzie mógł wygrać, stosując stare chwyty.

W 2015 r. Kaczyński wygrał, ponieważ udało mu się zrobić trzy rzeczy: zorganizował twardych przeciwników PO, przekonał do siebie część umiarkowanego elektoratu, ale także wykorzystał demobilizację tych, którzy głosowali wcześniej na PO. Ostatnie wybory pokazały, że ta konfiguracja to już przeszłość.

Przeciwnicy PiS się zmobilizowali

Po pierwsze, nie ma już efektu demobilizacji przeciwników PiS. Pokazała to niezwykle wysoka frekwencja (niemal 55 proc.), która w przypadku wyborów samorządowych jest bezprecedensowa, a jeśli chodzi o wszystkie wybory z ostatnich lat, można ją porównać wyłącznie z drugą turą wyborów prezydenckich z 2015 r. (nieco powyżej 55 proc.). Nie znaczy to, że przeciwnicy PiS będą głosować na Koalicję Obywatelską, ale na pewno nie zostaną w domu i wyrażą głosowaniem swój sprzeciw wobec rządzących.

PiS to po prostu PiS. Zniknął efekt świeżości

Po drugie, przekaz PiS raczej nie trafi do umiarkowanych wyborców. Przegrana w wielu wyścigach prezydenckich pokazuje, że partia Kaczyńskiego straciła coś, co było jej siłą w wyborach z 2015 r. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość oznaczało wiele rzeczy, które mogły przyciągnąć różnorodnych wyborców łącznie z centrowymi. PiS to była zmiana, nowe twarze w polityce, naprawa państwa, odwrócenie niekorzystnych reform, odsunięcie od władzy skorumpowanych polityków czy program 500+.

Czytaj także: Wielkie miasta nie lubią PiS

Dziś PiS to po prostu PiS. Partia rządząca pragnąca zagarnąć jak najwięcej władzy. Centrowi wyborcy wiedzą, że PiS nie toleruje pluralizmu w państwie, podporządkowuje sobie kolejne instytucje i urządza je na swoją modłę. Kiedyś skrajny język PiS mógł uchodzić za ton w całym przekazie, dziś to po prostu ich zwyczajny język, który dominuje w publicznych mediach. Nie wyjdzie zatem manewr z 2015 r., gdy dla centrum był Duda i Szydło, a dla twardego elektoratu Macierewicz. Dowodem na to jest porażka Jakiego. Gdy był miękki i robił ukłony w stronę centrum, nikt mu nie ufał. Gdy grał twardo, ludzie się od niego odsuwali.

To rząd odpowiada za niepowodzenia

Po trzecie, swój twardy elektorat ciężko będzie mobilizować niechęcią wobec PO. Dużo łatwiej było to zrobić, wykorzystując opozycyjnego ducha i potknięcia rządu Kopacz. A prócz tego oferować nadzieję na zmianę. Dziś partia Kaczyńskiego to obóz rządzący ze wszystkimi atutami tej pozycji, ale też ze wszystkimi wadami. Do atutów należy oczywiście możliwość działania politycznego przez rząd, a także pieniądze z budżetu i wpływ na media. Wady jednak wcale nie są do pozazdroszczenia. Jeśli coś nie działa, to odpowiada za to PiS, jeśli miały być mieszkania, a nie ma – to winna jest partia Kaczyńskiego. Jeśli zmiany powodują chaos, jak np. w edukacji, to rozliczać z tego trzeba partię rządzącą.

Partia Kaczyńskiego nie ma zdolności koalicyjnych

Dochodzi do tego jeszcze coś. W 2019 r. PiS będzie musiał przekonać ludzi, że głosując na nich, głosuje się na partię, która ma szansę zachować władzę. Wybory samorządowe pokazały nie tylko, że PiS ma kłopot z przyciągnięciem centrowych wyborców, ale także to, że logika polaryzacji pozbawia go zdolności koalicyjnych. Atak na PSL pozbawił PiS możliwości zawierania koalicji w sejmikach. Wygrana ma zatem gorzki smak, bo chociaż uzyskało się niezły wynik, będzie się tylko w opozycji. Dla części wyborców będzie to sygnał, że partia Kaczyńskiego jest skazana na odsunięcie od władzy, bo nie ma z kim zawiązać w przyszłym Sejmie koalicji, zwłaszcza w obliczu kłopotów Kukiz ′15.

Kaczyński wchodzi coraz głębiej w wąski korytarz, gdzie ma coraz mniej pola manewru. Bycie twardym PiS to recepta na porażkę. A w miękki PiS nikt już nie uwierzy.

Czytaj także: Skończyła się kampania, zaczyna się kampania

Dr hab. Maciej Gdula – socjolog i publicysta. W 2017 r. koordynował badanie terenowe w jednym z miast na Mazowszu, którego wyniki ukazały się w raporcie „Dobra zmiana w Miastku” przygotowanym dla Instytutu Studiów Zaawansowanych „Krytyki Politycznej”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj